Przy ulach

Paweł Głowacki
Czytano „pszczele” wiersze
Czytano „pszczele” wiersze fot. Wacław Klag
Salony. Otóż natura wydała niegdyś z siebie pewnego Anglika o sklepionej głowie, służącej słowom za ul - powiada w powieści „Nieprawe godło” Vladimir Nabokov, który - gdyby żył - 22 kwietnia skończyłby 118 lat.

I dalej: Wystarczyło, że chuchnął na jakąś cząstkę swojego przebogatego słownictwa, a już budziła się do życia, zaczynała się rozrastać, wypuszczając drżące czułki, i przeradzała się w złożony obraz, obdarzony pulsującym mózgiem i wzajemnie skorelowanymi członkami. O kim mowa? O Williamie Szekspirze, rzecz jasna. Ale gdyby we frazach tych wybornych zamienić słowa: „pewnego Anglika”, „słowom”, „chuchnął” i „słownictwa” na „pewną Polkę”, „brzmieniom”, „chuchnęła” oraz „słuchu” - jak ulał pasowałyby do Haliny Jarczyk, centymetrowo tyciego i wielkiego słuchowo muzykanta, skrzypaczki i od zarania Salonów Poezji - Muzycznego Anioła Salonów.

Przypomniał się ten Nabokov na ostatnim Salonie Poezji. W sumie - musiał. Salon miał tytuł „Nasza pszczółka Halina”. Nie mógł zwać się inaczej. Raz, że oprócz opiekowania się brzmieniami, Jarczyk równolegle opiekuje się pszczołami. A dwa, że w niedzielę właśnie, dzień po Nabokovie, urodziny obchodziła. Które? Powiem, że trzeba jej pszczół zapytać, może powiedzą. Jedno pewne jest: do 118 Nabokova pani Halinie jeszcze ho, ho, albo i dalej.

Z Józefem Michalikiem na kontrabasie i Michałem Wierbą na fortepianie - grała w swoje urodziny sobie i nam swe ukochane melodie. Przyjaciele i ci, co panią Halinę tylko z widzenia znają, przyszli, by sto lat odśpiewać, a Anna Dymna, Katarzyna Zawiślak-Dolny i Rafał Sadowski wiersze o tych owadach, z których miód skapuje, czytali. Wszystko zaś zaczęło się od Janusza Radka i jego pieśni, w której wers „Ja jestem wamp!” wciąż powraca. Nabokov musiał się przypomnieć.

Miażdżący to był prolog urodzinowej godziny, ale też przy okazji uświadomienie oczywistości, o której się zapomina. Że mianowicie dzięki Jarczyk, brzmieniami salonowymi zawiadującej od zawsze, także wtedy, gdy akurat nie występuje osobiście - każdy Salon Poezji to tak naprawdę dwa zapętlające się Salony Poezji. Słowa i dźwięki, metafory i melodie, rymy i nuty. Jak ostatniej niedzieli.

Dymna, Zawiślak-Dolny i Sadowski czytali wiersze z pszczołą w roli głównej lub pobocznej, wiersze w tonacjach przeróżnych, właściwie wszystkich - od jasności, po cień. Jan Kochanowski, ks. Jan Twardowski, Ignacy Krasicki, Jan Czeczot, Tomasz Zan, Bolesław Leśmian, Maria Konopnicka, Adam Asnyk, Jan Sztaudynger... Dość. Całej listy nie przepiszę. Kto by pomyślał, że aż taka armia poetów na kanwie istnienia tak mikrego, tak detalicznego jak pszczoła - metafory układało!

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Góry, jeziora i palmy, czyli wakacje w szwajcarskim Ticino

Źródło: AIP

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie