Przed RANDKĄ

Redakcja
Marcin Wilk

Nie wiem, doprawdy nie wiem, jak powinno się zaczynać teksty o seksie. Czyha tu wiele pułapek. Nie mogę na przykład napisać, że nigdy wcześniej tego nie robiłem. Albo że robię to pierwszy raz. Nawet jeśli, w rzeczywistości, nie pisałem takiego tekstu o seksie. Nie mogę. No nie mogę.

Mógłbym zacząć od gry wstępnej. To znaczy wyjaśnić założenia i filozofię, która idzie za pragnieniem (o, to też niebezpieczne słowo!) pisania tego tekstu. Mógłbym. Ale wtedy zepsułbym całą atmosferę. A napięcie jest chyba ważne, nie?

Jest też możliwość, by temat z kimś skonsultować. Poradzić się, zasięgnąć informacji, zebrać tak zwany materiał. Choć to ostatnie znów brzmi dość podejrzanie. No, ale punkt wyjścia to jakiś jest. Ale odtąd też zaczynają się problemy.

No bo trzeba kogoś stosownego znaleźć.

Więc kumpla?

– Hej, stary, mam taki problem...

Nie no, kumple nie rozmawiają o problemach. Nie o seksualnych. O seksualnych – to tylko podbojach.

No to brata?

– Słuchaj, a czy ty...

Nie no, kompletnie bez sensu.

Tatę?

Nawet nie będę próbował.

Mamę?

Cóż...

I co teraz?

To może zupełnie inaczej. Pogadać może należy z kimś, kto jest nie tylko stosowny, ale umie stosownie językiem się posługiwać. Wszak o język (rozmowę) chodzi. O przegadanie problemu. Podjęcie tematu. I skutecznie tegoż omówienie. Azaliż, doprawdy, natenczas.

A propos: Jerzy Pilch? No czemuż by nie. Czemu nie jego, owszem, nie tego właśnie włodarza słowa spytać, zagaić go o kwestie intymne, które tutaj seksualnymi się zwą. W słusznej sprawie uderzyć do słusznej osoby, mówiąc w skrócie. Dobrej w słowie, podkreślmy. I dowiedzieć się wszystkiego.

Wszystkiego? Czyli czego właściwie?

Z pisarzami zresztą nie jest tak łatwo. Niby lubimy, jak nazywają rzeczywistość za nas, ale... Coś, mimo wszystko, czasem idzie nie tak. Problem jest zwłaszcza z pisarzami płci męskiej. Sam, choć śledzę dość systematycznie bieżącą produkcję literacką, bym na to nie wpadł, ale tym razem pomocni okazali się eksperci. I w ten sposób dowiaduje się od Dariusza Nowackiego (3 numer z 2010 roku „Dekady Literackiej” – w dużej mierze poświęconej seksowi), że mężczyźni prozaiczni nie są wcale wielce pomocni. Że piszą oni na przykład o potworach w stylu sado–maso (Rafał Ziemkiewicz, „Ciało obce”), rozbuchanej poza granice grzechu wyobraźni (Andrzej Horubała, „Farciarz”), nie mówiąc o seksie „bez przestrzegania zasad BHP”; seksie – dodajmy od razu – o dość specyficznym z perspektywy mainstreamu ukierunkowaniu (Michał Witkowski, „Lubiewo”). Nic tylko ręce załamać. I zamilknąć.

No, doprawdy. Nie o to przecież chodziło. :–( (Na szczęście z tekstu Nowackiego również płyną delikatnie inne wnioski. Takie mianowicie, że o seksie o wiele poręczniej (jakkolwiek to zabrzmiało) piszą kobiety.

Eureka! Kobiety! Przecież to jest w sumie dość logiczny i uzasadniony trop.

Tylko, hm, ten tego, od czego by tu zacząć?

R E K L A M A

Wideo

Dodaj ogłoszenie