Pożar miejskiego archiwum. Straciliśmy nawet 98 proc. dokumentów? Urzędnicy dementują: "nikt nie zna skali zniszczeń"

Bartosz Dybała
Bartosz Dybała
Według doniesień, które pojawiają się w przestrzeni publicznej, w pożarze miejskiego archiwum w Krakowie zniszczeniu uległo nawet 98 proc. znajdujących się tam dokumentów. Miejscy urzędnicy dementują: - Nie mam pojęcia, skąd takie dane, skoro nawet nikt nie jest na razie w stanie wejść do budynku i ostatecznie oszacować strat - mówi Monika Chylaszek, rzecznik prasowa prezydenta Krakowa. Tymczasem inspektor nadzoru budowlanego powołał biegłych, specjalistów z Politechniki Krakowskiej, którzy mają określić stan spalonych budynków. - Mamy wstępną ekspertyzę, która mówi, że nie ma absolutnie na ten moment możliwości wejścia do hal, gdyż grożą zawaleniem - dodaje Chylaszek.

FLESZ - Trzecia fala - ważne zmiany

Urzędnicy: nikt nie zna teraz skali zniszczeń

Wkrótce minie miesiąc od wybuchu pożaru w Archiwum Urzędu Miasta Krakowa. Strażacy walczyli z ogniem kilkanaście dni, przyczyny jego pojawienia się wciąż nie są znane, śledztwo prowadzi prokuratura. Tymczasem w przestrzeni publicznej pojawiają się sensacyjne doniesienia, według których w pożarze miało zostać zniszczonych nawet 98 proc. przechowywanych w archiwum zasobów. Pisze o tym portal krowoderska.pl, powołując się na osoby, znające proces szacowania szkód. Miejscy urzędnicy dementują.

- Nie mam pojęcia, skąd takie dane, skoro nawet nikt nie jest na razie w stanie wejść do budynku i ostatecznie oszacować strat. Wiemy, że w spalonych halach wciąż znajdują się dokumenty, jeszcze inne zostały już przewiezione do Katowic, gdzie zajęli się nimi specjaliści. Dopiero gdy uda się wszystko wydobyć ze zgliszczy, będziemy mieli prawdziwą informację, ile dokumentów uległo zniszczeniu, a ile udało się uratować - mówi nam Monika Chylaszek, rzecznik prasowa prezydenta Krakowa.

- Nie ma w tej chwili osoby, która mogłaby odpowiedzialnie powiedzieć, ile dokumentów uległo zniszczeniu. Najpierw trzeba wejść do budynku - dodaje.

Krowoderska pisze, że w archiwum, gdzie doszło do pożaru, znajdowały się cenne z punktu historycznego dokumenty. Wśród nich te, dotyczące wielkich krakowian, czyli Stanisława Lema, Marka Grechuty czy noblistki Wisławy Szymborskiej. Chodzi m.in. o księgi meldunkowe.

- To akurat prawda. W archiwum faktycznie były przechowywane domowe książki meldunkowe czy koperty dowodów osobistych osób zmarłych niezależnie od tego, czy byli sławni, czy mniej znani. Zarówno Szymborska jak i Grechuta byli mieszkańcami Krakowa. Tego typu dokumenty faktycznie mogły się zniszczyć, co do tego nie ma wątpliwości - mówi nam Chylaszek.

Dodaje, że w zasobie archiwum Urzędu Miasta Krakowa przechowywana była dokumentacja archiwalna wszystkich komórek organizacyjnych urzędu (w sumie 40) i zlikwidowanych miejskich jednostek organizacyjnych (w sumie 72 jednostki). - W zbiorach archiwum znajdowały się także Domowe Księgi Meldunkowe (z wpisami do połowy lat 60.), Karty Rejestru Mieszkańców (wydane do 1975 r.) Dokumentacja obejmowała również kartotekę ewidencyjno-dowodową osób, którym wydano dowody w latach 1952-1975 oraz koperty dowodów osobistych osób zmarłych wydanych od roku 1975 - wylicza rzeczniczka prezydenta Majchrowskiego.

Dodaje, że jeśli nawet zniszczeniu uległa książka meldunkowa Szymborskiej, to nie było w niej informacji, których nie można by odtworzyć. - Wiemy, gdzie mieszkała nasza noblistka. Ale faktycznie, patrząc historycznie, były to bardzo ważne pamiątki - informuje Chylaszek. Dodaje, że nie zostały one zdigitalizowane, gdyż obowiązek dygitalizacji części dokumentów ma tylko Archiwum Państwowe. - Nie zmienia to faktu, że w różnego rodzaju publikacjach widzimy zdjęcia np. karty dowodu osobistego Stanisława Lema. Można się zatem domyślać, że tego typu pamiątki zostały utrwalone na różnego rodzaju nowoczesnych nośnikach - mówi rzeczniczka Jacka Majchrowskiego.

Przypomnijmy, że w sprawie pożaru archiwum trwa śledztwo prokuratury. - Z kolei inspektor nadzoru budowlanego powołał biegłych, specjalistów z Politechniki Krakowskiej, którzy mają określić stan spalonych budynków. Mamy wstępną ekspertyzę, która mówi, że nie ma absolutnie na ten moment możliwości wejścia do hal, gdyż grożą zawaleniem. Nie mogą tam wejść ani śledczy ani urzędnicy. To teren katastrofy budowlanej. W tej chwili biegli mają powiedzieć, w jaki sposób trzeba zabezpieczyć budynki oraz jak wyciągnąć z nich dokumenty, by było to bezpieczne dla osób, które będą to robić - kwituje Chylaszek.

Według wyliczeń krowoderskiej w archiwum zakładowym znajdowało się ponad 20 km akt. To oznacza, że ułożony kartka przy kartce zasób archiwalny sięgałby w linii prostej od Kościoła Mariackiego do Niepołomic. To według różnych szacunków od 150 do nawet 200 milionów pojedynczych dokumentów.

Ratowanie dokumentów w Katowicach

Tymczasem dokumenty, które jeszcze podczas pożaru miejskiego archiwum w Krakowie zostały wydobyte przez strażaków z dwóch spalonych hal, trafiły do Katowic. Tam specjaliści pracują nad tym, aby jak największą część z nich uratować. Używają do tego specjalnego sprzętu: liofilizatora, który trafił do Archiwum Państwowego w Katowicach po wielkiej powodzi z 1997 roku. Wtedy woda z Odry zalała dokumenty przechowywane w archiwum w Raciborzu. Dużą część z nich, właśnie dzięki temu urządzeniu, udało się uratować. Jak będzie z krakowskimi? Trudno jeszcze powiedzieć.

Jak zdradza nam Danuta Skrzypczyk, konserwator dokumentów, pracująca w Archiwum Państwowym w Katowicach, z Krakowa dotarło prawie 600 kg uszkodzonych akt.

- Były ważone już po zamrożeniu. Łącznie otrzymaliśmy trzy zamrażarki dokumentów, każda ma 500 litrów pojemności. Akta muszą być przez pewien czas w głębokim zamrożeniu, aby nie zachodziły żadne destrukcyjne procesy biologiczne. W tym czasie przygotowujemy całą resztę procedur, bo to jest najważniejsze. Nie ma możliwości wysuszenia tych dokumentów w sposób powiedziałabym normalny, na świeżym powietrzu, wtedy papier uległby zniszczeniu - mówi nam Skrzypczyk.

Wideo

Materiał oryginalny: Pożar miejskiego archiwum. Straciliśmy nawet 98 proc. dokumentów? Urzędnicy dementują: "nikt nie zna skali zniszczeń" - Gazeta Krakowska

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Obserwuję z zaciekawieniem, tzw. zaciemnianie przekazu przez "przekaziora". Że niby nic się nie stało, że spaliły się tylko jakieś nic nie znaczące dokumenty itp. Od samego początku pojawia się podejrzenie, że pożar ne był przypadkowy i służył zatarciu śladów wielu przestępstw, albo zniszczeniu dowodów. O ile wiem cechą dobrze prowadzonego śledztwa jest weryfikacji wszystkich możliwych scenariuszy, a przypomnę, że podpalenie, jako przyczyna pożaru, jest statystycznie bodaj najczęstszym jego powodem. Tymczasem imć Majchrowski wyzwał od chamów wszystkich snujących podobne przypuszczenia i uciął przypuszczenia w tym względzie. Bezradność jak widać trwa w najlepsze. Dlaczego nie ruszyła jeszcza rozbiórka hali - skoro nie można do niej wejść - i ratowanie tego co zostało? Jak przyjdzie wiosna cała zawartość z godnością zakwitnie na zielono i będzie nadawać się do wyrzucenia. A może o to chodzi?

G
Gość

Przetargów na str. www też nie archiwizuja...i mogą różnić się wersje papierowe od tych co wisiały na stronie www..zwłaszcza dot. Dotowanych przez Unię

G
Gość

To jest skandal i mataczenie, że do tej pory nie podano dokładnie dokumentów jakie się tam znajdowały

??

W świadomym społeczeństwie już osoby które do tego doprowadziły, firmowały, których podwładni popełnili błędu podały by się do dymisji.

W Kraków ku luz i spontan. Do tego jak widać te papiery zwane dokumentami nikomu nie są potrzebne. Nie zdziwię się jak za chwile okażę się ,że to był skup makulatury a nie archiwum. Spoko nic się nie stało. Komuna była zła ale i "demokracja polska" nie wytworzyła zdrowego systemu

G
Gość

Podatnik ucierpi a urzędasy zacierają brudne łapki.

G
Gość

taki bałagan tylko w Urzędzie Miasta Krakowa...jak z salami portretowymi na Placu Wsz. Św....dostajesz zaproszenie do sali portretowej, a później Cię wyganiają...ochrona niczego nie wie...i latasz jak oszalała aby znaleźć salę

Dodaj ogłoszenie