Przetarg na dyrektora

Redakcja
Czy korupcyjna propozycja to wymysł byłego szefa magistratu, czy też pod Wawelem rozpoczęła się walka o duże pieniądze i polityczne wpływy?

   Zbigniew Fijak, były dyrektor magistratu, poinformował prokuraturę o korupcyjnej propozycji, którą miał mu złożyć prywatny przedsiębiorca, powołując się na znajomość z prezydentem Krakowa. Jacek Majchrowski zapewnia, że z całą sprawą nie ma nic wspólnego. Wydział ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Okręgowej w Krakowie wszczął śledztwo w tej sprawie.
   - Ode mnie nic państwo w tej sprawie teraz nie możecie się dowiedzieć - mówi Zbigniew Fijak. Według naszych informacji sytuacja wyglądała następująco: W styczniu Zbigniew B., właściciel zakładu pogrzebowego, zaprosił Zbigniewa Fijaka na kawę. Spotkali się w kawiarni "Europejskiej". Zbigniew B. miał powiedzieć, że wstępna decyzja o objęciu przez Fijaka stanowiska dyrektora Zarządu Cmentarzy Komunalnych już zapadła, ale ostateczna zależy od zadeklarowania spełnienia kilku warunków. Po pierwsze - miał powołać uzgodnioną ze Zbigniewem B. społeczną radę cmentarzy i uzgodnić z nim jej skład. Po drugie - utrzymać na stanowisku zastępcy obecną wicedyrektor, po trzecie ogłosić przetarg na prywatyzację pochówków i zagwarantować zwycięstwo firmy B. W zamian za to zobowiązał się, że jego firma oficjalnie odprowadzi

około miliona złotych

do kasy miasta i nieoficjalnie - przez cztery lata - będzie przekazywać po tyle samo na przyszłą kampanię prezydencką Jacka Majchrowskiego. Zbigniew B. miał powiedzieć Fijakowi, że szczegóły uzgodnią na spotkaniu za kilka dni na obiedzie. Miała w nim uczestniczyć wicedyrektor ZCK.
   Do obiadu jednak nie doszło. Kilka dni później Zbigniew Fijak został zaproszony na rozmowę z obecnym dyrektorem urzędu Andrzejem Kuligiem. Usłyszał wtedy, że zapadła już decyzja o powołaniu go na stanowisko dyrektora ZCK. W czasie rozmowy Fijak zażądał podania warunków, na jakich ma pracować. - Będzie pan odpowiadał tylko przed prezydentem i sam ustali zakres działania - _usłyszał.__Wtedy Fijak opowiedział o rozmowie ze Zbigniewem B. Kulig zdenerwował się i poszedł po prezydenta. Fijak jeszcze raz wszystko powtórzył. Po kilku tygodniach prezydent publicznie ogłosił, że Fijak nie będzie dyrektorem ZCK i ma dla niego inną propozycję.
   Dopiero tuż przed świętami Zbigniew Fijak zdecydował się powiadomić prokuraturę o całej sprawie. Poinformował o tym dyrektora magistratu, a ten prezydenta. Dlaczego zwlekał?
- Nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia - _powtarza Fijak.
   Zbigniew B., właściciel zakładu pogrzebowego, który miał złożyć korupcyjną propozycję,

wszystkiemu zaprzecza.

   Przyznaje, wprawdzie, że spotkał się kilka miesięcy temu towarzysko z Fijakiem w kawiarni, jednak zapewnia, że o żadnej propozycji nie było mowy: - Nie mam w zwyczaju działać na granicy prawa i korumpować kogokolwiek. Dzisiaj obrzucić kogoś błotem jest bardzo łatwo. Nie mam pojęcia, skąd wzięły się te perfidne oskarżenia. Mogę przypuszczać, że są związane z zawiedzioną nadzieją pana Fijaka na objęcie stanowiska dyrektora ZCK.
   Pewne jest tylko to, że obydwaj panowie znali się. Zbigniew Fijak twierdzi, że poznali się w maju lub w czerwcu ub. roku, kiedy pełnił funkcję dyrektora ZCK. - Pamiętam jak dziś, B. poprosił mnie o zaopiniowanie projektu rozporządzeń dotyczących cmentarzy, ponieważ był członkiem zespołu doradczego ds. cmentarza - mówi Fijak. - Dzień później wysłałem taką opinię.
   Zbigniew B. podaje inną datę. Mówi, że poznali się na początku kampanii wyborczej do samorządu: - Fijak pracował wtedy w sztabie Rokity, a ja wspierałem blok "Przyjazny Kraków", z którego startował prezydent Majchrowski.
   Dyrektor Urzędu Miasta Andrzej Kulig potwierdza, że w Wielki Piątek Zbigniew Fijak poinformował go o przekazaniu prokuraturze posiadanych przez siebie informacji.
   - Nie ukrywam, że bardzo zdenerwowałem się, gdy po raz pierwszy usłyszałem o tej sprawie od pana Fijaka. Dla mnie ta propozycja była

absurdalna i groteskowa.

Nie rozumiem, jak można coś takiego proponować człowiekowi, który jeszcze niedawno był w centrum magistratu. Z relacji pana Fijaka nie wynikało jednak, że propozycja była składana w imieniu prezydenta - mówi Andrzej Kulig.
   - Czy upoważniał pan kogoś do występowania w swoim imieniu? - pytamy prezydenta Jacka Majchrowskiego. - W moim imieniu i z mojego upoważnienia prawo do podejmowania decyzji mają tylko urzędnicy zatrudnieni w Urzędzie Miasta i tylko w zakresie udzielonych im kompetencji - zapewnia prezydent.
   - Czy ktoś chce pana wrobić?
   - Niestety, docierają do mnie informacje, że bardzo wiele osób, które mnie nawet nie znają, powołują się na mnie. Nie chcę nazywać tego brzydko, ale ta sprawa kojarzy mi się wyłącznie z bagnem. To prawidłowość, która zaczyna występować wszędzie i dotarła też do nas. Dziwnie zbiegło się to wszystko z rozpoczęciem czyszczenia urzędu. Być może przez to czyjeś interesy zostały naruszone. Czyje - nie wiem. Tu występuje taki splot interesów, że zerwanie jednego ogniwa powoduje zerwanie__całego łańcucha - mówi prezydent.
   W środowisku krakowskich firm pogrzebowych krąży opinia, iż Zbigniew B. rzeczywiście sprawiał wrażenie, że wiele może załatwić. W kampanii wyborczej pomagał obecnemu prezydentowi miasta. Na tym jednak jego kontakty miały się skończyć. Co więcej, jak się dowiedzieliśmy, Zbigniew B. zdystansował się od "Przyjaznego Krakowa" - założył własne stowarzyszenie "Przyjazny Kraków i Małopolska".
   Sam Zbigniew B. nie traktuje poważnie całej sprawy. Mówi, że prowadzi swój zakład pogrzebowy od 22 lat i organizuje rocznie około 1000 pochówków, co stanowi ok. 10 - 12 proc. usług w tej branży. Przyznaje też, że konkurencja na tym rynku jest coraz większa. Zbigniew B. działa też na terenie dwóch krakowskich szpitali.

Prowadzi prosektorium

m.in. na terenie Szpitala im. S. Żeromskiego. Przeprowadzona w ub. roku kontrola przez pracowników Urzędu Miasta Krakowa stwierdziła tam wiele uchybień. Okazało się, że karty chorobowe zmarłych pacjentów szpital przekazywał do prosektorium, czyli pracownikom prywatnej firmy. W ten sposób informacje, których treść objęta jest tajemnicą, mogły bez problemu trafiać do rąk przypadkowych osób.
   - W listopadzie ub. roku we wnioskach pokontrolnych nakazaliśmy szpitalowi zaprzestania wydawania tych dokumentów pracownikom prosektorium. Zgodnie z przepisami o zakładach opieki zdrowotnej, karty zgonu mogą przekazywać rodzinie tylko osoby upoważnione, czyli lekarz prowadzący chorego. Szpital nie dostosował się jednak do tych zaleceń - mówi Małgorzata Lenkiewicz z zespołu kontroli UMK, równocześnie zapowiadając, że ponowna kontrola działalności komercyjnej w Szpitalu im. S. Żeromskiego, w tym w prosektorium należącym do firmy Zbigniewa B., rozpocznie się 5 maja.
   Czy korupcyjna propozycja to wymysł byłego dyrektora magistratu, czy rzeczywiście pod Wawelem rozpoczęła się walka o duże pieniądze i polityczne wpływy? Na pytanie, kto do kogo i w czyim imieniu naprawdę przyszedł, spróbuje odpowiedzieć prokuratura. W miniony wtorek przez ponad 5 godzin przesłuchiwała ona Zbigniewa Fijaka. W środę w Wydziale ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Okręgowej wszczęto śledztwo w sprawie "powoływania się na wpływy w Urzędzie Miasta Krakowa".
EWA KOPCIK - "DZIENNIK POLSKI"
MAREK BALAWAJDER - RMF FM
GRZEGORZ NOWOSIELSKI - RMF FM

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie