Prawo do weta

Redakcja
Animozje chińsko-japońskie ponownie uległy zaostrzeniu. Chiny urzeczywistniły swe pogróżki i oficjalnie sprzeciwiły się projektowi poszerzenia grupy stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ o cztery nowe państwa, wśród nich Japonię.

Chiny sprzeciwiły się wejściu Japonii do Rady Bezpieczeństwa ONZ

   Wang Guangya, akredytowany przy ONZ ambasador Chin, oznajmił, że jego kraj sprzeciwia się "groźnemu" i "destrukcyjnemu" projektowi rezolucji przygotowywanej przez Japonię, Niemcy, Indie i Brazylię. Jeżeli rezolucja zostałaby przegłosowana przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych, a później zaakceptowana przez Radę Bezpieczeństwa - to rada zostałaby poszerzona o czterech nowych, stałych członków. Oczywiście, czwórka autorów rezolucji widziałaby w Radzie Bezpieczeństwa właśnie siebie, choć nie wspomina się o tym w jej tekście. Ale Pekin potrafi czytać między wierszami...
   Guangya oświadczył, że aspiracje tak zwanej grupy G-4 są zagrożeniem dla "jedności i gruntownego zreformowania ONZ". Ostrzegł, że jeżeli Zgromadzenie Ogólne przegłosuje przygotowany przez G-4 projekt rezolucji, to Chiny skorzystają z przysługującego im prawa weta i zablokują ją w Radzie Bezpieczeństwa.
   Obecnie Rada Bezpieczeństwa, ten "komitet polityczny" świata, składa się z pięciu stałych członków dysponujących prawem weta - USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Rosji i Chin - oraz dziesięciu niestałych członków wymienianych co dwa lata. Jest jakby zamrożeniem układu, który powstał po II wojnie światowej. Od powstania ONZ doszło wśród stałych członków Rady Bezpieczeństwa właściwie tylko do jednej zmiany. Ograniczona do rozmiarów Tajwanu kuomintangowska Republika Chińska została w 1971 roku zastąpiona przez rządzone przez komunistów Chiny kontynentalne. Zdobytego po szesnastu latach starań miejsca w ONZ i w Radzie Bezpieczeństwa Pekin strzeże zazdrośnie. Nie tak łatwo będzie mu się pogodzić z utratą przez Chiny pozycji jedynego azjatyckiego państwa dysponującego prawem weta w Radzie Bezpieczeństwa. To zapewnia prestiż w regionie łatwo przekładalny na osiąganie lukratywnych korzyści zarówno politycznych, jak i ekonomicznych.
   Chiński sprzeciw wobec wejścia Japonii do Rady Bezpieczeństwa jest kolejnym etapem sporów dwóch azjatyckich potęg, między którymi napięcie wzrosło do nienotowanego od dawna poziomu.
   Chiny, a również Korea Południowa, domagają się od Japonii, żeby przed podjęciem jakiejkolwiek próby umocnienia swej pozycji na arenie międzynarodowej zwróciła się ku swej przeszłości, rozliczyła ze zbrodni popełnionych podczas II wojny światowej.
   Niedawno emocje w Chinach rozpaliło zaaprobowanie przez Ministerstwo Edukacji Japonii nowego podręcznika do nauki historii. Pekin twierdzi, że dokonano w nim próby wybielenia japońskich zbrodni na ludności chińskiej, chociażby masakry w Nankinie. Władze Chin uznały nowy podręcznik za "truciznę dla umysłów" młodych Japończyków. Rzeczywiście, autorzy podręcznika dość subiektywnie obeszli się z historią. Napisali na przykład, że celem japońskich działań w czasie II wojny światowej było wyzwolenie państw azjatyckich spod kolonialnej dominacji Europejczyków. Ani razu nie użyli takich słów jak "agresja" albo "okupacja". O dobrze udokumentowanej masakrze nankińskiej, w której, według źródeł chińskich, miało zginąć 300 tysięcy ludzi, mówi się w książce jako o "incydencie", w którym mogło stracić życie "wielu Chińczyków".
   Ale zadrażnienia japońsko-chińskie mają również inne, bardziej współczesne podłoże. Pekin bardzo nerwowo zareagował na dołączenie się Tokio do amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa dla Tajwanu. Pekin pamięta również o tym, że Tokio podsycało narastanie uczuć narodowych - tajwańskich uczuć narodowych - wśród mieszkańców wyspy, obok której biegną stragicznie ważne trasy tankowców dowożących ropę naftową do Japonii. Tokio nie pozostaje dłużne, w grudniu uznało Chiny za potencjalne zagrożenie militarne dla Japonii.
   _Przeprowadzane niedawno sondaże opinii publicznej wskazują, że młodzi Chińczycy mają bardziej antyjapońskie nastawienie niż generacje ich ojców i dziadków. Japończycy na niechęć odpowiadają niechęcią - 6 z 10 obywateli tego kraju uznaje Chińczyków za potencjalne zagrożenie dla swego kraju._JAROSŁAW ARMATYS

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie