Przychodzi biznes do nauki [WIDEO]

Przychodzi biznes do nauki [WIDEO]

Zbigniew Bartuś

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Jesteśmy zgodni, że ludzie są dobrzy, tylko system zły. Dlatego jesteśmy tak zdeterminowani, by go zmienić - wyjaśnia Piotr Dardziński.
1/5

Przejdź do
galerii zdjęć

©fot. Joanna Urbaniec

Konsultacje. Ułatwienie i nagradzanie współpracy nauki z biznesem i biznesu z nauką jest celem gruntownych zmian prawnych i organizacyjnych proponowanych przez resort wicepremiera Jarosława Gowina. Pilotujący je wiceminister Piotr Dardziński rozmawiał u nas z przedsiębiorcami.
Nakłonieniu nauki i biznesu do ścisłej współpracy służą m.in. nowe ulgi na innowacje i inne rozwiązania zapisane w projekcie nowej, tzw. dużej ustawy o innowacjach (pierwsza, tzw. mała, uchwalona jesienią zeszłego roku, obowiązuje od stycznia).

Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Piotr Dardziński spotkał się w naszej redakcji z przedstawicielami małopolskiego biznesu, współpracownikami, a właściwie już współgospodarzami Forum Przedsiębiorców Dziennika Polskiego. Obie strony oceniły, że konsultacje były bardzo owocne i inspirujące.

- Polska nauka nie była dotąd zbytnio zainteresowana współpracą ze mną i innymi firmami. Oferowałem uczelniom miliony złotych na prace badawcze nad przełomowymi technologiami, np. nad nowym typem szyby, a proponowano mi, że oni te badania zrobią i podzielą się ze mną patentem lub zaraz opublikują wyniki. A to nie miałoby sensu. Przedsiębiorca finansuje badania po to, by uzyskać przewagę konkurencyjną. Prawie nikt tego dotąd na uczelniach nie rozumiał - ocenia Mikołaj Placek, prezes Oknoplastu.

Przyznaje, że wiele badań zlecił uczelniom na Zachodzie, zwłaszcza w Niemczech, gdzie nie napotkał podobnych barier. Zastrzega przy tym, że chętnie korzysta z pracy utalentowanych rodzimych, w tym krakowskich, naukowców, ale dzieje się to przeważnie poza instytucjonalnymi procedurami.

- Wiele zależy od ludzi. Jeśli na uczelni, np. na czele wydziału, stoi człowiek otwarty na potrzeby firm, to jest inna rozmowa. Ale przecież nie powinny o tym decydować wyłącznie predyspozycje osobiste. Musi być jakaś motywacja dla tych, którzy chcieliby z współpracować z przedsiębiorcami - dodaje prezes czołowej eurpejskiej firmy okiennej.



W jego wypadku rozwiązaniem niemal wszystkich problemów okazał się start-up założony właśnie przez naukowców doskonale rozumiejących biznes i jego potrzeby. Zrealizowali oni badania korzystając z infrastruktury uczelni - za 40 proc. mniejsze pieniądze, a patent pozostał w Oknoplaście.

Marek Maj, założyciel i wieloletni prezes krakowskiego Smay, najbardziej innowacyjnej europejskiej firmy w branży wentylacji i zabezpieczeń przeciwpożarowych, mówi, że zawarł porozumienia z sześcioma polskimi uczelniami, ale współpraca z większością z nich szła opornie. - Najlepiej układała się z Politechniką Warszawską, a to dlatego, że moi partnerzy stamtąd są otwarci na potrzeby biznesu - podkreśla Marek Maj.

Ludzie dobrzy, system zły

- Mówią panowie zgodnie: nie współpracujemy z systemem, ale współpracujemy z ludźmi. Czyli ludzie są dobrzy, tylko system zły. Dlatego jesteśmy tak zdeterminowani, by go zmienić - wyjaśnia Piotr Dardziński. Mała ustawa o innowacyjności wprowadziła wiele zachęt - zarówno dla naukowców, jak i przedsiębiorców. - Pracujemy teraz nad rozwiązaniami, których celem jest doprowadzenie do przełomu. Naukowcy to racjonalni ludzie: zmienią nastawienie, gdy zobaczą, że współpraca popłaca - uważa wiceminister.

Chodzi nie tylko o korzyści finansowe osiągane zarówno przez samego naukowca, jak i jego macierzystą uczelnię (im więcej współpracy z biznesem oraz innowacji i wynalazków, tym wyższa dotacja z budżetu państwa), ale i nowe ścieżki awansu zawodowego, w tym doktorat wdrożeniowy i uprawnienia równe habilitacji, które będzie można uzyskać realizując projekty badawcze na zlecenie przedsiębiorców.

Marek Maj uważa, że potrzeba dofinansowania do budowy dedykowanych laboratoriów, bo te, które w minionych latach masowo uruchamiano (głównie przy uczelniach) za środki unijne nie są w stanie wykonać specyficznych a niezbędnych badań. - Takie laboratoria winny działać przy firmach, jak w Niemczech czy Holandii - przekonuje Marek Maj. Dodaje, że we własnym laboratorium mógłby badać i doskonalić swoje produkty, a dopiero po uzyskaniu zadowalającego efektu - zwracać się o certyfikaty do uprawnionych instytutów. Dziś doskonalenie polega na zlecaniu kolejnych badań zewnętrznym instytutom, a to kosztuje krocie.

Ostatnio Smay zrealizował ważny projekt badawczy związany z bezpieczeństwem ludzi w obiektach mieszkalnych i miejscach pracy. - Starałem się o dofinansowanie, ale go nie dostałem. Choć wygenerowałem produkt na światowym poziomie i jeszcze na tej podstawie zmieniono europejskie normy, dzięki czemu zyskała cała polska gospodarka - podkreśla Maj. Zaznacza, że miał szczęście, bo badania zakończyły się sukcesem: ma produkt, który na siebie zarabia. - A gdyby to była porażka? Powinny istnieć instytucje zabezpieczające innowacyjnych przedsiębiorców przed ryzykiem - postuluje twórca firmy Smay.

Panie Ministrze: Przedsiębiorcy, którzy chcieliby bardziej inwestować w wiedzę, a mniej opierać się na taniej sile roboczej - z czego mogą korzystać już od nowego roku i jakich zmian mogą spodziewać się w najbliższym czasie?


Bez ryzyka nie ma wynalazku

Stefan Życzkowski, współzałożyciel i prezes ASTOR, czołowej polskiej firmy zajmującej automatyzacją i robotyzacją, przywołuje absurdy, na które napotykali dotąd przedsiębiorcy próbujący uzyskać wsparcie na innowacyjne produkty. - Urzędnik wymaga ode mnie, bym przewidział, co dokładnie będzie się działo za trzy lata z wymyślonym przeze mnie oprogramowaniem, ile ja tego sprzedam, a jak sprzedam mniej niż prognozowałem, to traktuje mnie jako oszusta. To ja dziękuję za takie „wsparcie” - kwituje Stefan Życzkowski. Dodaje, że z tego powodu wszystkie nowatorskie pomysły i cały rozwój firmy finansuje z własnych środków.

- Eksperci od dotacji unijnych wydali opinie, że mój biznes w ogóle nie może się udać - mówi Grzegorz Błażewicz, szef krakowskiej firmy Benhauer, której system SalesManago, służący do tzw. automatycznego marketingu, podbija świat (zakupiły go globalne biura podróży, banki, sklepy internetowe…). Firma zatrudnia już w Krakowie i zagranicznych oddziałach 250 osób, a ponad połowę przychodów czerpie z eksportu nowatorskiego oprogramowania.

- Sposób wspierania innowacyjnych firm i produktów jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. Jego głównym celem jest zabezpieczenie przez ewentualnymi oszustwami, więc wszystkich traktuje się jak oszustów. W zasadzie nie dopuszcza się ryzyka porażki, które jest przecież solą innowacji. Wymogi formalne to po prostu jakiś kosmos - uważa Grzegorz Błażewicz.

Podkreśla, że jego firma wytwarza własną wartość intelektualną stworzoną przez polskich inżynierów i menedżerów. Zatrudnia w 90 proc. Polaków. Zdaniem Błażewicza, rząd winien szybko zwrócić uwagę na dwa główne problemy polskich firm znajdujących się na takim, jak Benhauer, etapie rozwoju. Po pierwsze: w Polsce nigdy nie było i nie ma barier dla zagranicznej ekspansji (a są one normą we Francji, Niemczech, Holandii...), więc w wielu dochodowych branżach dominującą pozycję zdobyli u nas globalni potentaci i dyktują warunki; dysponując potężnym kapitałem, są w stanie przeznaczać znacznie większe środki na badania, a także oferować polskim informatykom bardzo wysokie płace- a tym samym ściągać z rynku najlepszych pracowników.

Fundusze wsparcia

- Jako polski przedsiębiorca nie czuję absolutnie żadnego wsparcia ze strony państwa w starciu z globalnymi korporacjami, które od swoich rządów takie hojne wsparcie otrzymują - mówi Grzegorz Błażewicz.

Po drugie: brakuje w Polsce rodzimych (w tym publicznych) funduszy inwestujących w polskie firmy stojące przed dylematem: pozostać podmiotem lokalnym czy rosnąć. - Należymy do najszybciej rozwijających się spółek technologicznych w naszej części Europy i mamy wszelkie szanse na dalszy rozwój, ale to wymaga coraz większego kapitału. Pozyskujemy go na Zachodzie, ale to prowadzi do rozwadniania naszych udziałów. Mówiąc brutalnie: niedługo to nie będzie nasze, polskie - ostrzega Grzegorz Błażewicz.

Dodaje, że Amerykanie, Brytyjczycy, Niemcy mają fundusze, które na całym świecie, w tym w Polsce, łowią okazje, wykupując spółki, które znalazły się w takim krytycznym momencie rozwoju. Jego zdaniem Polska powinna mieć własne fundusze, by się bronić przed przejęciem rozwiniętych i świetnie rokujących biznesów. - Gra toczy się także, a może przede wszystkim o to, czy te biznesy pozostaną lokalne, polskie, czy też urosną, staną się globalne, przynosząc olbrzymie korzyści naszej gospodarce - podkreśla Grzegorz Błażewicz.

Piotr Dardziński zapewnia, że resort nauki i ściśle z nim współpracujący resort rozwoju widzą bariery i zagrożenia, dlatego proponują cały pakiet rozwiązań poprawiających pozycję rodzimych przedsiębiorców w starciu z potężnymi konkurentami, a jednocześnie skłaniających naukę i biznes do współpracy.

Szczegóły za tydzień.

zbigniew.bartus@dziennik.krakow.pl

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo