Powstanie most wzdłuż potoku?

Redakcja
Tak wygląda zjazd z drogi powiatowej. Prosto do potoku. Fot. Maciej Hołuj
Tak wygląda zjazd z drogi powiatowej. Prosto do potoku. Fot. Maciej Hołuj
Jakie są szanse na poprawę sytuacji mieszkańców trzech osiedli w Tokarni - leżących w centrum gminy! - gdy w niektórych miejscach rzeczywiście nie ma tam miejsca na drogę? Choć może to wydawać się absurdalne, wybawieniem byłoby wybudowanie mostu... wzdłuż potoku.

Tak wygląda zjazd z drogi powiatowej. Prosto do potoku. Fot. Maciej Hołuj

TOKARNIA. Mieszkańcy kilkunastu domów, aby się do nich dostać, muszą jechać przez wodę. O wytyczenie trasy dojazdowej walczą od kilkunastu lat.

- Nie daj Boże, aby wybuchł pożar, bo jak dojedzie tu straż? - mówi pani Maria, jedna z mieszkanek Tokarni. O trudnościach, z jakimi przychodzi zmagać się jej rodzinie i ich sąsiadom z kilkunastu pobliskich domów, może opowiadać długo. - Gdy dzieci zachorują, rodzice muszą je przenosić na mrozie kilkaset metrów do samochodów. Mnie również, po tym jak rodziłam w domu, niesiono na noszach do karetki. Był luty, bardzo ślisko...

- Ilekroć przyjeżdżają do mnie goście, nie mogą się na- dziwić jak to jest możliwe, że w XXI wieku dojazd do domu wiedzie przez potok - mówi Tadeusz Wróbel.

- Takie życie... Szczególnie teraz, gdy lód i wyrwy w nim kompletnie uniemożliwiły nam dojazd do domów, to duża udręka. Musimy zostawiać samochody i pokonywać pieszo kilkaset metrów ścieżką wzdłuż potoku. W pewnym momencie - gdy moje dziecko miało 40 stopni gorączki, na zewnątrz było poniżej dwudziestu stopni Celsjusza, a ja wiedziałem, że nie ma szans na to, aby dotarła tu karetka - coś we mnie pękło i postanowiłem zainteresować tą sprawą telewizję - mówi Tadeusz Wróbel. - Z jednej strony ani karetki, ani samochody straży pożarnej nie mogą dojechać do naszych domów. Ale druga, równie ważna rzecz jest taka, że my - nie mając innego dojazdu - wjeżdżamy do potoku autami. Co więcej, przejeżdżają tędy także ciągniki wożące na przykład gnojowicę, a przecież woda wpływa dalej do Raby i piją m.in. mieszkańcy Krakowa.

Przedstawiciele Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej uspokajają, że nie ma żadnego zagrożenia.

Wójt Tokarni Edward Zadora tłumaczy, że problem tkwi w braku miejsca na wytyczenie drogi, zaś gmina nie może bez zgody właścicieli zajmować ich posesji na ten cel. Tymczasem, jak twierdzi, w wielu przypadkach jest to niemożliwe. - Dojazd do tych osiedli wygląda tak samo przynajmniej od kilkudziesięciu lat i niemal przez cały ten okres nikomu to nie przeszkadzało. Sprawa została "przespana" już wiele lat temu - mówi wójt.

Za obecną sytuację, jego zdaniem, odpowiedzialni są... mieszkańcy, którzy nie pomyśleli o drodze, kiedy jeszcze zabudowa nie była tam tak ciasna jak teraz. Jak dodaje, sprawy nie ułatwia fakt, że na skutek podjętych już wcześniej działań część mieszkańców jest skłócona pomiędzy sobą.

W tej - jak mogłoby się wydawać - patowej sytuacji gmina zleciła jednej z krakowskich firm inżynieryjnych opracowanie koncepcji uregulowania potoku pod kątem przeprowadzenia tam drogi. Przygotowano cztery warianty (ze wskazaniem na jeden z nich) i przekazano je do instytucji, które zajmują się opiniowaniem i mogą wydawać decyzje, m.in. do Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej, który jest zarządcą cieku. Jak usłyszeliśmy w RZGW, koncepcja jest w tej chwili przekazana do Zarządu Zlewni w Dobczycach, gdzie zostanie zaopiniowana po dokonaniu wizji lokalnej. Ostatecznej decyzji należy się spodziewać pod koniec tego miesiąca.
Koncepcja wskazana przez jej autorów zakłada - tam, gdzie jest to możliwe - koegzystencję potoku i drogi. Natomiast na odcinku ok. 50 metrów przykryto by potok i drogę poprowadzono nad nim. - Jeżeli RZGW to zatwierdzi, będziemy opracowywali dokumentację. Zanim jednak przejazd powstanie zajmie to, jak sądzę, przynajmniej dwa lata - mówi wójt Tokarni.

Zarówno ten, jak i pozostałe warianty zostały przedstawione mieszkańcom. Pojawiała się wola przekazania niezbędnego kawałka działki pod drogę. Mieszkańcy, choć są zadowoleni, że w interesującej ich sprawie coś się ruszyło (- Trzy dni po emisji programu w telewizji udało się zorganizować spotkanie, na które czekaliśmy 4 lata - mówi Tadeusz Wróbel), obawiają się, że sprawa - choćby ze względu na brak środków na realizację - ucichnie, a drogi jak nie ma, tak nie będzie. - Podobno już teraz są kontrowersje wokół tego, kto ma to finansować: gmina czy RZGW? - dodaje mieszkaniec Tokarni.

Kwestia finansowania przedsięwzięcia rzeczywiście zastanawia wójta. - Gdyby RZGW przychylił się do opracowanej koncepcji, realizacja kosztowałaby około 0,5 mln zł. Skąd mamy wziąć takie środki. Rada Gminy nie zgodzi się, aby przekazać taką sumę, szczególnie że na innych rolach mieszkańcy sami wykonują sobie dojazdy z płyt betonowych, które zapewnia im gmina. Już sama koncepcja to koszt 9 tys. zł. Na dokumentację potrzeba będzie ok. 50 tys. zł. To już duże wydatki, a mieszkańcy wciąż nie będą mieć z tego nic - mówi wójt, dając do zrozumienia, że od dokumentacji do realizacji droga daleka.

I przede wszystkim kto za tę realizację zapłaci? - Jako gmina nie możemy inwestować na terenie, który do nas nie należy, czyli na potoku. Widziałbym to tak, że RZGW poszuka środków na regulację potoku, a gmina wraz z mieszkańcami zajmą się przykryciem go płytami - mówi wójt.

Co ciekawe, na terenie, do którego dojazd prowadzi potokiem wciąż legalnie powstają nowe domy. Ostatnie z pozwoleń na budowę wydano przed kilkoma miesięcami. Jak to możliwe, skoro od Eugeniusza Rysia, kierownika Wydziału Architektury i Budownictwa Starostwa powiatowego w Myślenicach słyszymy, że do wydania pozwolenia niezbędny jest dostęp działki do drogi publicznej? - Nie było podstaw do tego, aby nie wydać pozwolenia, gdyż dysponowaliśmy dokumentami potwierdzającymi, że właściciele sąsiedniej działki, jak i kolejnej, którym jest RZGW - a także gmina, której działka ma dostęp do drogi - wyrażają zgodę na przejazd - mówi kierownik.

Józefa Zięba, inspektor Referatu Gospodarki Komunalnej UG w Tokarni potwierdza, że gmina wydała oświadczenie o połączeniu do drogi publicznej, ale dlatego, że zarówno prywatny właściciel zgodził się na służebność przejazdu, jak i RZGW zgodziło się na przejazd po jego działce. - Działka gminy faktycznie graniczy z drogą wewnętrzną, a więc należącą do gminy, jednak ta droga na dalszym odcinku "wchodzi" w potok - tłumaczy Józefa Zięba. Problem tkwi właśnie w tym 87-metrowym odcinku, bowiem wyżej mieszkańcom z pomocą gminy udało się już wcześniej przesunąć nieco koryto potoku i wybudować kawałek drogi.

Katarzyna Hołuj

myslenicki@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie