Próbowałem zostać dzikusem, ale nie było łatwo. Blendera wciąż nie używam, ale lodówkę kupiłem

Katarzyna Kachel
Łukasz Łuczaj w swoim naturalnym środowisku
Łukasz Łuczaj w swoim naturalnym środowisku Krzysztof Kapica
W jego kuchni je się chwasty, bulwy, kłącza i baranie głowy. Etnobotanik Łukasz Łuczaj w swoich książkach i na blogu uczy być bliżej natury

- Co mam myśleć o facecie, który namawia do smarowania skały jogurtem lub śmietaną, by wyrósł na niej mech?

- Jak to co? Że interesuje się aranżacją przestrzeni. Nie stosowałem jeszcze tego patentu, ale słyszałem, że jest bardzo skuteczny.

- A o facecie, który stawia przed chałupą betonowe klocki po rozebranej fabryce?

- Że czasami ulegamy irracjonalnym podszeptom. Dzięki tym klocom mój dom ma dziś prawie idealne feng shui. Co najważniejsze, te bloki będą doskonałym siedliskiem dla roślin naskalnych. W szczelinach posadzę rozchodniki, rojniki, rośliny alpejskie i naskalne paprocie. Zadając pytania, chce Pani uzyskać odpowiedź, że jestem dziwakiem, szaleńcem?

- Wysiadywał Pan w dzieciństwie jajka. To nie dziwne?

- Miałem trzy lata i byłem ciekawy świata. Chciałem mieć własne, wysiedziane przez siebie kurczęta. Nie udało się, co uświadomiło mi, że człowiek ma inną temperaturę ciała niż kury i że pewnych rzeczy z natury nie da się przeskoczyć. To była ważna nauka. Nie była to zresztą moja jedyna aktywność. Stworzyłem swoje państwo, napisałem konstytucję, drukowałem pieniądze, i to w stanie wojennym.

- Jak Król Maciuś I?

- Właśnie. Była to moja pierwsza lektura.

- Było w niej o jedzeniu brzozy i łopianu?

- Brzozy nie jadam, ale piję sok brzozowy. Co do łopianu, to pojawia się rzadko w moim menu, bo jest zbyt pracochłonną rośliną do wykopywania. Na co dzień wybieram to, czego jest dużo i blisko domu, np. pokrzywę i podagrycznik.

- Dlaczego zaczął Pan jeść to, co zwykle nazywamy chwastami?

- Ze strachu. Dziadek opowiadał mi o tym, jak dziwne rzeczy jadało się w czasie wojny. Zacząłem się zastanawiać, czy poradziłbym sobie w czasach kryzysu, katastrofy, pustych półek. Czy potrafiłbym przetrwać. To pobudzało moją wyobraźnię. W pierwszej klasie liceum napisałem wypracowanie na temat życia chłopa w XIX wieku. Pisałem o jedzeniu lebiody na przednówku, w okresie głodu. Lebioda, właściwie komosa biała, to taki chwast dla głodnych, ratujący życie. I chyba tak zaczęło się to zainteresowanie rozwijać. A potem były studia biologiczne i botanika praktyczna; zajęcia z roślin jadalnych. I poszło.

- Na początku była nauka czy praktyka?

- Praktyka, szukanie chwastów jadalnych, wprowadzanie ich do jadłospisu, później pomyślałem, że można ten temat traktować także naukowo. Zrobiłem doktorat i wróciłem z Warszawy na wieś, dokładniej na pogranicze Pietruszej Woli i Rzepnika koło Krosna, do „moich” lasów, łąk, kwiatów. Zacząłem próbować zdobywać jedzenie samemu. Nie było to łatwe. Z pomocą przyszli ludzie ze wsi, których zacząłem słuchać, a potem „Polski atlas etnograficzny”, w którym znalazłem mapę rozmieszczenia użytkowania różnych roślin. Okazało się, że to, czego szukałem w amerykańskich książkach o Indianach, mogę znaleźć i u siebie.

- Czy dzika kuchnia to powrót do kuchni pierwotnej?

- W tej pierwotnej kuchni dosyć mało było roślin. Czasami kłącza i bulwy, owoce, ale głównie mięso. Potem, w okresie rolnictwa, kiedy ludzie zaczęli uprawiać ziemię, poznali także chwasty. Pomyśleli, że skoro i tak muszą je usuwać, to mogą je równie dobrze wykorzystać. I tak jedzenie zielska stało się częścią systemu agrarnego.

- Twierdzi Pan, że powrót do natury nie jest możliwy. Dlaczego?

- Ale do tej natury pierwotnej. Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Jak sobie to pani wyobraża przy takim zagęszczeniu ludności, przy takiej komercji, wreszcie wygodzie i przy-zwyczajeniu? Próbowałem przed laty żyć jak dzikus, jak człowiek z plemienia. Nie udało się.

- Mieszkał Pan w lesie?

- W szałasie, bez wygód, tylko przez lato. Potem na świat przyszło dziecko i było trudniej. Ograniczaliśmy z żoną konsumpcję jak tylko mogliśmy, ale z czasem musieliśmy pójść na kompromis. W chacie pojawił się czajnik elektryczny, potem po kilku latach lodówka, sofa, odkurzacz, wreszcie internet. Nasza pierwsza córka jako dzidziuś spała z nami na kupie jodłowych gałęzi. Ale blendera nadal nie używam, wszystko siekam. Myślę jednak o tym, by kupić maszynkę do mielenia mięsa, na korbkę. Kiedyś marzyłem o tym, by być całkowicie wolnym człowiekiem, ale w pewnym momencie zrozumiałem, że to sztuczne, wydumane. Że czasem, by dobrze się poczuć, wystarczy pochodzić boso przez całe lato. I że wcale nie trzeba tego robić zimą, że można założyć buty. Staram się żyć naturalnie, sięgać do tego, co jest czyste, ale nie wariuję w tym myśleniu. Interesuje mnie człowiek i natura, ich wzajemna relacja. Jest taki pisarz libański Nassim Nicholas Taleb (autor bestsellerowych książek „Czarny łabędź. O skutkach nieprzewidywalnych zdarzeń” oraz „Antykruchość. O rzeczach, którym służą wstrząsy”), który stawia tezę, że długotrwałe strategie nie istnieją. Że każdy kryzys, wstrząs, krach finansowy zmusza człowieka do nowego odnalezienia się w świecie przypadkowym i zmiennym. I ja właśnie próbuję się w takim świecie odnaleźć, w nim przeżyć. Mam na przykład hydrofor, ale jak wyłączą mi prąd, to pójdę do studni i napełnię wiadro wodą. Znajdę w lesie jagody, korzonki, chwasty i może przeżyję. Musi też tak myśleć organizując społeczeństwo i państwo.

- Czy dzika kuchnia jest możliwa w mieście? Słyszałam, że kiedyś żywił się Pan na Plantach.

- Tak, owocami jarzębu szwedzkiego. Przyjechałem do Krakowa bez portfela i postanowiłem przeżyć. Pech polegał na tym, że nie miałem pieniędzy na benzynę, aby wrócić. Miałem za to przy sobie egzemplarz „Podręcznika robakożercy”, który z trudem udało mi się sprzedać. Z trudem, gdyż bukinista, któremu ją zaoferowałem, obruszył się: Kto to będzie czytał? Uratowała mnie dziewczyna, która stała za mną i powiedziała „Niech pan to kupi, to genialna książka”.

- Nie miał Pan po tym jarzębie niestrawności?

- Nie, pyszny jest, ale pewnie gdybym musiał jeść codziennie rośliny z centrum miasta, to byłoby groźnie, bo są skażone metalami ciężkimi. Nie polecam jedzenia zrywanego w waszych parkach częściej niż raz w tygodniu! Oczywiście można rośliny hodować w kontenerach, gdzie jest dobra gleba, ale lepiej robić zakupy od chłopa z podkrakowskiej wsi. Ze znanego, nieskażonego źródła.

- To czym się Pan żywił w Warszawie?

Głównie spaghetti z pomidorami. Czasami znajdowałem między chodnikami rukiewnik wschodni, pokrzywę, komosę. Studia były tym okresem, w którym uczyłem się gotować. Kupowałem produkty, łączyłem z coraz większą świadomością, co może szkodzić, a co jest zdrowe. Czyste, najbliższe naturze. Ale żyć tam (w Warszawie) nie chciałem.

- Czym Pan zastępuje sól lub cukier?

- Nie solę prawie w ogóle, choć sól można zrobić z popiołu. Słodyczy nie jadam, poza jakimiś bankietami czy chorobą. Kiedy podczas warsztatów robimy placuszki z pokrzywy, dodajemy do nich rodzynek.

- Wszystko gotujecie na ognisku?

- Tak, smakuje całkiem inaczej. Ale w domu, obok paleniska, mam też kuchenkę elektryczną.

- Robi Pan makaron z paproci?

- Makaron z paproci orlicy kupuję w Chinach, choć zdarzyło mi się kilka razy, by robić z niej mąkę. Nie jestem ortodoksem, purystą. Staram się jedynie przekazywać ludziom wiedzę o jadalnych roślinach.

- Wiem, co jada Pan na śniadanie: tosty z pędami chmielu. Co było na obiad?

- Chmiel to ja jadam wiosną, jak jest miękki... Na śniadanie jadłem jajecznicę z liśćmi ostrożnia łąkowego. Na obiad rosół z kaczki od sąsiadki. Dodałem do niego kolczaki obłączaste, takie grzyby. Mamy jesień - teraz jest pora na grzyby! Mam jeszcze kosz zebranych właśnie rydzów, usmażę je na kolację.

***

W naszym plebiscycie Smaki Krakowa coraz goręcej. Zwycięzców, którzy dostaną Nagrodę Czytelników, już znamy. Na pierwszym miejscu znalazł się lokal KANTON dim sum house, serwujący pierożki, wyróżnienia otrzymali: food truck, w którym smażą frytki belgijskie, i SENSES Restaurant, restauracja, gdzie jada się w absolutnej ciemności. Jakie będą ostateczne wyniki? Szanowna Kapituła wybrała z listy restauracji zgłoszonych przez Państwa te, które w najbliższym czasie odwiedzi i oceni.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3