Przedpokój

Redakcja
Udostępnij:
Częste wyposażenie przedpokoju stanowiły rowery - staroświeckie, z kierownicą krętą niczym bawole rogi, pokrytą warstwą rowkowanej gumy. Guma była tak stara, że kleiła się do rąk lub wprost przeciwnie - kruszyła się niczym kora na zmurszałej gałęzi.

Marginałki

Przedpokoje zazwyczaj były ciemne, szafiaste i pełne rupieci - zwłaszcza w wielkich mieszkaniach, w których po wojnie zamieszkało kilka rodzin. Daleko im było do przedpokojów w sowieckich mieszkaniach, znanych nam na szczęście tylko z filmów (i to radzieckich!), ale i tak wyglądały imponująco. Nie wiem dlaczego w większości z nich wisiała na ścianie blaszana wanna do kąpania niemowląt. Najmłodsi mieszkańcy z niemowlęctwa wyszli przed kilkunastu laty, ale wanienka wisiała uparcie, co pewien czas spadała, kiedy w ciemności potrącił ją jakiś nieostrożny gość. Wtedy otwierały się wszystkie drzwi, stawali w nich lokatorzy, z wyrzutem i naganą patrząc na niezgrabiasza.
   Jeżeli mieszkańcy wspólnego mieszkania byli ze sobą skonfliktowani - a zazwyczaj byli - wnętrz przedpokojowych szaf strzegły potężne kłódki.
   Co jeszcze stało we wspólnych przedpokojach? Jakieś kufry pradawne, zamczyste, przywleczone nie wiedzieć skąd i kiedy. Raz nawet zobaczyłem niewielką pryzmę węgla. Ktoś przyniósł z piwnicy i zwalił w kącie kilka, może kilkanaście wiader czarnego złota, jak jeszcze do niedawna uparcie nazywali ten minerał dziennikarze. Miałem może dziesięć, może dwanaście lat i węgiel w przedpokoju zachwycił mnie. Może dlatego, że nasz przedpokój zawsze świecił wybłyszczonym parkietem, wydawał się więc przeraźliwie nudny...
   W przedpokoju zawsze wisiały płaszcze, dlatego wczesną zimą pachniał naftaliną. W przedpokoju stały smutne, zwiędnięte parasole. Przedpokój był śluzą, miejscem pośrednim pomiędzy powszechnością klatki schodowej a intymnością właściwego mieszkania. Jego granic nie przekraczali ci, którzy nie cieszyli się szczególnym względami - domokrążcy, żebracy, ludzie przypadkowi. Jednak jednocześnie stanowił centralny punkt mieszkania, bo przylegały doń wszystkie pokoje, łazienka, kuchnia. Czy chciało się, czy nie, przez przedpokój, ciemny, pozbawiony okien, trzeba było przechodzić dziesiątki razy dziennie. A kiedy wracało się do domu po dłuższej wakacyjnej nieobecności, to on, wierny, ciemny przedpokój, łasił się do człowieka swym zapachem, łagodnym światłem lampy. Pokoje wydawały się nadęte i były zakurzone, kuchnia obrażona długą ludzką nieobecnością, natomiast przedpokój, strzegący mieszkania niczym pies, jak pies przypadał do nóg wytartym dywanikiem. amk

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie