Prosto z komisu

Redakcja
Pod arkadami na Grodzkiej, między ul. Poselską a kościołem św. Piotra i Pawła był komis. Od tej wystawy trudno było oderwać małe kobietki i całkiem duże kobiety. Bo to był przedsmak Zachodu - kolorowe ciuchy o wymyślnych fasonach, stroje sportowe, niesamowite zabawki... Wszystko bajecznie kolorowe i bajecznie drogie.

Barbara Rotter-Stankiewicz: ZA MOICH CZASÓW

Na to, by ubierać się w komisie, trzeba było mieć naprawdę dużo pieniędzy. Ale też i efekt był piorunujący - jeśli ktoś wdział na siebie sweterek albo sukienkę kupioną na Grodzkiej pod arkadami albo w innej śródmiejskiej placówce handlowej tego rodzaju - od razu rzucał się w oczy. Komisowe zabawki też stanowiły obiekt pożądania wszystkich dzieci, ale tylko bardzo niewiele z nich mogło swe marzenie spełnić.

Do komisów trafiały rzeczy "z paczek". Niektórzy szczęśliwcy mieli bowiem rodzinę za zachodnią granicą albo nawet za Wielką Wodą i sprzedawali to, co stamtąd dostali. Można było z tego nieźle żyć, chociaż część zawartości wartościowych paczek znikała po drodze, a niektóre nie dochodziły wcale.

W komisach płacono chyba nie najgorzej, skoro moja mama zdecydowała się sprzedać właśnie na Grodzkiej prześliczną parasolkę, którą tata przywiózł jej z Włoch. Sytuacja finansowa musiała być wtedy naprawdę podbramkowa, bo inaczej mama nigdy nie zdecydowałaby się na rozstanie z prezentem od taty. Zwłaszcza że parasolka naprawdę była piękna: szafirowa na zewnątrz, poprzez coraz jaśniejszy błękit, aż do bieli... Ale pewnie zwyciężył zdrowy rozsądek i konieczność utrzymania pięcioosobowej rodziny.

W latach siedemdziesiątych komisy nadal miały rację bytu. Z komisu miałam suknię ślubną, z komisu - wózki dla dzieci. Kupowałam, a potem... sprzedawałam, by służyły następnym użytkownikom.

Dziś komisy niemal zanikły. Przetrwały te nastawione na dzieci - z zabawkami, wózeczkami, ciuszkami. Powstały nowe - branżowe: rowerowe i przede wszystkim - samochodowe. To faktycznie znak czasów, bo kilkadziesiąt lat temu sprzedawanie auta w komisie było nie do pomyślenia. Towar tak poszukiwany, że bezcenny, każdy chciał sprzedać na własną rękę, a nie dawać jeszcze zarobić pośrednikom. Przecież zbyt miał zapewniony, bo na każdy złom znalazł się jakiś amator. Teraz woli to powierzyć komisowi i mieć sprawę z głowy.

A jeśli ktoś chce coś kupić albo sprzedać, dokonuje transakcji przez Internet. Dotyczy to wszystkiego - mieszkań, samochodów, komputerów, ale i zabawek czy ciuchów. W te ostatnie, z najprawdziwszego Zachodu, można się także zaopatrzyć w ciucholandach. Przy takiej konkurencji klasyczny komis odzieżowy po prostu nie ma szans.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie