Przychodzi biznes do nauki [WIDEO]

  • Dziennik Polski

Zbigniew Bartuś

Konsultacje. Ułatwienie i nagradzanie współpracy nauki z biznesem i biznesu z nauką jest celem gruntownych zmian prawnych i organizacyjnych proponowanych przez resort wicepremiera Jarosława Gowina. Pilotujący je wiceminister Piotr Dardziński rozmawiał u nas z przedsiębiorcami.

Nakłonieniu nauki i biznesu do ścisłej współpracy służą m.in. nowe ulgi na innowacje i inne rozwiązania zapisane w projekcie nowej, tzw. dużej ustawy o innowacjach (pierwsza, tzw. mała, uchwalona jesienią zeszłego roku, obowiązuje od stycznia).

Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Piotr Dardziński spotkał się w naszej redakcji z przedstawicielami małopolskiego biznesu, współpracownikami, a właściwie już współgospodarzami Forum Przedsiębiorców Dziennika Polskiego. Obie strony oceniły, że konsultacje były bardzo owocne i inspirujące.

- Polska nauka nie była dotąd zbytnio zainteresowana współpracą ze mną i innymi firmami. Oferowałem uczelniom miliony złotych na prace badawcze nad przełomowymi technologiami, np. nad nowym typem szyby, a proponowano mi, że oni te badania zrobią i podzielą się ze mną patentem lub zaraz opublikują wyniki. A to nie miałoby sensu. Przedsiębiorca finansuje badania po to, by uzyskać przewagę konkurencyjną. Prawie nikt tego dotąd na uczelniach nie rozumiał - ocenia Mikołaj Placek, prezes Oknoplastu.

Przyznaje, że wiele badań zlecił uczelniom na Zachodzie, zwłaszcza w Niemczech, gdzie nie napotkał podobnych barier. Zastrzega przy tym, że chętnie korzysta z pracy utalentowanych rodzimych, w tym krakowskich, naukowców, ale dzieje się to przeważnie poza instytucjonalnymi procedurami.

- Wiele zależy od ludzi. Jeśli na uczelni, np. na czele wydziału, stoi człowiek otwarty na potrzeby firm, to jest inna rozmowa. Ale przecież nie powinny o tym decydować wyłącznie predyspozycje osobiste. Musi być jakaś motywacja dla tych, którzy chcieliby z współpracować z przedsiębiorcami - dodaje prezes czołowej eurpejskiej firmy okiennej.

W jego wypadku rozwiązaniem niemal wszystkich problemów okazał się start-up założony właśnie przez naukowców doskonale rozumiejących biznes i jego potrzeby. Zrealizowali oni badania korzystając z infrastruktury uczelni - za 40 proc. mniejsze pieniądze, a patent pozostał w Oknoplaście.

Marek Maj, założyciel i wieloletni prezes krakowskiego Smay, najbardziej innowacyjnej europejskiej firmy w branży wentylacji i zabezpieczeń przeciwpożarowych, mówi, że zawarł porozumienia z sześcioma polskimi uczelniami, ale współpraca z większością z nich szła opornie. - Najlepiej układała się z Politechniką Warszawską, a to dlatego, że moi partnerzy stamtąd są otwarci na potrzeby biznesu - podkreśla Marek Maj.

Ludzie dobrzy, system zły

- Mówią panowie zgodnie: nie współpracujemy z systemem, ale współpracujemy z ludźmi. Czyli ludzie są dobrzy, tylko system zły. Dlatego jesteśmy tak zdeterminowani, by go zmienić - wyjaśnia Piotr Dardziński. Mała ustawa o innowacyjności wprowadziła wiele zachęt - zarówno dla naukowców, jak i przedsiębiorców. - Pracujemy teraz nad rozwiązaniami, których celem jest doprowadzenie do przełomu. Naukowcy to racjonalni ludzie: zmienią nastawienie, gdy zobaczą, że współpraca popłaca - uważa wiceminister.

Chodzi nie tylko o korzyści finansowe osiągane zarówno przez samego naukowca, jak i jego macierzystą uczelnię (im więcej współpracy z biznesem oraz innowacji i wynalazków, tym wyższa dotacja z budżetu państwa), ale i nowe ścieżki awansu zawodowego, w tym doktorat wdrożeniowy i uprawnienia równe habilitacji, które będzie można uzyskać realizując projekty badawcze na zlecenie przedsiębiorców.

Marek Maj uważa, że potrzeba dofinansowania do budowy dedykowanych laboratoriów, bo te, które w minionych latach masowo uruchamiano (głównie przy uczelniach) za środki unijne nie są w stanie wykonać specyficznych a niezbędnych badań. - Takie laboratoria winny działać przy firmach, jak w Niemczech czy Holandii - przekonuje Marek Maj. Dodaje, że we własnym laboratorium mógłby badać i doskonalić swoje produkty, a dopiero po uzyskaniu zadowalającego efektu - zwracać się o certyfikaty do uprawnionych instytutów. Dziś doskonalenie polega na zlecaniu kolejnych badań zewnętrznym instytutom, a to kosztuje krocie.

Ostatnio Smay zrealizował ważny projekt badawczy związany z bezpieczeństwem ludzi w obiektach mieszkalnych i miejscach pracy. - Starałem się o dofinansowanie, ale go nie dostałem. Choć wygenerowałem produkt na światowym poziomie i jeszcze na tej podstawie zmieniono europejskie normy, dzięki czemu zyskała cała polska gospodarka - podkreśla Maj. Zaznacza, że miał szczęście, bo badania zakończyły się sukcesem: ma produkt, który na siebie zarabia. - A gdyby to była porażka? Powinny istnieć instytucje zabezpieczające innowacyjnych przedsiębiorców przed ryzykiem - postuluje twórca firmy Smay.

Panie Ministrze: Przedsiębiorcy, którzy chcieliby bardziej inwestować w wiedzę, a mniej opierać się na taniej sile roboczej - z czego mogą korzystać już od nowego roku i jakich zmian mogą spodziewać się w najbliższym czasie?

Bez ryzyka nie ma wynalazku

Stefan Życzkowski, współzałożyciel i prezes ASTOR, czołowej polskiej firmy zajmującej automatyzacją i robotyzacją, przywołuje absurdy, na które napotykali dotąd przedsiębiorcy próbujący uzyskać wsparcie na innowacyjne produkty. - Urzędnik wymaga ode mnie, bym przewidział, co dokładnie będzie się działo za trzy lata z wymyślonym przeze mnie oprogramowaniem, ile ja tego sprzedam, a jak sprzedam mniej niż prognozowałem, to traktuje mnie jako oszusta. To ja dziękuję za takie „wsparcie” - kwituje Stefan Życzkowski. Dodaje, że z tego powodu wszystkie nowatorskie pomysły i cały rozwój firmy finansuje z własnych środków.

- Eksperci od dotacji unijnych wydali opinie, że mój biznes w ogóle nie może się udać - mówi Grzegorz Błażewicz, szef krakowskiej firmy Benhauer, której system SalesManago, służący do tzw. automatycznego marketingu, podbija świat (zakupiły go globalne biura podróży, banki, sklepy internetowe…). Firma zatrudnia już w Krakowie i zagranicznych oddziałach 250 osób, a ponad połowę przychodów czerpie z eksportu nowatorskiego oprogramowania.

- Sposób wspierania innowacyjnych firm i produktów jest kompletnie oderwany od rzeczywistości. Jego głównym celem jest zabezpieczenie przez ewentualnymi oszustwami, więc wszystkich traktuje się jak oszustów. W zasadzie nie dopuszcza się ryzyka porażki, które jest przecież solą innowacji. Wymogi formalne to po prostu jakiś kosmos - uważa Grzegorz Błażewicz.

Podkreśla, że jego firma wytwarza własną wartość intelektualną stworzoną przez polskich inżynierów i menedżerów. Zatrudnia w 90 proc. Polaków. Zdaniem Błażewicza, rząd winien szybko zwrócić uwagę na dwa główne problemy polskich firm znajdujących się na takim, jak Benhauer, etapie rozwoju. Po pierwsze: w Polsce nigdy nie było i nie ma barier dla zagranicznej ekspansji (a są one normą we Francji, Niemczech, Holandii...), więc w wielu dochodowych branżach dominującą pozycję zdobyli u nas globalni potentaci i dyktują warunki; dysponując potężnym kapitałem, są w stanie przeznaczać znacznie większe środki na badania, a także oferować polskim informatykom bardzo wysokie płace- a tym samym ściągać z rynku najlepszych pracowników.

Fundusze wsparcia

- Jako polski przedsiębiorca nie czuję absolutnie żadnego wsparcia ze strony państwa w starciu z globalnymi korporacjami, które od swoich rządów takie hojne wsparcie otrzymują - mówi Grzegorz Błażewicz.

Po drugie: brakuje w Polsce rodzimych (w tym publicznych) funduszy inwestujących w polskie firmy stojące przed dylematem: pozostać podmiotem lokalnym czy rosnąć. - Należymy do najszybciej rozwijających się spółek technologicznych w naszej części Europy i mamy wszelkie szanse na dalszy rozwój, ale to wymaga coraz większego kapitału. Pozyskujemy go na Zachodzie, ale to prowadzi do rozwadniania naszych udziałów. Mówiąc brutalnie: niedługo to nie będzie nasze, polskie - ostrzega Grzegorz Błażewicz.

Dodaje, że Amerykanie, Brytyjczycy, Niemcy mają fundusze, które na całym świecie, w tym w Polsce, łowią okazje, wykupując spółki, które znalazły się w takim krytycznym momencie rozwoju. Jego zdaniem Polska powinna mieć własne fundusze, by się bronić przed przejęciem rozwiniętych i świetnie rokujących biznesów. - Gra toczy się także, a może przede wszystkim o to, czy te biznesy pozostaną lokalne, polskie, czy też urosną, staną się globalne, przynosząc olbrzymie korzyści naszej gospodarce - podkreśla Grzegorz Błażewicz.

Piotr Dardziński zapewnia, że resort nauki i ściśle z nim współpracujący resort rozwoju widzą bariery i zagrożenia, dlatego proponują cały pakiet rozwiązań poprawiających pozycję rodzimych przedsiębiorców w starciu z potężnymi konkurentami, a jednocześnie skłaniających naukę i biznes do współpracy.

Szczegóły za tydzień.

zbigniew.bartus@dziennik.krakow.pl

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3