MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Przez moment bujali w obłokach, ale w porę zeszli na ziemię

Redakcja
Beskid Andrychów pokonał na własnym boisku Juventę Starachowice 1-0 (0-0), mając oparcie w bramkarzu Pawle Górze. Gdyby nie kilka jego doskonałych interwencji miejscowi mogliby mówić o ładnej dla oka porażce.

Najniższy na boisku Dariusz Fryś strzela zwycięską bramkę dla Beskidu. Fot. Grzegorz Sroka

III LIGA PIŁKARSKA. Beskid Andrychów miesiąc czekał na zwycięstwo, a odniósł je na własnym boisku kosztem Juventy Starachowice 1-0 (0-0)

Trener Beskidu Mirosław Kmieć patrzy na końcowy wynik przez pryzmat dwóch płaszczyzn. - Jeśli chodzi o zaangażowanie i wolę walki, to z pewnością zasłużyliśmy na zwycięstwo - uważa. - Z kolei bardziej klarowne pozycje bramkowe mieli rywale. Jednak jakie to ma znaczenie. To nam udało się zaksięgować pełną pulę i tylko to się liczy. Pamiętam taki mecz przeciwko Juvencie, w pierwszym naszym sezonie w trzecioligowym towarzystwie, kiedy byliśmy zdecydowanie lepsi, prowadząc 1-0 czy 2-1, a przeciwnicy oddali na naszą bramkę trzy strzały i przegraliśmy ostatecznie 2-3. Dzięki wygranej nad Juventą znaleźliśmy się w środku tabeli, z niewielką stratą do czołowych lokat, więc czego można więcej chcieć - pyta andrychowski szkoleniowiec.

Początek należał do Beskidu. - Jednak nie udało nam się przewagi zdyskontować bramkami - ubolewa Mirosław Kmieć. - Szkoda zwłaszcza okazji Darka Frysia, który po raz pierwszy po kilkumiesięcznej przerwie wyszedł w podstawowym składzie. Nasze nieszczęście rozpoczęło się wraz z kontuzją pierwszego bramkarza gości. Skoro nie mieli rezerwowego, do bramki wszedł zawodnik z pola.

Andrychowianie uznali, że jest już po meczu. - Takie myślenie obróciło się przeciwko nam - podkreśla Mirosław Kmieć. - Pierwsze 20 minut drugiej odsłony było najsłabszym okresem w naszym wykonaniu. Powiem więcej, zagraliśmy na poziomie klasy A, popełniając wiele szkolnych błędów, które omal nie skończyły się dla nas utratą gola. Nawet Paweł Góra zapędził się poza pole karne, a jak zderzył się z obrońcą, to przeciwnik miał przed sobą pustą bramkę. Na szczęście przestrzelił. Zawsze powtarzam, że kluczem do wygranej są puste od zmartwień głowy zawodników, potrafiące się skoncentrować tylko na pracy. Tymczasem moi chłopcy, widząc w bramce zawodnika z pola, zaczęli bujać w obłokach. Na szczęście w porę zeszli na ziemię, by zadać cios, po którym rywale nie potrafili się już podnieść.

Zwycięstwo Beskidowi zapewnił Dariusz Fryś. - Wystawiając go w podstawowym składzie miałem nadzieję, że wniesie ożywienie w naszej przedniej formacji, której jesienią idzie przecież jak po grudzie. Przystąpił do walki na głodzie piłki i przeczucie mnie nie zawiodło - cieszy się trener Kmieć. - Pierwszy gol zawodnika, który wrócił do gry po kilku miesiącach leczenia kontuzji powinien dodać mu skrzydeł. Potrzebowaliśmy tego zwycięstwa, bo wcześniej przed miesiącem pokonaliśmy Dalin Myślenice. Od tamtej pory zanotowaliśmy dwa zwycięstwa i doznaliśmy dwóch porażek. Teraz powinno być tylko lepiej.

- Z tego, co policzyłem, mieliśmy w Andrychowie dwanaście "setek", a skoro nie udało nam się wykorzystać żadnej, trudno marzyć o zwycięstwie - rzucił Marek Mierzwa, trener Juventy.

Jerzy Zaborski

[email protected]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski