Rachunek dla średniaka

Redakcja
Marek, lat 51: dwa zawały i utrata firmy. Grzegorz, lat 47: po drugim zawale, walczy o utrzymanie 37-osobowego zakładu. Piotr, rówieśnik Grzegorza: dwie upadłości, zwolnienie ponad 200 pracowników, utrata maszyn i domu w stanie surowym, rozwód. Wiesław, lat 43: upadłość firmy, 47 pracowników na zasiłkach, utrata mieszkania, żona po ciężkim załamaniu nerwowym, dzieci zrezygnowały ze studiów. Paweł: ścigany przez skarbówkę, na granicy upadłości, 83 pracowników w stresie.

   T_ych kilku Małopolan - z Krakowa, Tarnowa, Nowego Sącza, Chrzanowa - reprezentuje rzeszę przedsiębiorców, którzy w latach 90. podjęli współpracę w firmami państwowymi oraz spółkami z udziałem (przeważnie większościowym) skarbu państwa - należącymi do tzw. starych gałęzi przemysłu, głównie hutnictwa i górnictwa. Branże te, podtrzymywane przez półtorej dekady dzięki rekordowemu w historii Polski wsparciu z kieszeni podatników (na samo górnictwo poszło 40 mld zł, czyli ponad tysiąc złotych od każdego Polaka), mają się dziś całkiem dobrze, przede wszystkim za sprawą wyśmienitej koniunktury na stal i węgiel w dwóch ostatnich latach. Jastrzębska Spółka Węglowa, fedrująca w większości drogocenny węgiel koksujący, zarobiła na czysto ponad miliard złotych. Również hinduski Mittal ubił dobry interes, przejmując Polskie Huty Stali tuż przed stalowym boomem na światowych rynkach.
   Molochy mają więc dziś furę pieniędzy, a ich załogi żądają podwyżek i utrzymania nieistniejących już gdzie indziej przywilejów socjalno-płacowych. O związanych z tym niepokojach zawsze było - i na pewno będzie - głośno. Stosunkowo niewiele mówi się natomiast o losie kilkunastu tysięcy małych i średnich przedsiębiorców, którym przyszło zapłacić za przetrwanie i dzisiejsze dobre samopoczucie popaństwowych (PHS, obecnie, po kolejnej zmianie nazwy - Mittal Steel Poland) bądź wciąż państwowych (kopalnie) gigantów.
   Trudno policzyć straty średniaków, ale dość łatwo opisać mechanizm, za sprawą którego pozycja ekonomiczna wielu dobrze prosperujących firm została zachwiana, a dziesiątki tysięcy ludzi straciło robotę.
- Pod hasłem ratowania miejsc pracy w starych branżach państwo przeprowadziło brutalną akcję niszczenia firm prywatnych. Bilans jest ujemny, więcej etatów zamordowano niż uratowano_ - uważa Piotr, który 12 lat temu przejął od ojca dobrze prosperujący zakład remontowo-budowlany.
   "Czy małe prywatne firmy muszą być - w majestacie prawa - okradane przez wielkie państwowe przedsiębiorstwa?" - pytał Paweł w rozpaczliwym liście do ministra finansów.

Mittal to ma klawe życie

   Podobnych listów nadeszło do ministerstwa oraz izb skarbowych mnóstwo. Pisali je w zasadzie wszyscy przedsiębiorcy współpracujący z hutami, kopalniami itp., którym kontrolowane przez państwo firmy winne były jakieś pieniądze. A były prawie wszystkim...
   W przypadku wymienionych przedsiębiorców z Małopolski chodziło o kwoty od 620 tys. do 4 mln zł. Dla niewielkich (ok. 30 pracowników) i średnich (do 200 osób) firm prywatnych były to pieniądze decydujące często o być albo nie być. Czy ktokolwiek przejął się tym, że przedsiębiorcy mogą stracić dorobek życia, a ich pracownicy podstawę utrzymania rodzin? Przyjrzyjmy się temu na przykładzie przeciętnej, zatrudniającej 83 wykwalifikowanych pracowników, krakowskiej firmy H., która od początku lat 90. współpracowała z Hutą Sendzimira (HTS) i Hutą Katowice (HK).
   Potężne opóźnienia w płaceniu należności przez całą poprzednią dekadę były w przypadku przedsiębiorstw państwowych i spółek skarbu państwa czymś normalnym. Prywatni kontrahenci radzili sobie z tym dzięki przyzwoitej koniunkturze na rynku. Gdy zaczęła się ona kończyć, pojawiły się zatory płatnicze, doszły do tego patologie (np. osławione "wydmuszki") i firmy zaczęły mieć coraz większe kłopoty.
   - Sytuacja stała się kuriozalna - opowiada Paweł, współwłaściciel firmy H. - Nie miałem z czego zapłacić urzędowi skarbowemu, choć na papierze zarabiałem gigantyczne pieniądze. Długi ściągało się coraz oporniej.
   Szczególnie ciężko szło odzyskiwanie należności od hut. Wciąż państwowe wówczas molochy miały miliardowe straty, które momentalnie wykończyłyby każdego normalnego przedsiębiorcę niekorzystającego z budżetowego wsparcia i taryfy ulgowej w urzędach skarbowych, ZUS i innych kontrolowanych przez państwo instytucjach. Nie płaciły nikomu (albo płaciły wybranym). Drobniejsi wierzyciele, zwłaszcza ci, którzy równocześnie stracili pieniądze w innych transakcjach (np. przez "wydmuszki") znaleźli się na krawędzi bankructwa. Wydobycie zapłaty od hut stało się dla nich często jedyną szansą na przetrwanie. Jednak prawie nikt tych pieniędzy nie zobaczył.
   - I żeby było już zupełnie tragicznie - państwo, które jako właściciel hut odpowiadało za ich długi, żądało od nas podatków od kwot istniejących wyłącznie na papierze - żali się Paweł.
   Tylko sama HTS była winna firmie H. ponad 443 tys. zł. Tyle widniało na fakturach wystawionych przez Pawła, podpisanych i uznanych przez hutę. A co podpisane i uznane, to - zgodnie z prawem - podlega opodatkowaniu. Paweł miał więc w ręku ważne faktury - i musiał skarbówce zapłacić podatek, niezależnie od tego, czy HTS uregulował należność czy nie.
   - Warto zwrócić uwagę, że zgodnie z prawem z chwilą podpisania faktury huta uzyskała prawo do odliczenia podatku VAT, co zresztą uczyniła. Ja miałem ten VAT zapłacić. Od kwoty, której nie widziałem na oczy - kontynuuje Paweł.
   Podejmowane przez niego i setki przedsiębiorców znajdujących się w podobnej sytuacji próby odzyskania należności od HTS zakończyły się fiaskiem. W końcu huta wdrożyła postępowanie układowe z wierzycielami. W większości podobnych przypadków dłużnicy proponują umorzenie około połowy długu i spłatę reszty w ratach rozłożonych na możliwie wiele lat. Tak było i tym razem, ale prywatni wierzyciele przerażeni takim rozwiązaniem za pierwszym razem zablokowali układ. Jednak drugie postępowanie zakończyło się sukcesem HTS.
   - Mali i średni przedsiębiorcy zostali przegłosowani przez dużych wierzycieli HTS, wśród których pierwsze skrzypce grały inne przedsiębiorstwa kontrolowane przez państwo: kopalnie, koksownie, zakłady energetyczne, PKP. W wyniku zawartego układu mojej firmie zabrano bezpowrotnie z należnych pieniędzy z górą 173 tys. zł, a pozostałe ponad 200 tys. otrzymuję w kwartalnych ratach - po 4 tys. zł! Na spłatę całości huta ma 5 lat - wyjaśnia Paweł.
   Huta, czyli obecnie Mittal Steel Poland, część największego stalowego koncernu świata. - Czy to nie ironia, że państwo poszło na rękę potentatowi, kosztem tysięcy niewielkich firm, takich jak nasze? - pyta retorycznie Piotr.
   Nie tylko w jego ocenie postępowanie układowe w polskich hutach zachwiało sytuacją ekonomiczną kilku tysięcy przedsiębiorców. Wielu tego nie przeżyło. Zwłaszcza że fiskus nie bardzo przejmował się tym, czy otrzymali oni zapłatę od państwowych gigantów.
   Zgodnie z prawem - żądał pieniędzy natychmiast.

Odprawieni

   Piotra współpraca z HTS kosztowała ponad pół miliona, a z KH - blisko 200 tys. zł. Markowi, który od początku lat 90. współpracował z kopalniami, takie kwoty nie spędzają snu z powiek. - Zawału dostałem dopiero po 4 milionach - mówi.
   Przez niespełna dekadę Marek uczestniczył łącznie w dwóch gruntownych i trzech pomniejszych oddłużeniach spółek węglowych. Za każdym razem tracił mniej więcej połowę należności. Prawdziwie krytyczny moment w historii jego pierwszej firmy nastąpił jednak dwa lata temu, w chwili przekształcenia głównych kontrahentów - pięciu spółek węglowych - w Kompanię Węglową, największy koncern wydobywczy w Europie. Państwo - właściciel spółek - zastosowało ciekawy mechanizm: przeniosło do kompanii cały majątek i ponad 80 tys. pracowników, a w likwidowanych spółkach węglowych zostawiło długi (kompania wzięła na siebie tylko ich część). W efekcie większość kontrahentów kopalń znalazła się z dnia na dzień w dramatycznej sytuacji - nie tylko zostali pozbawieni zapłaty za wykonane usługi oraz dostarczone maszyny i materiały, ale i nie mieli od kogo się tej zapłaty domagać.
   - Wkrótce doszło do wzrostu bezrobocia na Śląsku - zauważa Piotr. - Na pewno nie było ono skutkiem redukcji zatrudnienia w kopalniach! W urzędach pracy próżno szukać górników. Wszyscy zostali objęci rządowym programem osłon socjalnych: wzięli odprawy, przeszli na wcześniejsze emerytury i solidne zasiłki przedemerytalne. Poszły na to miliardy złotych z budżetu państwa, w tym - o paradoksie! - podatki zapłacone przez moją firmę od kwot, których nigdy od kopalń nie dostałem! Moja firma, jak wiele innych, nie przeżyła kolejnej "restrukturyzacji" kopalń. Oczywiście moi pracownicy z żadnego programu osłonowego skorzystać nie mogli, bo go po prostu nie było...
   Nie przeżył też zakład Wiesława. - Miałem z odsetkami prawie milion złotych w hutach i kopalniach - _tłumaczy były przedsiębiorca, dziś na rencie. - Na papierze byłem krezusem. To skarbówka, zgodnie z prawem, żądała podatków od zafakturowanych kwot. Coś tam rozłożyli na raty, przesuwali terminy, ale o umorzeniu słyszeć nie chcieli. A przecież to państwowe firmy narobiły mi dziadostwa. To co? Jedną ręką państwo, przez te firmy, mnie okrada, a drugą bezwzględnie skubie "należności" od tego, co nie zapłaciło?!_
   "Czy państwo, jako właściciel - były i obecny - hut, kopalń i innych gigantów - nie ma sobie nic do zarzucenia?" - pytał w cytowanym już liście do MF Paweł z firmy H., prosząc o umorzenie podatków od dochodów, których faktycznie nie osiągnął. "Najpewniej suma zasiłków, jakie przyjdzie wypłacić moim pracownikom, będzie znacznie wyższa od kwot, o których umorzenie ośmielamy się prosić" - argumentował.
   Ale ani ministra, ani lokalnej skarbówki nie przekonał.

Państwo i niepaństwo

   - Takie rozumowanie jest daleko idącym uproszczeniem - komentuje Piotr Jędrzejczak, dyrektor krakowskiej Izby Skarbowej. - Bo trzeba wyraźnie odróżnić przedsiębiorstwa, w których państwo ma udziały, od budżetu państwa.
   Każda z "państwowych" firm, tłumaczy dyrektor, ma osobny byt prawny: status przedsiębiorstwa państwowego, jednoosobowej spółki skarbu państwa czy też spółki z udziałem skarbu państwa. Każda ma swoje władze, które odpowiadają za działalność firmy, w tym - jej zobowiązania. Z punktu widzenia organów skarbowych nie ma znaczenia, kto jest właścicielem (udziałowcem) firmy.
   - Nie wolno nam dzielić podmiotów gospodarczych na takie, w których państwo macza palce, i takie, w których nie macza. Nie można więc również dzielić wierzycieli na tych, którzy mają należności u podmiotów "państwowych" i "niepaństwowych". Prowadziłoby to do nierównego traktowania podmiotów gospodarczych i byłoby niesprawiedliwe. Przecież jakiś przedsiębiorca, którego dłużnikiem jest podmiot prywatny, mógłby zapytać: czemu ulgowo traktujecie wierzycieli firm państwowych, a ode mnie żądacie zapłaty? - tłumaczy Piotr Jędrzejczak.
   I dodaje, że każda sprawa wymaga indywidualnego podejścia. - Jeśli ktoś przychodzi i mówi: mam zaległości, ale mam też program naprawczy, zapłacę kapitał, ale odpuście mi odsetki, za to zrobię coś dla rozwoju firmy, obrony miejsc pracy - podejmujemy rozmowę i staramy się działać racjonalnie - zapewnia dyrektor izby. Przypomina też, że wszyscy przedsiębiorcy, niezależnie od formy własności, mogli skorzystać z ustaw oddłużeniowych (Kołodki) i pozbyć się zobowiązań publicznoprawnych nawet za 10 proc. ich wartości. Wielu tak uczyniło.
   - Wielu jednak nie zdążyło - odpowiada Piotr, który tuż przed wejściem w życie wspomnianych przepisów musiał zwolnić blisko 200 osób. On i wielu innych obawia się, że to jeszcze nie koniec "oddłużeń wielkich kosztem średniaków". Na razie huty i kopalnie mają się dobrze, ale kiedy skończy się stalowo-węglowa koniunktura… A już się kończy.
ZBIGNIEW BARTUŚ
Zdjęcia: Anna Kaczmarz

Komentuje Anna Adamkiewicz,

p.o. zastępca dyrektora Biura Komunikacji Społecznej Ministerstwa Finansów:

   - Podejmowane w minionych latach przez rząd działania mające na celu oddłużenie przedsiębiorców nie były adresowane wyłącznie do przedsiębiorstw państwowych ani też spółek z większościowym udziałem skarbu państwa. Z oddłużenia przewidzianego Ustawą z 30 sierpnia 2002 r. o restrukturyzacji niektórych należności publicznoprawnych od przedsiębiorców mogli skorzystać wszyscy przedsiębiorcy, niezależnie od wielkości i statusu prawnego. Jak wynika z danych będących w dyspozycji Ministerstwa Finansów, wnioski o restrukturyzację zaległości podatkowych złożyło 60 363 przedsiębiorców, z czego jedynie 328 pochodziło od dużych firm, a pozostała część, tj. 60 035 - od małych i średnich. Warunki restrukturyzacji zaległości objętych restrukturyzacją były takie same dla wszystkich: zrealizowanie programu restrukturyzacyjnego, uiszczenie opłaty restrukturyzacyjnej oraz brak zaległości z tytułu należności nieobjętych restrukturyzacją (w tym bieżących).
   W wyniku wejścia w życie ustawy o restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego w latach 2003-2006 doszło do restrukturyzacji zadłużenia przedsiębiorstw górniczych. Zgodnie z założeniami ustawy, umorzeniu z mocy prawa podlegały jednak jedynie zobowiązania publicznoprawne. Kwestia restrukturyzacji zobowiązań cywilnoprawnych może być rozwiązana jedynie w drodze indywidualnych negocjacji pomiędzy spółkami węglowymi a ich wierzycielami. Nie ma więc w takim przypadku mowy o oddłużaniu przedsiębiorstw górniczych kosztem prywatnych firm. Należy również podkreślić, że w wyniku restrukturyzacji i sprzedaży podmiotów publicznych (jak to miało miejsce w przypadku PHS) wierzyciele mogą się spodziewać większego zaspokojenia roszczeń niż w procesie upadłości, która groziła zarówno przedsiębiorstwom górniczym, jak i hutom żelaza i stali.

Wyższe mandaty od skarbówki z początkiem maja

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie