Przynajmniej nie przeszkadzać

Redakcja
- Jestem zadowolony z uzyskanych wyników oraz z tego, że zespół walczył do końca mimo trudnej sytuacji w meczu. Nie jestem natomiast zadowolony z funkcjonowania pewnych elementów, jeśli chodzi o taktykę i obronę.

Trener koszykarzy Unii Tarnów, Wojciech Krajewski:

 - Czy jest Pan zadowolony z postawy swojej drużyny po kilku kolejkach?
 - No właśnie. Co jest głównym problemem Pana zespołu?
 - Uważam, że postawa graczy wysokich. Gdyby np. w Pruszkowie wykorzystali wszystkie piłki, jakie otrzymali od Masseya i Greena, to może sprawilibyśmy tam dużą niespodziankę. Nie wiem, może to leży poza ich możliwościami psychofizycznymi, ale powtarzam: dopóki nasi wysocy gracze się nie uruchomią, nie ma szans na zwycięstwo. Dlatego testujemy doświadczonego gracza z byłej Jugosławii na "czwórkę". Lecz nie jest to tylko kwestia poszukiwania zawodnika, ale także pieniędzy na tego zawodnika, nie chcemy przekroczyć ustalonego budżetu, by nie mieć później problemów z wypłatami.
 - Jeff Massey twierdzi, że drużynie bardziej przydałby się dobry center, a Jim Havrilla lepiej spisywałby się właśnie na "czwórce"...
 - Ale ja się z tym absolutnie zgadzam, tylko proszę mi pokazać dobrego wolnego centra - to jest obecnie problem wielu klubów. Uważam jednak, że Havrilla ma także możliwości, by grać na "piątce".
 - Skoro jesteśmy przy Havrilli. Na turniejach w Sopocie i Słupsku skarżył się, że jest bardzo zmęczony, gdyż gra cały czas bez wartościowego zmiennika. Czy to nie jest przyczyną jego nieco słabszych momentami występów?
 - Myślę, że granie przez 40 minut jeszcze nikogo nie zmęczyło tak bardzo, by nie miał czasu na odpoczynek. Ja tak dawkuję obciążenia treningowe i wolne dni, że zawodnik ma czas, by zregenerować siły. Myślę, że Jim gra słabiej, gdyż niedawno przyjechała do niego żona z dwójką małych dzieci. Ale z meczu na mecz powinno być lepiej.
 - A jak ocenia Pan postawę nowych graczy?
 - Można być zadowolonym z Masseya i Greena. Green wprawdzie przyjechał z brakami kondycyjnymi, ale zostaje po treningach i dodatkowo ćwiczy. Natomiast nie jestem zadowolony z Romka Rutkowskiego, który, mam nadzieję, rozkręci się, w kratkę gra także Wojtek Żurawski. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że wymieniliśmy praktycznie 4 graczy z pierwszej piątki, jest to więc kwestia zgrania tej drużyny. Proszę spojrzeć na przykład Broka Słupsk, który wyłożył o wiele poważniejsze kwoty na budowę zespołu, a ma - uważam - większe problemy niż my.
 - Wobec tego kiedy - według Pana - można wystawić ocenę drużynie?
 - Myślę, że po pierwszej rundzie po 14 meczach.
 - Kibice kwestionują zwłaszcza zasadność transferu Rutkowskiego...
 - Myślę że jest za wcześnie, by rozliczać zawodnika, należy pozwolić mu wykazać się w nowym środowisku. Dla niego jest to nowy zespół, nowa taktyka, nowe zadania. Najprościej jest usiąść na trybunie i kazać komuś ściąć głowę. Romek wie, że jeśli nie wykorzysta swojej szansy, to być może jego głowa poleci. Dla mnie jednak niecierpliwość kibiców tarnowskich i niektórych byłych działaczy Unii nie jest wykładnią co do przydatności gracza.
 - Czyje więc opinie są tu wiążące?
 - Moja i obecnego zarządu spółki. Nie kieruję się tym, co się mówi na trybunach, bo nie zawsze jest to życzliwe, a przeważnie nie jest. Zresztą zarówno w zeszłym sezonie, jak i obecnym usłyszałem mało przychylnych głosów w stosunku do mnie i mojego zespołu.
 - Jednak Rutkowski i Żurawski nie byli w swoich niedawnych zespołach zawodnikami pierwszopiątkowymi. Może więc to jest powodem ich słabszych występów w Unii?
 - Ale swego czasu Żurawski grał w pierwszej piątce Pogoni Ruda Śląska, a Rutkowski to zawodnik doświadczony i to doświadczenie obliguje go, by grać lepiej.
 - Jednak tego doświadczenia momentami nie widać na parkiecie...
 - U Rutkowskiego wszyscy szukają błędów, natomiast nikt nie szuka pozytywów. Każdy widzi tylko to, że zszedł w jednym z meczów za 5 fauli, co - nawiasem mówiąc - spowodowane było przebytą wcześniej kontuzją, musiał więc nadrabiać brak sprawności boiskowym cwaniactwem, które wyłapywali sędziowie. Natomiast nikt nie pamięta, że na dzień dobry zdobył bardzo ważne 5 punktów. Myślę więc, że jak chce się psa uderzyć, to kij zawsze się znajdzie.
 - Kolejny problem to krótka ławka rezerwowych. Na turniejach w Sopocie i Słupsku, gdy kontuzjowani byli Green i Massey, gra się zupełnie nie układała. A co będzie, jeśli tak się zdarzy w sezonie?
 - Ale nie zakładam, że wypadnie mi od razu dwóch podstawowych rozgrywających, poza tym do zdrowia wraca już Piotrek Sulowski, który ma być ich zmiennikiem. Myślę, że gdyby w innym zespole dwóch rozgrywających złapało jednocześnie kontuzje, byłby ten sam problem, co u nas.
 - A co z resztą, jak choćby z Marculewiczem i Kwiatkowskim? Zwłaszcza ten pierwszy gra bardzo niepewnie.
 - Zgadzam się. Ale to dlatego, że zawsze był on zawodnikiem "ławkowym". Dlatego myślę, że dobrze zrobi mu wypożyczenie w obecnym lub przyszłym sezonie do drużyny pierwszoligowej, gdzie ograłby się i nabrał pewności. Chłopak ten nie ma bezczelnej osobowości, gdy wychodzi z ławki, obojętnie, co się dzieje na parkiecie, gra swoje. Natomiast Łukasz Kwiatkowski nie przepracował okresu przygotowawczego z uwagi na kontuzję - miał miesiąc przerwy i to się teraz odbija. Zresztą on ma takiego pecha od kilku lat.
 - Niektórzy twierdzą, że nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości, gdyż nie trenuje tak ciężko, jak powinien...
 - I to jest kolejny "kij" rzucony z trybun w kierunku mojego zespołu. Dlatego nie przejmuję się tego typu opiniami. Łukasz pracuje na tyle, na ile zdrowie mu pozwala. Na początku okresu przygotowawczego zaczął bardzo ostro i zaraz złapał kontuzję. Każdy gracz ma pewien zakres swojego zdrowia: jeden może pracować po 4 godziny, a innego już 2 godziny mogą potem wykluczyć z grania. Dlatego trzeba przede wszystkim mieć na względzie zdrowie zawodnika.
 - A co z Malinowskim?
 - Waldek jest w tej chwili po kolejnej konsultacji chirurgicznej i prawdopodobnie musi poddać się operacji kolana. W tym sezonie raczej już nie zagra.
 - Z kogo jest Pan wobec tego zadowolony?
 - Szansę wykorzystuje zwłaszcza Grzesiu Radwan, chłopak ma charakter i myślę, że w przyszłości będzie grał na poziomie ligi zawodowej. Wojtek Majchrzak to już uznana marka, teraz idealnie wkomponował się na pozycję nr 3 przy układzie Green - Massey. Można było mieć do niego zastrzeżenia co do procentu celności w Pruszkowie, ale każdy ma jakieś słabsze dni.
 - Niektórzy zarzucają Panu spokojne tłumaczenie koncepcji zawodnikom, gdy w pewnych sytuacjach przydałoby się krzyknąć...
 - Ale skąd oni mogą wiedzieć co mówię, gdy biorę czas, co mówię w szatni czy na odprawie? Uważam więc, iż są to kolejni znawcy, którzy siedzą na trybunach i mają niezaspokojone ambicje, być może nawet w prowadzeniu tego zespołu. Apeluję natomiast do wszystkich, którzy mają możliwość pomóc temu zespołowi, żeby to uczynili. Nie róbmy z Unii miejsca, gdzie tylko każdy walczy o stołek, lecz niech to będzie jedna wspólna sprawa, żeby stworzyć w Tarnowie zespół, który będzie w stanie powalczyć z Pruszkowem czy też Włocławkiem.
 - Chodzi Panu o kwestie finansowe?
 - Finansowo - organizacyjne, gdyż podzielone środowisko tarnowskie odpycha sponsorów. Mam tu na myśli podziały polityczne i ambicjonalne, z tego tytułu, że ktoś był, a nie jest już w spółce. Do Pruszkowa wchodzi obecnie kolejny sponsor i prezes rady nadzorczej klubu wypowiada się oficjalnie, że mają w tej chwili 3 miliony dolarów na zespół. No to ja pytam, gdzie my jesteśmy jako Unia Tarnów?... Dziękuję przy okazji osobom życzliwym, bo uważam, że należy szanować tego, co daje milion jak i tego, który daje złotówkę.
 - Rozczarowanie kibiców bierze się pewnie z rozbudzonych apetytów po 6. miejscu dwa sezony temu i słabych występach w ubiegłym...
 - Ale żeby było to 6. miejsce, nie trzeba krytykować, tylko utożsamiać się z zespołem i pomagać. Przecież my nie robimy nic, by ten zespół spadł, lecz chcemy zajść jak najwyżej. Musi być także pomoc finansowa od władz miasta, bo same Zakłady Azotowe nie są w stanie zbudować zespołu na poziomie najlepszych w lidze. A promocja jest - w końcu nazywamy się Unia Tarnów, a nie Unia Mościce... W miastach, w których pracowałem wcześniej, znam bardzo dobrze prezydentów, a w Tarnowie za niedługo będę już rok, ale z władzami nie miałem jeszcze przyjemności się spotkać. Dlaczego w Tarnowie nie mielibyśmy zbudować koszykarskiej potęgi? Wszyscy muszą jednak ciągnąć sznurek w tym samym kierunku. Natomiast ci, którzy są nam wrodzy, niech przynajmniej nie przeszkadzają.

Rozmawiała: JUSTYNA KŁĘK

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie