Rafał Grodzicki w nowych rolach: ekspert w telewizji, zawodnik w Jutrzence. "Nie przeszkadza mi, że to IV liga. Kocham piłkę nożną"

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Rafał Grodzicki (z prawej) jest krakowianinem, gry w piłkę uczył się w Cracovii. Karierę zrobił jednak poza rodzinnym miastem. Występował w ekstraklasie ponad 10 lat - w GKS-ie Bełchatów, Ruchu Chorzów i Śląsku Wrocław, w dorobku ma dwa tytuły wicemistrza Polski.
Rafał Grodzicki (z prawej) jest krakowianinem, gry w piłkę uczył się w Cracovii. Karierę zrobił jednak poza rodzinnym miastem. Występował w ekstraklasie ponad 10 lat - w GKS-ie Bełchatów, Ruchu Chorzów i Śląsku Wrocław, w dorobku ma dwa tytuły wicemistrza Polski. Andrzej Banaś
- Nie mam zamiaru pojawiać się raz w tygodniu na treningu i grać mecz, nie. Chcę być na każdej jednostce treningowej, być za każdym razem do dyspozycji Piotrka, czyli trenera. Być może swoim przykładem dać możliwość większego rozwoju chłopakom, którzy też są w Jutrzence - mówi Rafał Grodzicki. 37-latek, mający za sobą 270 występów w ekstraklasie, będzie teraz grał w IV-ligowej ekipie z Giebułtowa. Z profesjonalną piłką - po odejściu z Motoru Lublin - pożegnał się jako zawodnik, ale wygląda na to, że wciąż będzie w niej obecny, już w innej roli.

Streszczę Pana ostatniego tweeta: w czwartek robota w telewizji, w sobotę "mecz na szczeblu, na którym jeszcze nie występowałem", w niedzielę robota w telewizji. To wyjątkowy tydzień czy kolejne też tak mogą wyglądać?

Tego jeszcze nie wiem. Na pewno padła propozycja z TVP Sport. Generalnie można powiedzieć, że na razie próbuję się w tej roli i zobaczymy, czy zdam egzamin.

W roli komentatora-eksperta, tak?

Tak. W czwartek jestem ekspertem w studio Polsatu Sport (przy okazji meczu Śląsk Wrocław - Hapoel Beer Szewa - przyp.). Z kolei w niedzielę będzie już komentowanie spotkania - razem z Tomkiem Jasiną w TVP Sport (Motor Lublin - Ruch Chorzów - przyp.). To nie będzie debiut, już to robiłem.

Staje się Pan grającym komentatorem. Bo butów na kołku Pan nie zawiesza.

Nie. Póki jeszcze mogę pobiegać, pobawić się i robić to, co kocham. Mnie nie przeszkadza, że to jest czwarta liga, że klub nazywa się Jutrzenka Giebułtów. Mnie osobiście ten klub pasuje, jest rzut beretem od domu, to prawie dzielnica Krakowa. Jadę do Giebułtowa dosłownie chwilkę. A dzięki temu, że to jest, powiedzmy, amatorska liga, mam czas na inne rzeczy i mogę tym innym rzeczom bardziej się poświęcić.

Zejście z podstawowego składu drużyny II-ligowej na poziom IV ligi to w zasadzie deklaracja o zakończeniu profesjonalnej kariery piłkarskiej.

Myślę, że wystarczy mi w PESEL zajrzeć, i każdy już chyba będzie wiedział, że to jest koniec tej fajnej dla mnie przygody. Są piłkarze, którzy już nie bawią się w takie rzeczy po tym, jak kilka lat spędzili na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, ale tak jak powiedziałem wcześniej: ja piłkę nożną kocham, całe życie w nią grałem. Jeśli mam chodzić na siłownię, biegać po parku czy lesie, to wolę jeździć na treningi, trenować z chłopakami, kopać piłkę, kontynuować tę przygodę.

Wybór klubu przypadkowy nie jest. Trenerem Jutrzenki jest Piotr Powroźnik, z którym grał Pan w Cracovii i w Górniku Wieliczka.

To jest najważniejsza osoba, która połączyła mnie i Jutrzenkę. To Piotrek pierwszy do mnie zadzwonił, to Piotrek wydzwaniał do mnie przez kilka tygodni. Ja generalnie w sposób kulturalny odmawiałem, bo jeszcze nie wiedziałem, co chcę robić, czy chcę się jeszcze bawić w zawodową piłkę. Bo nie ukrywam, miałem propozycje - nawet z drugiej ligi, z klubu, który walczył w poprzednim sezonie o awans na poziom I-ligowy. Ale stwierdziłem, że jest to za daleko od Krakowa. Przez ostatnie cztery lata bardzo rzadko tutaj bywałem, z Lublina to 300 kilometrów. I uznałem, że lepiej już pobawić się w piłkę tu na miejscu, dając sobie czas na to, żeby robić ewentualnie jakieś inne, dodatkowe rzeczy przy piłce. Okazja się natrafiła od razu, kiedy zacząłem trenować z Jutrzenką pojawiły się propozycje od Bożydara Iwanowa na czwartkowy mecz, i od Tomka Jasiny na niedzielne spotkanie. Składa mi się to fajnie, mam nadzieję, że nie dam plamy i nasza współpraca będzie kontynuowana.

Jakie ma pan komentatorskie doświadczenia?

Miałem już okazję komentować mecz Motoru z Garbarnią, z Tomkiem Jasiną. Podobało mi się. Chociaż przed meczem byłem bardzo zestresowany, bardzo mi pomógł Tomek i poszło bez problemu. Jak najbardziej, widzę się w tej roli. Jeśli dostałem szansę, to dlaczego mam jej nie wykorzystać?

Stres? Wcześniej mnóstwo razy wychodził Pan na stadiony przy pełnych trybunach.

Czasami jest łatwiej biegać i myśleć na boisku, niż coś mówić... A poza tym, jak się robi coś pierwszy raz w życiu, to towarzyszy temu stres. Tym bardziej, że chce się coś zrobić bardzo dobrze. Ja zawsze miałem takie podejście. Zresztą Łukasz Surma, który rozegrał ponad pół tysiąca spotkań na najwyższym ligowym poziomie, powiedział mi kiedyś, że na każdy mecz wychodził zestresowany: "Dlatego się stresuję, bo chcę dać z siebie maksa. Jakbym się nie stresował, to znaczyłoby, że trzeba z tym kończyć, bo człowiekowi już nie zależy". I ze mną też tak jest: jak coś robię na maksa, to się stresuję, dzięki temu jestem w 100 procentach skoncentrowany na tym, co się robi.

A pracę trenerską zamierza pan kontynuować? W Motorze był pan przecież asystentem trenera Mirosława Hajdo. Bierze Pan pod uwagę, żeby pójść też tą drogą?

Generalnie nikt nie mówił o tym, że zostałem asystentem trenera, ja też nie, bo bez sensu było dolewać oliwy do ognia. Miałem przez to dużo problemów, aczkolwiek summa summarum mi się to spodobało. Na pomysł, żebym łączył dwie funkcje, wpadł Leszek Bartnicki (ówczesny prezes Motoru - przyp.), który zaproponował mi taką umowę. Dotknąłem asystentury, dotknąłem trenerki w troszkę bliższej odległości. Nie widzę się na dzień dzisiejszy w roli pierwszego trenera, ale jeśli dostałbym propozycję jako asystent, to myślę, że bym się nadawał. Albo inaczej powiem: chciałbym. Chciałbym być asystentem, który może pomóc, ale też się uczy tego fachu, ma margines błędu. Więc nie mówię nie, jednak w tym momencie będę grał w Jutrzence i dostałem propozycję bycia ekspertem, komentatorem. I na tych sprawach się skupiam.

Powrót do domu, do Krakowa to dla Pana ważna rzecz?

Bardzo ważna. Mieszkałem w różnych miastach w Polsce. Jednym z najpiękniejszych jest Wrocław, mimo wszystko Kraków jest numerem 1. Rodzina, przyjaciele, miejsca, w których się wychowałem, które znam od podszewki... Jestem tu już ponad miesiąc i podoba mi się to, że jak mam dzień wolny, to mam się z kim spotkać, mam wiele innych zajęć. I nie muszę, jak w Lublinie przez ostatnie dwa lata, siedzieć po treningu w pustych ścianach i patrzeć w telewizor.

Jak będą wyglądały Pana treningi w Jutrzence? Tak jak reszty drużyny czy jednak będzie miał pan mniej jednostek treningowych niż młodsi zawodnicy?

To teraz wrócę do odpowiedzi na jedno z wcześniejszych pytań. Że jak już człowiek się poświęca, to musi dawać z siebie 100 procent. Nie 80 czy 50. Przychodząc do Jutrzenki abstrahuję od tego, która to jest liga. Ja mam w naturze - i myślę, że dzięki temu doszedłem do czegoś - że jak już coś robię, to robię na 100 procent. Nie mam zamiaru pojawiać się raz w tygodniu na treningu i grać mecz, nie. Chcę być na każdej jednostce treningowej, być za każdym razem do dyspozycji Piotrka, czyli trenera. Być może swoim przykładem dać możliwość większego rozwoju chłopakom, którzy też są w Jutrzence. To samo powiedziałem prezesowi: "Panie prezesie, ja nie przychodzę do pana po to, żeby tylko być". Chcę normalnie pracować. I jego też namawiam do tego, żeby iść do przodu, małymi kroczkami, żeby klub rozbudować, aby w Jutrzence było dużo młodzieży i fajnie to funkcjonowało.

W IV lidze to sezon, w którym awansu nie wywalczycie i pan pewnie zdaje sobie z tego sprawę.

Z tego, co obiło mi się o uszy w krakowskim środowisku, to jedna z drużyn już awansowała, już na 100 procent.

Słyszę ten sarkazm.

Tak jest. Generalnie wiadomo, że ten sezon ogólnie jest brutalny dla drużyn czwartoligowych, bo utrzyma się w każdej grupie tylko osiem zespołów. Trzeba więc walczyć o najwyższe cele, żeby wylądować w tej ósemce. Rozmawiamy o awansie: tak, wszyscy uważają Wieczystą za faworyta tej ligi, i słusznie. Może okazać się, że każda strata bramki przez Wieczystą to już będzie sensacja. Ale piłka nożna widziała różne przypadki. Dwa lata temu Wieczysta nie potrafiła awansować z piątej ligi, wtedy drugi zespół Garbarni wywalczył awans.

Nowa liga Wieczystej. Stadiony, trenerzy, zasady awansu. Oto...

Widzę, że jest pan na bieżąco.

Pewnie, że jestem na bieżąco. Ja jestem z Krakowa, to nie jest tak, że nie interesowało mnie to, co działo się w Krakowie. Tym bardziej że mam przyjaciela, który prowadzi Okocimskiego Brzesko, cały czas jesteśmy na łączach, wymieniamy się informacjami... A wracając do tematu: piłka nożna to chyba jedyna zespołowa dyscyplina sportu, w której mając w drużynie nawet największe gwiazdy można mecz przegrać. W siatkówce jest to raczej niemożliwe, w koszykówce tym bardziej.

Pełna zgoda.

W piłce nożnej często jest tak, że murowany faworyt, mistrz, jedzie do drużyny, która zajmuje ostatnie miejsce, nie wygrała żadnego meczu, a to nagle, bum, porażka 0:1. A trzeba sobie zdawać sprawę z tego, jakie są boiska w IV lidze i że na tym poziomie pojawiają się już zawodnicy z przeszłością drugoligową, nawet pierwszoligową. Więc myślę, że Wieczysta nie będzie już miała tak łatwo, jak w klasie okręgowej. Aczkolwiek też uważam, że jest faworytem numer 1 do awansu.

Dla Pana mecz z Wieczystą przyniesie zdarzenie raczej nieoczekiwane, bo na piątym szczeblu rozgrywek zagra pan przeciwko Sławomirowi Peszce, Radosławowi Majewskiemu...

Kiedy widzieliśmy się na boiskach ekstraklasowych, to na pewno nie spodziewaliśmy się, że kiedyś spotkamy się jeszcze na piątym poziomie, i to w Krakowie. O ile ja jestem z Krakowa i miałem w głowie, że będę jeszcze bawił się tutaj w piłkę na niższym szczeblu, to Sławek i Radek - jeden z Podkarpacia, drugi spod Warszawy - raczej nie zakładali wtedy, że pograją w Małopolsce na tym poziomie. Ale tak będzie. Ja się cieszę, bo Wieczysta to fajna drużyna, fajnie będzie z nimi zmierzyć. Pewnie to oni będą faworytem i wszyscy będą liczyć, ile bramek stracimy. Ale być może jakąś niespodziankę uda nam się sprawić i będzie głośno o tym wyniku w Polsce.

Transfery w IV lidze. Nie tylko Wieczysta się wzmacnia przed...

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: Rafał Grodzicki w nowych rolach: ekspert w telewizji, zawodnik w Jutrzence. "Nie przeszkadza mi, że to IV liga. Kocham piłkę nożną" - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie