Radny Tata Tasiemka

Redakcja
Kilka dni temu posłowie uznali zarobki przedstawicieli władz samorządowych za nieprzyzwoicie wysokie i postanowili je ograniczyć. Zyskali tym zapewne uznanie wyborców, bowiem ludzie mają naturalną skłonność do wytykania innym wysokich zarobków, zamiast troszczyć się o powiększenie własnych, co jest sprawą nieporównywalnie trudniejszą. Sami radni, doświadczeni tą operacją, zareagowali rozmaicie. Prywatnie nie kryją zniesmaczenia, publicznie nadrabiają dobrą miną. - Tak kochamy samorządową robotę, że możemy ją wykonywać nawet darmo - deklarują co poniektórzy. - Ale że żyć z czegoś trzeba, poszukamy dodatkowych zarobkowych zajęć.

Jan Rogóż

 Jasne. Dobry radny, to człowiek zaradny. Byle tylko w zgodzie z prawem. A różnie z tym bywa. Ostatnio aresztowano w Grajewie radnego, który okazał się być hersztem gangu wymuszającego haracze od miejscowych kupców. Fakt zapewne odosobniony, ale nie bezprecedensowy. W przeszłości nieraz już zdarzało się gangsterom zasiadać na radzieckich stołkach, sięgać po wysokie urzędy.
 Najgłośniejszym polskim przypadkiem była w latach 30. sprawa Łukasza Siemiątkowskiego, radnego stołecznego miasta Warszawy, zwanego w zupełnie innych kręgach "Tatą Tasiemką".
 Tata urodził się w roku 1876 w Milanówku, jako nastolatek zaczął pracę zarobkową w fabryce włókienniczej, gdzie zetknął się z konspiracją, ruchem robotniczym i niepodległościowym. Potem przeniósł się do Warszawy, został członkiem i bojowcem PPS. Po wybuchu wojny działał w wywiadzie na rzecz Legionów, dokonywał zamachów na carskich i niemieckich szpicli. Aresztowany w 1918 r., został skazany na rozstrzelanie i przewieziony do Modlina. Odzyskał wolność trzy dni przed egzekucją, 11 listopada.
 Z tych lat prócz pamięci o zasługach, niewątpliwych, których nikt nie kwestionował, pozostały mu rozległe znajomości. Liczni jego współtowarzysze zostali dygnitarzami, ludźmi z pierwszych stron gazet. Tasiemka, niezbyt okrzesany, półanalfabeta, szansę na karierę w pokojowych czasach miał niewielką. Robił więc nadal to co dotychczas, był aktywistą partii i wykonywał polecenia. Czasy politycznie były bardzo burzliwe, demonstracje, wiece kończone bijatykami, strzelaniną nie należały do rzadkości. Komuniści, endecy, socjaliści, chadecy naparzali się przy lada okazji, oskarżając wzajemnie o prowokacje. Wyzwiska i obelgi na łamach partyjnych organów prasowych wspierano na ulicy pałką, kastetem, browningiem. Siemiątkowski brał udział w tych awanturach, niepostrzeżenie zamieniając swoją romantyczną sławę bojowca na mało honorową sławę bojówkarza. Niezbyt biegły w gabinetowych subtelnościach politycznej gry na szczycie, wiernie służył jednej koterii, jej ludzie zaś umieli się odwdzięczyć. Wystawiono go jako kandydata w wyborach samorządowych. Wprawdzie na 28. miejscu, ale PPS zdobyła w radzie akurat tyle właśnie miejsc i nieoczekiwanie Tasiemka został radnym.
 Mógł teraz swe rozliczne zajęcia spełniać z o ile większą godnością, spowity w splendor osoby publicznego zaufania. Jakie to były zajęcia? Różnej wagi, niekiedy drobne przysługi. Ot, na przykład na pogrzebie generała Konarzewskiego rąbnięto portfel, i to nie byle komu, bo samemu ministrowi spraw wewnętrznych Sławoj Składkowskiemu. - Jestem więc okradziony! - opisywał to wydarzenie w wydanych w Londynie w 1957 roku wspomnieniach Sławoj Składkowski. - Ładny kawał - minister spraw wewnętrznych okradziony na oczach komisarza rządu oraz policji mundurowej i tajnej w sercu Warszawy! Robi się zamieszanie i normalna praca ministerstwa ulega gwałtownemu zakłóceniu... Gdy energiczne śledztwo w sprawie mego skradzionego portfela nie posunęło się w ciągu dwóch długich kompromitujących dni ani trochę naprzód, wezwany został do referatu śledczego Komisariatu Rządu, jako ostatni ratunek, sam Tata Tasiemka. Następnego dnia listonosz przyniósł do ministerstwa wyjęty z puszki pocztowej portfel z fotografiami i legitymacjami, ale na miejscu pieniędzy była tylko zmięta kartka papieru, na której twardym ołówkiem stało naskrobane dużymi koślawymi literami: Panie miniszcze, trza lepij pilnować złodziejów.

 Przy tej okazji minister Sławoj Składkowski we wspomnieniach poświęca kilka słów samej postaci Taty Tasiemki: "W roku 1905 Tata Tasiemka spisywał się niezgorzej w walce o wolność ludu, ale potem - podupadł... Podobno żyje ze skromnych - `darów` przekupniów Kercelaka, otaczając ich za to opieką przed atakami hultajów i rzezimieszków. Choć ma już koło pięćdziesiątki, siwiznę i nos spirytusowy, umie jeszcze jednym uderzeniem dłonią "na kant" w szczękę powalić człowieka na ziemię. Ostatnio podobne sprawy załatwiają za niego `chłopcy`, których kilku stale dyskretnie dyżuruje na Kercelaku dla utrzymania ładu i porządku".
 Tyle o Tacie Tasiemce wiedział minister spraw wewnętrznych, zwierzchnik policji. Inni wiedzieli znacznie więcej, ale skarżyć się nie bardzo było komu. Bomba wybuchła dopiero w lutym 1932 roku, gdy zmieniła się konstelacja na szczytach władzy. Odeszli politycy, których człowiekiem był Tasiemka. Pozostał bez opiekunów; więcej - wydany na pożarcie ich zwycięskim rywalom. 26 lutego 1932 Siemiątkowski został aresztowany. Cała Polska i minister Sławoj Składkowski mogli nazajutrz ze wszystkich gazet, niezależnie od ich orientacji politycznej, dowiedzieć się, jak wyglądała "opieka" Tasiemki nad kupcami warszawskiego targowiska.
 Akt oskarżenia w procesie, który rozpoczął się w lipcu 1932 r. zarzucał jemu i współoskarżonym "chłopcom" udokumentowane 44 przypadki samosądów i stosowania terroru, przy użyciu rozmaitych metod wobec kupców, rzemieślników, chałupników i tragarzy z okolic placu Kercelego. Na ofiary nakładano "podatki", kto nie chciał płacić, był bity lub grożono mu śmiercią. Opornym kupcom nakładano dodatkowy podatek, "gwoździowe". Banda zabijała deskami stragany, uniemożliwiając handel; kupiec, który odbił deski bez zapłacenia "gwoździowego", był katowany nieraz do utraty życia. Do płacenia haraczu każdy pretekst - jak zeznawali świadkowie - był dobry. Gdy kupcy pokłócili się między sobą, w jednej z pobliskich knajp zbierał się "sąd", na którym Tasiemka rozstrzygał spór, strony płaciły za sesję "sądu", a nadto fundowały przyjęcie dla członków gangu.
 Gangsterzy czuli się całkowicie bezkarni. Na pytanie adwokata, jak zachowywała się policja, jeden ze świadków odpowiedział, iż nie interweniowała. Gdy złożył skargę na posterunku, poradzono mu oddać sprawę do sądu. - Dlaczego nie zwracał się pan do sądu? - zapytał z kolei przewodniczący składu sędziowskiego. - Nie było nigdy świadków - wyjaśnił pokrzywdzony. - Tak samo ich terroryzowano. Oskarżony Jakubczak mówił mi: "Gdzie ty biedaku znajdziesz wyższą władzę ode mnie". Powtarzał te słowa i bił pałką lub rewolwerem po głowie.
 Mimo iż oskarżeni nie przyznawali się do końca do winy, dowody były tak oczywiste, iż zapadł wyrok skazujący. Tasiemka - Siemiątkowski dostał trzy lata, pozostali oskarżeni od 6 do 2 lat.
 Podczas II wojny światowej, w okupowanej Warszawie Tasiemka parał się rozmaitymi zajęciami. Okazjonalnie bywał nawet tzw. stojakiem w grze "w trzy karty", osobą pozornie niezwiązaną z prowadzącym grę, która niby przypadkiem, podchodzi, gra i wygrywa, by zachęcić innych do postawienia. Jednak jego podstawowym zajęciem były skoki na dworcach kolejowych na niemieckie wagony z bronią. W listopadzie 1942 roku został wraz z synem aresztowany i osadzony na Pawiaku. W styczniu 1943 roku wywieziono obu do obozu w Majdanku. Według relacji świadków, którzy się z nimi wówczas zetknęli, zarówno w więzieniu jak i w obozie Siemiątkowski zachowywał się bardzo godnie i przyzwoicie. Siemiątkowskiemu synowi udało się zbiec podczas transportu do innego obozu. Ojciec, Tata Tasiemka, zmarł w Majdanku w roku 1944 na tyfus.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie