Prezydent wyciąga rękę do Niemców [WIDEO]

Remigiusz Półtorak
Remigiusz Półtorak

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Niemcy. Andrzej Duda jedzie dziś pierwszy raz do Berlina jako prezydent. - Rewolucji we wzajemnych relacjach nie będzie - uważa Paweł Kowal.

Ta wizyta jest oczekiwana ze szczególnym zainteresowaniem. Nie tylko dlatego, że Berlin pojawił się na trasie Andrzeja Dudy znacznie szybciej niż inne zachodnie stolice - Bruksela, Paryż, a nawet Waszyngton - co symbolicznie może oznaczać, kto dzisiaj ma według nowego prezydenta prawdziwą władzę w Europie.

Emocje towarzyszą jednak dzisiejszemu wyjazdowi przede wszystkim z innego powodu - ułożenia na nowo relacji polsko-niemieckich po twardym lądowaniu w latach 2005-2007, gdy rządził PiS. Tamten niedługi, dwuletni okres został zapamiętany jako szczególnie trudny we wzajemnych stosunkach. Może trochę na wyrost, choć ochłodzenie było z daleka wyczuwalne.

Dzisiaj faktem jest, że prezydent Duda - wywodzący się z tej samej formacji politycznej, znacznie mniej przychylnej Niemcom niż obecne władze - robi wiele, aby tych starych demonów z powrotem nie przywoływać. Widać to szczególnie w kolejnych wywiadach, które ukazały się w niemieckiej prasie w ostatnich dniach. Pobrzmiewa w nich echo zrozumienia, że oś Belin - Warszawa ma kluczowe znaczenie i dla Polski, i dla bezpieczeństwa w Europie.

"Stosunki między Warszawą a Berlinem zawsze wyglądały lepiej aniżeli je prezentowano. Ja sam zrobię wszystko, by je takimi utrzymać. Mam wielki szacunek dla Niemców" - mówił prezydent dla wysokonakładowego "Bilda". W innej rozmowie, z warszawskim korespondentem "Frankfurter Allgemeine Zeitung" zrobił z kolei takie wrażenie, że dziennik nazwał go "zdeklarowanym przyjacielem Niemiec". Czyli odwrót niemal o 180 stopni w porównaniu z niedawnymi jeszcze wyobrażeniami o polityce zagranicznej nowego prezydenta. Ile w tym kurtuazji, a ile wyrachowania?

- Prezydent Duda w sposób oczywisty buduje swój wizerunek polityka konstruktywnego. Takiego, który szuka porozumienia, a nie konfliktu - mówi prof. Zdzisław Mach, były wieloletni dyrektor Instytutu Europeistyki UJ.

- Prezydent, jak się wydaje, doskonale to rozumie, stąd pojednawcze gesty. I bardzo dobrze, choć oczywiście trzeba też wziąć pod uwagę, że to jest w jakimś stopniu element kampanii wyborczej. PiS-owi chodzi o to, żeby pokazać się jako partia rozsądku, a Andrzej Duda wpisuje się w tę politykę, choć niewątpliwie w pierwszej kolejności buduje własny wizerunek - twierdzi prof. Mach. I dodaje, że prezydent ma na starcie poważny atut - niejednokrotnie powtarzaną deklarację o wielu prywatnych kontaktach z Niemcami oraz małżonkę germanistkę.

Nie zmienia to faktu, że mimo iż Andrzej Duda docenia wagę polityki, którą prowadzi Angela Merkel (m.in. w sprawie Rosji) i mimo wysyłania pozytywnych sygnałów, otwarcie zapowiada też chęć wprowadzenia "korekty" do polityki zagranicznej. Czy to może dotyczyć Niemiec? Paweł Kowal, były wiceminister spraw zagranicznych nie ma obaw: - Nasze stosunki są określone przez trzy filary - NATO, Unię Europejską i silną współpracę gospodarczą. Niemcy są w polityce bardzo pragmatyczni. Zdają sobie sprawę, że w Polsce zmienia się sytuacja polityczna i że tematy rozmów mogą ulec pewnej zmianie. Jestem przekonany, że są na to gotowi.

To jednak nie oznacza, że w wielu kluczowych sprawach nasze interesy będą do końca zbieżne. Nie będą. Zdaniem prof. Macha, dotyczy to co najmniej trzech spraw: głośno wyrażanych ambicji prezydenta, aby przyciągnąć bazy NATO do Polski, polityki klimatycznej i energetycznej (Niemcy stawiają na energię odnawialną kosztem górnictwa, które dla nas wciąż jest ważne) oraz przyjmowania imigrantów (wobec których jesteśmy niechętni).

- W kwestii baz NATO Niemcy są wstrzemięźliwi i niechętnie mówią o zwiększeniu obecności militarnej, nie tylko w naszej części Europy. Jest mało prawdopodobne, aby w najbliższej przyszłości coś się zmieniło. Na pewno nie będą naturalnym sojusznikiem prezydenta Dudy w tych ambicjach - uważa prof. Zdzisław Mach.

Od nowego prezydenta zależy, jak zręcznie będzie prowadził politykę, aby być partnerem dla kanclerz Merkel, a jednocześnie dbać o polskie interesy oraz własny, prawicowy elektorat. Dziś pierwszy egzamin.

remigiusz.poltorak@dziennik.krakow.pl

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pytam

kondominium?

k
krakus

Tusk prowadził politykę nadstawiania pleców do poklepywania. Dostał marionetkową fuchę - zrobił karierę, ma kasę, ale niczego wymiernego nie zrobi dla Polski. Duda prowadzi politykę w interesie Polski. I tu jest różnica.

o
o

Realista ,realist doswiadczony- Zuzinko.

a
anpolade

Lepiej niech nie wyciąga bo mu ją odgryzą, wbrew pozorom, Niemcy nic się nie zmieniły w swej agresywności, zmienili tylko taktykę.
Nie uwieżę w ich dobrą wolę dopóki nie opublikują kto z aktualnych Niemców w rzeczywistości był dzieckiem zgermanizowanym w czasie wojny.
Oczywiście rząd niemiecki zasłania się, że to pozarządowa organizacja ma te papiery i on nie ma wpływu na to.
A dziś co w Niemczech się dzieje, nie pozwalają innym rozmawiać w języku ojczystym ze swoim własnym dzieckiem, nawet w domu zabraniają to robić. Czy to nie jawna germanizacja innych nacji w Niemczech?

P
PatriotRP

Prezydent powinien być dla Niemiec partnerem, a nie marionetką, tak jak poprzednia ekipa.

Z
Zuzinka

krk - to mały Kazio pogruchotany?

k
krk

Tatusia bydo brac zy sobo gazdzina jako tlumacke -wyglondo na to hej.

Dodaj ogłoszenie