Proszowice. Jest trudno, ale katastrofa szpitalowi nie grozi

Aleksander Gąciarz
Aleksander Gąciarz
Dyrektor Feliks Orchowski zapewnia, że choć sytuacja w proszowickim szpitalu jest ciężka, to jest szansa na rozwiązanie problemów
Dyrektor Feliks Orchowski zapewnia, że choć sytuacja w proszowickim szpitalu jest ciężka, to jest szansa na rozwiązanie problemów Aleksander Gąciarz
Rozmowa z Dyrektorem Szpitala w Proszowicach dr n. med. Feliksem Orchowskim

Minister Niedzielski o trudnym czasie pandemii i rodzinie

- Zacznijmy nieco przewrotnie. Szpitale otrzymały podwyżki kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia. Pewnie jest Pan bardzo szczęśliwy…

- Trudno powiedzieć, żebym był szczęśliwy. Nowe stawki nie były z nami negocjowane, ani w żaden sposób konsultowane. Dostaliśmy pieniądze, które – jak wynika z naszych wyliczeń – nie zabezpieczają naszych potrzeb. Nie pozwolą chociażby na pokrycie ustawowo podwyższonych wynagrodzeń pracownikom.

- W sąsiednim szpitalu w Miechowie okazało się, że po zmianie zasad finansowania zabrakłoby na bieżącą działalność 1,5 miliona złotych. Skutkowało to redukcją etatów 130 pracowników. Czy w Proszowicach też jest takie zagrożenie?

- U nas też brakuje tych środków, ale staramy się stosować inne rozwiązania. Do zasypywania luk w budżecie wykorzystujemy nadwyżki, które posiadamy i dzięki którym moglibyśmy się rozwijać i spłacać zadłużenie. Ale nie planujemy nikogo zwalniać, redukować etatów ani obniżać pensji, a podwyżki zostały wypłacone wszystkim, również pracownikom niemedycznym. Czekamy jednak na decyzje, jakie podejmie w tej kwestii Ministerstwo Zdrowia i NFZ. Liczymy, że problem zostanie rozwiązany w sposób korzystny dla szpitali.

- Z Pana publicznych wypowiedzi wynika, że ten poziom finansowania, który jest obecnie, wystarczyłby na w miarę spokojną bieżącą działalność, a nawet stopniowe inwestowanie w rozwój. Garbem są jednak wielomilionowe długi. Czy w dającej się przewidzieć przyszłości one są w ogóle możliwe do spłacenia? Czy szpital nie znalazł się w kręgu bez wyjścia?

- Nasza bieżąca działalność rzeczywiście nie jest zagrożona. Natomiast długi są bardzo uciążliwe. Obejmując w lutym funkcję Dyrektora nie miałem do końca świadomości, jaki jest poziom tych zaległości. Poznawaliśmy je dopiero na podstawie dokumentów odzyskiwanych z Prokuratury. Staramy się zmniejszać ten garb, Starostwo też próbuje pomagać, ale nie zapłaci za nas długów ani rachunków. Są jednostki samorządowe, które mogą sobie pozwolić nawet na przekazanie „swoim” szpitalom po kilka milionów złotych rocznie. Nasze Starostwo Powiatowe takim budżetem nie dysponuje. Natomiast wojewoda i marszałek województwa bardzo nas wspomogli w kwestii uzupełnienia braków sprzętowych.

- Mimo to kilka tygodni temu wystosował Pan do zarządu powiatu pismo, informujące o sytuacji finansowej szpitala. Czytając go odniosłem wrażenie, że było to jak wysłanie sygnału SOS. Pomóżcie nam bo utoniemy.

- Bo tak było. Na szczęście dzisiaj mogę powiedzieć, że zdołaliśmy znaleźć rozwiązanie, które spowoduje, że Szpital nie utonie. Chcemy doprowadzić do sytuacji, która z jednej strony pozwoli na prowadzenie bieżącej działalności, a z drugiej na stopniowe regulowanie zaległości i obsługę długu. Jesteśmy w trakcie rozmów. Otrzymujemy merytoryczne wsparcie w naszych dążeniach od wojewody, który wspomaga wszystkie jednostki na terenie województwa. Nasz plan transformacji został zaakceptowany przez Bank Gospodarstwa Krajowego, który zadeklarował wsparcie nas pewną kwotą.

- Czyli bez pomocy Państwa się nie obejdzie…

- W przypadku zadłużenia szpitali pewnym paradoksem jest to, że Państwo jest winne pieniądze samo sobie. Szpital jest instytucją finansowaną przez Państwo i my jesteśmy winni pieniądze instytucjom państwowym, takim jak Tauron, PGNiG i inne. Dostajemy od nich pisma z nakazami płatniczymi, z zajęciami komorniczymi itd. Tymczasem na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Właściciel firmy może się obronić, podnosząc cenę usługi, czy towaru. My takich możliwości nie mamy. Dostajemy z NFZ określone pieniądze, które obecnie są przekazywane na podstawie aneksu bez możliwości negocjowania ich wysokości. Dlatego uważam, że skoro Państwo odpowiada za funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia, to powinno go tak zabezpieczyć, aby funkcjonował na dobrych warunkach. Odrębną kwestią są zaległości wobec dostawców leków, czy sprzętu, bo tego typu należności na pewno nie mogą zostać anulowane.

- Czyli trzeba będzie je pokryć z własnych przychodów. Ma ich przysporzyć choćby otwarte niedawno Centrum Diagnostyki Obrazowej. Kiedy spodziewa się Pan pierwszych wymiernych korzyści z jego uruchomienia?

- Uruchomienie własnego tomografu już przyniosło korzyści, bo w sierpniu nie musieliśmy płacić rachunku firmie zewnętrznej za wykonane badania pacjentom hospitalizowanym. Jest to kwota około 80 tysięcy miesięcznie, czyli w skali roku około milion złotych.

- Ale firmie, która te badania dla Szpitala do tej pory wykonywała, byliście winni ogromną kwotę… O ile pamiętam była na pierwszym miejscu listy waszych wierzycieli.

- Sprawa naszego rozliczenia z firmą „Wyrobek” jest już załatwiona. Jesteśmy zresztą bardzo wdzięczni za bardzo elegancki sposób, w jaki udało nam się osiągnąć porozumienie. Uzgodniliśmy, że do końca roku spłacimy dług, jaki mamy wobec nich, a oni scedują na nas swój kontrakt na świadczenie usług tomografii komputerowej.

- To może na koniec pomówmy jeszcze o planach. Od dłuższego czasu mówi się o uruchomieniu oddziału udarowego i ortopedii.

- Staramy się o kontrakt dla Pododdziału Udarowego w ramach Oddziału Neurologii, który jest niezbędnie potrzebny i strategiczny dla Małopolski, a zwłaszcza dla naszego regionu. Pacjenci po udarach są w tej chwili u nas leczeni, co może powodować pewien deficyt finansowy, bo to są pacjenci wymagający. Stworzenie pododdziału pozwoliłoby na szybką i skuteczną pomoc pacjentom oraz lepsze finansowanie tych świadczeń. Podobnie ma się sprawa z Ortopedią. Ona też de facto działa, ale w ramach Oddziału Chirurgii Ogólnej. To nas ogranicza, bo nie możemy się w pełni rozliczać. Dlatego dążymy do stworzenia odrębnego Oddziału Ortopedii.

- W ubiegłym roku udało się reaktywować Oddział Zakaźny. Czy jednak o jego funkcjonowanie pacjenci mogą być naprawdę spokojni, skoro wymaga niemal natychmiastowej i kosztownej modernizacji? Wcześniej zawieszenie jego działalności było wynikiem braku obsady lekarskiej. Teraz podobny skutek może mieć brak spełnienia wymogów Sanepidu.

- Oddział Zakaźny pracuje w pełnym wymiarze, brakujące etaty lekarskie udało się uzupełnić. Obiekt ma jednak pozwolenie Sanepidu na funkcjonowanie do 31 grudnia. Prowadzimy rozmowy na temat pozyskania środków na ten cel, bo we własnym zakresie nie jesteśmy w stanie ich wygospodarować. Szacunki mówią, że potrzeba na to około 14-15 mln złotych. Jestem jednak przekonany, że z punktu widzenia służby zdrowia w Małopolsce, ale też sąsiednich województwach, jest on zbyt ważny, by miał przestać istnieć.

- Była też mowa o szpitalnej przychodni podstawowej opieki zdrowotnej.

- Planujemy ją otworzyć 1 października, ponieważ gmina Igołomia-Wawrzeńczyce niespodziewanie wypowiedziała nam umowę.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie