Protest w obronie rzeki Białki: warkocze zamiast koparek

PAULINA POLAK
Dziewczęta z błękitnymi warkoczami nad Białką FOT. TOMASZ WIECH
Dziewczęta z błękitnymi warkoczami nad Białką FOT. TOMASZ WIECH
- Można się od tego uzależnić - przyznaje pani Anna, kasjerka z Bunkra Sztuki, która w ciągu miesiąca uplotła kilometrowy warkocz z pasków materiału.

Dziewczęta z błękitnymi warkoczami nad Białką FOT. TOMASZ WIECH

AKCJA. Cecylia i grupa ekologów zabrała nas na kolorowy piknik nad przełomem Białki. Protestowali przeciwko szkodliwej dla przyrody regulacji rzeki. Artystyczny happening na chwilę zamienił się w pole walki...

Tak jak ona, ostatnie tygodnie spędziło kilkaset osób. Wspólnymi siłami obrońcy Białki posplatali aż 5, 5 km. Błękitno-biały warkocz zawinęli potem w kłębki jak wełnę, które ważyły tyle co kamienie, ale nikt nie zamierzał nimi rzucać. Pojechały nad rzekę w osobnej przyczepce jako symbole twórczego projektu.

Nasz autobus, który wyjeżdża z Krakowa do Nowej Białej, też jest pełny. Jadąc, mijamy Wilgę, na której kilka miesięcy temu zakończyły się prace melioracyjne, choć tak naprawdę tu woda nigdy nie wylała. Wycięto drzewa, usunięto naturalne skarpy, rzekę poszerzono, a brzegi obłożono kamieniami. Wszystko za 2 mln zł.

- Tak właśnie zamienia się rzekę w martwe koryto - komentuje prof. Roman Żurek z PAN.

Dzika Białka

Po dwóch godzinach dojeżdżamy na miejsce. Nad Białkę prowadzą nas poskręcane warkocze rzucone na trawę.

A potem widok, który zapiera dech: rwąca rzeka otoczona wapiennymi skałami i plaża ułożona z białych otoczaków. Dzikość i ostoja w jednym.

- Za chwilę zrobimy zabawny performance. Tu są kulki warkoczowe przypominające kamienie. Można się do nich podłączać i zaplatać dalej. A potem wszyscy zrobimy z siebie węża i połączeni warkoczem, staniemy wzdłuż brzegu - woła przez megafon Cecylia Malik.

Razem z nią jest kilka organizacji ekologicznych, m.in. Klub Gaja, Przyjaciele Dunajca i Klub Przyrodników:

- Nasz klub złożył skargę na Polskę i program przeciwpowodziowy Górnej Wisły. Ten program jest bardzo, bardzo zły. Tam dużo krzywdy dzieje się rzekom - przekonuje Monika Kotulak z Klubu Przyrodników.

Na skałach wisi transparent: "Pozwólmy rzekom płynąć". Po kamieniach biegają dzieci i jaszczurki. Pogoda rozpieszcza.

"Hej, ręce i koparki, precz od rzeki Białki, precz od naszej Białki" - śpiewają uczestnicy happeningu.

Głupie gadanie

Niespodziewnie nad rzekę zaczynają schodzić się mieszkańcy Nowej Białej razem z sołtysem. Nie wygladają na zadowolonych z pikniku.

- Co wy tu pozawieszaliście? Ja się pytam, kto to wszystko posprząta - krzyczy mężczyzna.

- Wy się nadajecie tylko do tych protestów, ale do roboty - nie - dodaje inny.

- Proszę pani, pani jest w błędzie. Nigdy nie było tak dzikiej Białki jak dziś. Ja zęby zjadłem na tej rzece - woła Józef Pietraszek, sołtys wsi Krempachy. - Kiedyś jak się tu ludzie osiedlali, kamienie to był budulec, ryba była i robota była. Dziś nam się zabrania wszystkiego. Najlepiej jakby te wsie znikły z powierzchni. Chcecie nas wysiedlić przez to wasze głupie gadanie.

Mieszkańcy pobliskich domów denerwują się, bo Białka wylewa, zabiera im kawałki pól, lasu, niszczy dobytek. Nie chcą jednak słyszeć o zabezpieczeniu przed powodzią wałami, które mogłyby stanąć wzdłuż drogi oddalonej stąd o kilkadziesiąt metrów. Ich zdaniem to będzie zbyt słaba zapora.

- W 2008 r. tak się Białka przelała, że 30 osób było ewakuowanych. Pani patrzy tam i widzi sobie rzeczkę. Trudno nawet pomyśleć, do czego może być zdolna. Kilka lat temu zabrała ze sobą betonowy most - opisuje Józef Majerczak, sołtys wsi Nowa Biała.
- Nikt na zdrowy rozum nie chce tej rzeki regulować, tylko udrożnić na kilku odcinkach - dodaje.

Ekolodzy starają się uspokoić nerwową atmosferę, bo niektóre konwersacje przeradzają się już w szarpaninę.

- Nam wszystkim narzucono taki sam schemat myślenia o tej rzece, a możemy skorzystać z innych rozwiązań. Decyzje zapadają daleko, bo w Warszawie. Chcielibyśmy, żeby tutaj powstał okrągły stół dla Białki, przy którym zasiedlibyśmy wspólnie - przekonuje Jacek Brożek z Klubu Gaja.

- Ale wy nie jesteście stąd. Przyjeżdżacie się tu tylko opalać i się szarogęsicie! - złoszczą się górale.

Wypominają, że ekolodzy nie walczą o czystość rzeki. Skarżą, że powoli zamienia się w szambo. Komentują:

- Tu już nie ma żadnych ryb! Jak nam Unia mówi o brzankach, to my odpowiadamy: tak, są tu czasem brzanki. Leżą na kocach rozebrane.

Milionowe kary

Rezerwat przyrody "Przełom Białki" założono w 1959 r. ze względu na wyjąkowe walory przyrodnicze, krajobrazowe i naukowe. Ponadto dolina Białki jest objęta unijną ochroną Natura 2000.

Jak można przeczytać na "naturowej" stronie, największym zagrożeniem dla tego obszaru jest zniszczenie naturalnego charakteru rzeki przez regulację koryta rzecznego lub źle przeprowadzone prace ochrony przeciwpowodziowej.

- Są konkretne pomysły jak zabezpieczyć Nową Białą przed powodzią, ale do tych ludzi te argumenty nie docierają - stwierdza Mariusz Waszkiewicz, szef Towarzystwa na rzecz Ochrony Przyrody.

Za trzy lata Unia Europejska rozliczy nas z tego, w jakiej kondycji są polskie rzeki. Zgodnie z zapisami Ramowej Dyrektywy Wodnej, o stanie ekologicznym rzeki świadczą przede wszystkim aspekty biologiczne. To znaczy, czy rzeka ma naturalny charakter i występują przy niej charakterystyczne gatunki roślin i zwierząt.

- Za zły stan rzek grożą horrendalne kary. Z tych rzek, które były prostowane i obłożone betonem, za chwilę będziemy zrywać beton i znów wykręcać. Hydrotechnicy i melioranci będą mieli pracę do końca życia. A my, społeczeństwo, za to zapłacimy - dodaje Mariusz Waszkiewicz.

Warkocze nad rzeką

- To nie jest protest ekologiczny. To jest akcja artystyczna i obywatelska. Jej symbolem jest warkocz. Chciałyśmy tym warkoczem zrobić dla rzeki linię ochronną. Bardzo miękką i kobiecą - mówi Cecylia Malik.

Rzeki inspirowały już jej babcię Różę, która z wykształcenia była biologiem. Pracowała także nad Białką. Wpuszczała do niej ryby, prowadziła obserwację i dziwiła się : "Z jednej strony państwo finansuje badania biologów, z drugiej strony buduje tamy".

Jak plecie się warkocz z kolorowymi wstążkami, pokazały Cecylii dziewczynki na wakacjach w Rumunii. Potem był kolejny projekt artystyczny "6 rzek".

Do współpracy przy nim artystka zaprosiła ekspertów z zakresu ochrony środowiska - prof. Romana Żurka i Pawła Augustynka Halnego z "Przyjaznego Dunajca". W ramach wystawy zaprezentowali opracowaną przez siebie fotograficzną dokumentację procesów dewastacji rzek w Małopolsce. Działała na wyobraźnię.
Niewielu wie, że gdy rzeka płynie kilkoma korytami, które się łączą i dzielą, mówi się o niej poetycko, że płynie warkoczem. Białka też ma takie odcinki.

- Nie jest tak, że wszyscy mieszkańcy tych wsi domagają się ingerowania w naturalną Białkę. My też przyjechaliśmy wyrazić swoje zdanie. Takie mamy prawo. Na tym polega demokracja - mówi Cecylia Malik.

Gdy na brzegu rozciągnął się kilometrowy łańcuch z ludzi i warkocza, na jednym zakolu rzeki ukazał się czarny bocian. - Dobry znak - uznali ekolodzy.

Piknik pod skałami

Na trawie, ale i na kamieniach rozłożyli swoje koce ludzie od warkoczowej akcji. Niektórzy zaplatali włosy i wstęgi przez cały czas.

Szybko pojawiały się też innowacyjne pomysły. Z plecionek powstawały paski, turbany, spódnice... Kamyki zamieniały się w instrumenty, a niektóre wyciągnięte z rzeki otoczaki nabierały kształtu serca.

- Przyjechałam tu głównie ze względów artystycznych. Interesuje mnie połączenie aspektu artystycznego z działaniami społecznymi . Ważne jest to, że Cecylia w swoje akcje angażuje różne środowiska: naukowców, artystów, ekologów, dzieci ze szkół - mówi Grażyna Cetnar, teatrolog i filmoznawca.

Anna Baranowa, historyczka i krytyczka sztuki przyznaje: - Bardzo cenię działania Cecylii Malik. Niosą radość. Zbliżają ludzi. Budzą dobrą energię na rzecz dobra wspólnego. Ona dopiero teraz realizuje ideę awangardy, że sztuka wchodzi między ludzi i chce mieć wpływ na przekształcanie rzeczywistości.

Szymon Heliosz, pracownik agencji reklamowej, dodaje:

- Mimo tych podniesionych głosów i podwyższonej temperatury, ci ludzie ze sobą rozmawiają i gdzieś tam nawet potrafią się ze sobą zgodzić. I to jest bardzo ważne. Poza tym akcja jest bardzo udana, bardzo kolorowa i zwraca uwagę na realny problem.

Rafał Małecki, tłumacz, dziennikarz, pisarz, ocenia:

- Przyjechałem, żeby być obecnym. Bo im więcej ludzi rozwinie ten warkocz nad rzeką, tym ta akcja ma więcej sensu. Przy okazji ujawnił się konflikt z mieszkańcami. Zaczęło się ostro, ale teraz powoli dochodzi do wymiany argumentów. Gdyby nie ta akcja, to dwie strony nigdy by się nie spotkały.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie