Praca szuka Polaka, ale ten już byle czego nie weźmie. I dobrze się ceni

Zbigniew Bartuś
Czy wkrótce każdy budowlaniec będzie na wagę złota?
Czy wkrótce każdy budowlaniec będzie na wagę złota? Fot. DARIUSZ GDESZ
Gospodarka. Lawinowo rośnie liczba wolnych miejsc pracy. Pracodawcy mają coraz większe problemy z obsadzeniem wakatów po osobach odchodzących na emerytury.

- Jeszcze niedawno szukało się na dane stanowisko najlepszego pracownika. Dziś prawdziwym wyzwaniem stało się wyszukanie wystarczająco dobrego - przyznaje Anna Wicha, prezes Polskiego Forum HR. W całym kraju pilnie potrzebnych jest 100 tys. par rąk do pracy, z czego blisko 9 tys. w Małopolsce.

Andrzej Kubisiak z agencji zatrudnienia Work Service, zapewniającej firmom w całej Polsce ok. 50 tys. pracowników dziennie, mówi, że w ostatnich miesiącach doszło na naszym rynku do rewolucji. Dwa lata temu na ogłoszenie przeciętnego pracodawcy odpowiadało kilkadziesiąt osób. Dziś bywa, że nie odpowiada nikt.

Na początku dekady, kiedy wskutek światowego kryzysu dotknęło Polskę spowolnienie gospodarcze, powstające lawinowo agencje pracy tymczasowej (obecnie działa ich blisko 6 tys.) pomagały przedsiębiorcom obniżyć koszty pracy. Firmy masowo pozbywały się wtedy pracowników etatowych i wynajmowały w to miejsce ludzi z zewnętrznej agencji - wyraźnie tańszych, bo zatrudnianych przeważnie na umowie-zleceniu. W dwa lata na umowach śmieciowych wylądowało półtora miliona Polaków. Agencje pracy tymczasowej zapewniały jedną trzecią z nich - głównie takim klientom jak zakłady produkcyjne i przetwórcze, sieci hipermarketów. Zatrudnienie się tam na etacie graniczyło z cudem.

WIDEO: Niski poziom kapitału społecznego barierą w rozwoju innowacyjnych firm

Źródło: Agencja Informacyjna Polska Press

- Dziś warunki dyktują kandydaci do pracy, bo w wielu rejonach kraju dramatycznie ich brakuje. W skrajnych wypadkach dowozimy do klienta pracowników z odległości 150 km, bo bliżej nie udało się znaleźć chętnych - opowiada Andrzej Kubisiak. W tej sytuacji kandydatom oferuje się coraz częściej umowy o pracę, nie zlecenie. W największych agencjach, skupionych w Polskim Forum HR, czasowe etaty ma już 92 proc. zatrudnionych; w pozostałych - jedna trzecia, ale to się także szybko zmienia. Rosną również oferowane stawki: jeszcze półtora roku temu normą było 7 zł za godzinę, dziś jest to raczej 12 zł, a w większych miastach minimum 15 zł.

Inaczej zachowują się również pracodawcy: coraz więcej z nich zatrudnia u siebie na etacie pracowników, których wynajmowali dotąd z agencji pracy tymczasowej. W ten sposób stałą pracę zdobywa już co szósta osoba zatrudniona wcześniej przez agencje. - Firmy chcą mieć pewność, że taki pracownik u nich zostanie. Obserwujemy też zjawisko podkupywania sobie pracowników - wyjaśnia Andrzej Tutajewski, prezes Małopolskiego Porozumienia Organizacji Gospodarczych, reprezentującego tysiące firm, głównie drobnych. W efekcie liczba osób wynajmowanych przez agencje pracy tymczasowej pierwszy raz od lat nie wzrosła (wynosi ok. 700 tys.), a warunki zatrudnienia tychże osób radykalnie się poprawiły.

Pod koniec zeszłego roku liczba wolnych miejsc pracy w Polsce wynosiła wg GUS nieco ponad 60 tys. Kwartał później dobiła do 90 tys., z czego prawie 22 tys. to etaty nowo utworzone. Danych za ostatnie trzy miesiące jeszcze nie ma, ale fachowcy zgodnie twierdzą, że o pracowników jest z każdym dniem coraz trudniej.

Na internetowych portalach liczba ofert pracy wzrosła od wiosny o przeszło 40 proc. i to jeszcze przed wakacyjnym okresem pracy sezonowej, gdy zapotrzebowanie na pracowników gwałtownie rośnie. Według danych Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Krakowie, na koniec maja mieliśmy w Małopolsce rekordowe 8341 nieobsadzonych stanowisk, z czego prawie 2 tys. w stolicy województwa. Teraz dochodzą do tego oferty pracy wakacyjnej - w gastronomii, hotelarstwie oraz w rolnictwie (samo sadownictwo potrzebuje w sezonie zbiorów dodatkowych 100 tys. pracowników).

- W niektórych regionach bezrobocia już właściwie nie ma - mówi Andrzej Kubisiak z Work Service. W Wielkopolsce oficjalnie wynosi ono 6 proc., w Poznaniu - 3 proc. W Małopolsce (7,7 proc. w maju) i Krakowie (4,3 proc.) zaczyna być podobnie.

Gdzie wymiotło naszych pracowników?

Rąk do pracy brakuje z kilku powodów. Polska przeżywa gwałtowne zmiany demograficzne: kolejne rekordowe powojenne wyże osiągają wiek emerytalny i nie ma kto ich zastąpić. Proste porównanie: w 1955 r. urodziło się prawie 800 tys. Polaków, z czego do dziś żyje ok. 650 tys. Ludzie ci mają 61 lat i kończą lub już skończyli kariery zawodowe. A w dorosłość wkracza dziś pokolenie roku 1998. Urodziło się wówczas niespełna 400 tys. dzieci.

W ciągu najbliższych kilku lat - z powodu starzenia się społeczeństwa - z polskiego rynku pracy zniknie milion osób. Przejdą na emerytury. Jeśli PiS przywróci poprzedni wiek emerytalny (60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn), ubytek może być o połowę większy.

Dochodzi do tego potężna emigracja: od początku stulecia kraj opuściło 2,5 mln ludzi, w większości młodych. Prawie nikt nie zamierza wracać, co więcej - kolejni zapowiadają ucieczkę na Zachód.

Anna Wicha, prezes Polskiego Forum HR, wspomina także o niedopasowaniu wykształcenia i kompetencji potencjalnych pracowników (w tym 1,5 mln bezrobotnych, z których ponad połowa nie ma pracy dłużej niż rok, a wielu - od dekady) do potrzeb pracodawców.

Teoretycznie można by ten problem rozwiązać, gdyby ludzie chcieli się przemieszczać z regionów o wysokim bezrobociu i małej liczbie ofert pracy do pozostałych. Jednak, jak zauważa Bartosz Wiktorowicz z agencji Aterima, mobilność pracowników jest w Polsce dużo niższa niż na Zachodzie: ci o najskromniejszych kwalifikacjach rzadko decydują się na pracę w innym zakątku Polski. Powód jest prozaiczny: zarobki ludzi o niskich kwalifikacjach są u nas zdecydowanie zbyt małe, by się utrzymać w metropolii (zwłaszcza przy tamtejszych cenach mieszkań). O wiele bardziej opłaca się wyjechać do Niemiec, Norwegii, na Wyspy, gdzie ze skromnej pensji można w miarę przyzwoicie żyć.

500 złotych na dziecko i dobijanie śmieciówek

Zbigniew W. Żurek, ekspert BCC, dodaje, że olbrzymią rolę na rynku pracy odgrywają zmiany prawne dokonane przez poprzednią i kontynuowane przez obecną ekipę rządzącą. Chodzi zwłaszcza o wprowadzone przez PO-PSL ozusowanie umów-zleceń do wysokości płacy minimalnej (od stycznia tego roku), nowe zasiłki (np. dla samotnych matek-studentek) oraz korzystniejsze naliczanie dotychczasowych świadczeń („złotówka za złotówkę”). Obecny rząd zapowiada ozusowanie zleceń w pełnej wysokości, również ozusowanie umów o dzieło, objęcie zleceń przepisami o płacy minimalnej (12 zł za godzinę), a także zniesienie liniowego ZUS dla przedsiębiorców (czyli de facto podniesienie składek dla firm).

Przedsiębiorcy dodają, że olbrzymi wpływ na rynek pracy, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, ma program Rodzina 500 plus. Wielu potencjalnych pracowników, zwłaszcza kobiet podejmujących dotąd pracę za 7 zł za godzinę, woli zostać w domach.

- Wynika to z rozsądnej matematycznej kalkulacji - podkreśla Andrzej Kubisiak. I wylicza: najczęściej występująca dziś w Polsce pensja wynosi 2,4 tys. zł brutto, czyli 1,7 tys. zł na rękę. Jeśli żona i mąż zarabiają w okolicach tej kwoty, a mają troje niepełnoletnich dzieci, to żonie (lub mężowi) opłaca się zostać w domu: dostaną 1500 zł z programu 500 plus, nie ponosząc kosztów zastępczej opieki nad dzieckiem, dojazdów do pracy itp.

Dużo wyższa cena milenialsów

Generalnie aspiracje dochodowe Polaków zostały ostatnio mocno rozbudzone. Sporą rolę odgrywają tu milenialsi, czyli młodzi ludzie urodzeni na przełomie stuleci, w wolnej Polsce.

Ich poprzednicy rozpoczynali zawodowe kariery na początku tego stulecia przy 21-procentowym bezrobociu (wśród młodych wynosiło ono wtedy ponad 40 proc.!), pamiętali przy tym kryzys i beznadzieję schyłku PRL. Milenialsi dorastali w latach bezprecedensowego awansu materialnego i cywilizacyjnego Polski, w Unii Europejskiej. Są o wiele mniej liczni niż pokolenia wyżów - nastolatków mamy dziś mniej niż emerytów!

I wyżej się cenią. Uważają, że ze swym wykształceniem (w 40 proc. wyższym), biegłą znajomością języków i obyciem w nowych technologiach zasługują na więcej - i nie chodzi już tylko o wysokość wynagrodzenia, ale także o warunki pracy. Znają również dobrze alternatywne wyjścia (sprawdzone masowo przez poprzedników): emigrację do Warszawy lub na Zachód. Jeśli nie otrzymają, czego chcą - wyjadą.

- Mamy dziś do czynienia z trendem pozytywnym dla części pracowników, szczególnie tych najmniej zarabiających. Z drugiej strony zjawiska demograficzne w parze z forsowanymi przez polityków rozwiązaniami mogą się okazać śmiertelnie niebezpieczne dla gospodarki i kraju - uważa Andrzej Tutajewski.

Jego zdaniem, trzeba podnosić dochody Polaków, ale tak, by nie odtworzyć peerelowskiego systemu, „czy się stoi, czy się leży, i tak się należy”, bo to doprowadzi kraj do katastrofy. - Równocześnie politycy winni zadbać o to, by polska gospodarka, na którą tak stawiają, nie cierpiała z powodu braku rąk do pracy, a to już nam doskwiera - dodaje prezes MPOG.

Skazani na Ukraińców lub… roboty

W wielu firmach załogi szybko się starzeją, zwłaszcza tam, gdzie naboru nowych pracowników nie było od lat. - Pracownicy będą naturalnie odchodzić z rynku pracy, a następców brakuje. Pracodawcy coraz śmielej wypatrują więc specjalistów z innych krajów. Największym zainteresowaniem cieszy się Ukraina - mówi Robert Pawlak z firmy DEKRA Praca.

W Polsce pracuje już ponad milion Ukraińców, z czego połowa oficjalnie (w zeszłym roku otrzymali 724 tys. wiz pracowniczych), głównie w produkcji, transporcie, magazynach, sortowniach, budownictwie oraz sadownictwie. - Bez Ukraińców polska gospodarka miałaby potężne problemy - chyba większe niż brytyjska bez Polaków. W niektórych branżach są fabryki, są duże zagraniczne zamówienia do realizacji, a w promieniu stu kilometrów nie ma chętnych do pracy. Ukraińcy to jedyny ratunek - opisuje Andrzej Kubisiak. Dodaje, że podobnie jest w szarej strefie: harujący u naszych farmerów robotnicy rolni, a także spotykane w metropoliach sprzątaczki, opiekunki, gosposie wykonują pracę, do której Polacy i Polki się nie palą.

Podnoszenie płac słuszne, ale niebezpieczne

Ekonomiści podkreślają, że windowanie najniższych płac, choć generalnie słuszne, może być dla Polski bardzo niebezpieczne, obniża bowiem międzynarodową konkurencyjność naszej gospodarki: towary i usługi stają się droższe. A naszym głównym motorem napędowym w ostatnich latach był właśnie eksport towarów i usług.

Rząd chce, byśmy przestali konkurować ceną, a zaczęli - jakością i zaawansowaniem technologicznym, ale jest to długi proces, wymagający zarówno przestawienia setek tysięcy firm na tory innowacji, jak i skutecznej promocji „Made in Poland” w świecie. Żeby Amerykanie i Chińczycy chcieli płacić za ten znaczek co najmniej tyle, ile za „Made in Germany”.

Z drugiej strony chroniczny brak rąk do prostszej pracy może skłonić polskich przedsiębiorców do odważniejszych inwestycji w automatyzację i robotyzację produkcji i usług. Na razie wleczemy się tu o lata świetlne za Zachodem i kilka długości za Czechami, a głównym powodem jest właśnie to, że ludzka praca była w Polsce w ostatnich latach groteskowo tania.

Ekspert Work Service zwraca uwagę, że na brak rąk do pracy cierpią gospodarki większości krajów rozwiniętych. Sami Niemcy w ciągu najbliższych 15 lat będą potrzebować co najmniej… 10 mln pracowników z zewnątrz. Prócz robotów i automatów mogą to być - jak dotąd - Turcy, Polacy, Bułgarzy, Węgrzy, Serbowie lub - jeśli Polska wprowadzi jakieś restrykcje - Ukraińcy. - Mogę się założyć, że w reakcji na ewentualne polskie ograniczenia RFN zliberalizuje swoją politykę wobec Ukraińców, a ci z tego skorzystają. Tym bardziej, że zarobią nie siedem, lecz dwadzieścia razy więcej niż w swoim kraju - kwituje Andrzej Kubisiak.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Basia0

Niż demograficzny to jedno a drugie to po prostu zarobki. W Polsce sa znacznie nizsze. Wczesniej nie zwracalam na to takiej uwagi dopoki sama tego nie odczulam wyjezdzajac do Niemiec z tml professional. Dzieki nim zarobiłam na wyposazenie mieszkania po przeproawdzce, pracujac w Polsce pracowalabym pewnie z pol roku i nie bylabym w stanie zapewnic sobie tyle ile teraz mam.

G
Gość

Robotnik pracuje ciężko, nieraz bardzo ciężko, więc powinien mieć godną pracę a najciężej pracujący (np. górnicy) dostawać ordery. Natomiast urzędnik nic nie robi i otrzymuje - niestety -znacznie wyższe pobory niż ten, który pada z wysiłku. To niesprawiedliwe. Podnieść robotnikom oraz personelowi służby zdrowia (lekarzom i pielęgniarkom) a urzędnikom obniżyć zarobki tak, by niższy urzędnik zarabiał minimalną płacę i ani złotówki więcej. Jest tak, że brakuje rak do pracy, a jednocześnie jest coraz więcej bezrobotnych z wyższym wykształceniem. Po prostu, wykształciliśmy bezrobotnych. Jak trzeba ludzi z konkretnym fachem, to nie z tytułem magistra (magistrów jest o wiele za dużo, natomiast brakuje robotników kwalifikowanych i techników a jesli chodzi o osoby z wyższym wykształceniem - wyłącznie lekarzy). Na takie kierunki, jak socjologia, filozofia, religioznawstwo, filologia szwedzka, filologia węgierska, filologia słowiańska, rumuńska, historia sztuki itp., powinna być rekrutacja raz na kilka lat i to minimalnej ilości studentów (ponieważ takie studia to produkcja bezrobotnych).

z
zły

HRy i ich oferty, tzw pracownicy na tymczasem - żal. Niestety, zamiast godnie płacić (godnie to 2500 na rękę dla "robotnika niskiego szczebla" a nie jak teraz okolice 1500) z polityką płacową (annualne podwyżki o nawet 1-2% ale gwarantowane!) to wieeele pracy gości w białych kołnierzach, polskich wynajętych strażników zakładów idzie w wynalezienie jak najtańszej siły roboczej, żeby zaimponować swoim właścicielom zza granicy czy to Niemiec, Francji, czy USA... Bo Excell najważniejszy a w komórkach w tabeli pracownik = koszty. Nie to że dobry, nie to, że oddany, że solidny, sumienny czy staranny... to jest tylko koszt! 4 robi dobrze? A może by tak na 3 obciąć i będzie OK? itp itd...

i
inwektyw

Temat dla redaktora z jajami: zmowa HRowa firm w "strefach przemysłowych". Poletga na tym, że mimo, że mamy X firm w jednej strefie to nie ma konkurencji, bo HRy z zagranicznym kapitałem i obcokrajowym zarządem dogadały się pod stołem jakie stawki obowiązują - żenująco niskie - i się tego solidarnie trzymają. Więc płace nie idą w górę a stoją.
Przy okazji faktem stało się zatrudnianie Ukraińców. Nie mam nic do tego, po za tym, że po prostu jesteśmy bydłem które jak narzeka na 12zł za godzinę, to nie 15, tylko wyny, przywieziemy gościa ze wschodu. Po co przenosić zakład na UA jak można przywieźć UA do Polski.....

J
Janka

Ignorancie, a zauważyłeś, że w 2008 r. wybuchł światowy kryzys? W latach 2009-2014 płace Polaków rosły słabo, ale jednak realnie rosły - z wyjątkiem niektórych grup, zwłaszcza nisko wykwalifikowanych. A w innych krajach często malały: w Grecji o 40 proc., na ukochanych pisowskich Węgrzech o 7 proc. (urzędnikom nawet o 25 proc.), to samo w Bułgarii, Rumunii, w krajach nadbałtyckich... Poprzedni rząd nie był święty i wspaniały, ale pracował w katastrofalnych warunkach zewnętrznych. I dał radę. A ten jak daje radę w warunkach o niebo lepszych? Zadłuża Polskę na potęgę krytykując poprzedników, że zadłużyli Polskę.,,,

O
Obserwator PL

W końcu rynek pracy zaczyna normalnieć a nie przypominać targ niewolników! Dość wyzysku! Jest jednak niebezpieczeństwo - zatrudnianie taniej siły roboczej ze wschodu w szczególności Ukraińców! Dlatego trzeba pilnować aby lobbyści pracodawców nie wymuszali na politykach niekontrolowanego napływu taniej siły roboczej, która będzie zaniżała płace w RP!

K
Karol

POparani zrujnowali naszą gospodarkę, zrobili z nas parobka w Europie.
Dobrze że skończą ja UW i SLD.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3