Referenda udają się rzadko

Grzegorz Skowron
O powodzeniu inicjatywy w sprawie odwołania władz lokalnych decyduje frekwencja przy urnach w dniu referendum. A z tym nie jest najlepiej. Wprawdzie nagłaśniane są przypadki skutecznych akcji, takich jak w Elblągu, gdzie odwołano prezydenta z PO Grzegorza Nowaczyka, ale prawda jest taka, że referenda rzadko się udają. Powód? Zdecydowana większość wyborców nie uczestniczy w nich.

ANALIZA. Dlaczego premier Donald Tusk apeluje, by mieszkańcy Warszawy nie szli do urn? Bo udział zwolenników prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz w referendalnym głosowaniu może się przyczynić do jej usunięcia ze stanowiska.

W Małopolsce były w tej kadencji tylko 3 referenda - w Zakopanem, Trzebini i Kalwarii Zebrzydowskiej. Wszystkie nieskuteczne.

Jak podaje Państwowa Komisja Wyborcza, w latach 2011-2012 w Polsce przeprowadzono 19 referendów w sprawie odwołania rady gminy. Tylko dwa się powiodły (co 10.). Minimalnie większą skuteczność mają inicjatywy odwołania wójtów, burmistrzów i prezydentów: na 59 referendów ważnych było 7 (co 8.-9.).

Aktywność krytyków

Jedno jest pewne - niezadowoleni z działań władz lokalnych coraz częściej decydują się na podjęcie próby ich odwołania przed końcem kadencji.

W latach 2006-2010 odbyło się 81 referendów, a w obecnej, gdy do jej końca jest jeszcze ponad rok, już przeprowadzono ich tyle samo, kilka kolejnych zaś zarządzono. Najwięcej głosowań odbyło się na Górnym(13) i Dolnym Śląsku (11).

Wczoraj ważyły się losy rady gminy Lubin (woj. śląskie). Za trzy tygodnie mieszkańcy Piekoszowa (pow. kielecki) będą decydować o odwołaniu swojego wójta i radnych. 18 sierpnia rozstrzygnie się los radnych z gminy Brody (woj. lubuskie), a 25 sierpnia - radnych i burmistrza Nidzicy (woj. warmińsko--mazurskie).

Wszystko wskazuje na to, że czwarte referendum w tej kadencji w Małopolsce odbędzie się w Brzeszczach. Zbieranie podpisów potrzebnych do zarządzenia głosowania nad odwołaniem burmistrz Teresy Jankowskiej zainicjowali górnicy niezadowoleni z... planów restrukturyzacji Kopalni "Brzeszcze".

Za wysokie progi

Większa liczba samych inicjatyw w sprawie odwołania wójta czy rady nie oznacza jednak, że są one skuteczniejsze - w poprzedniej kadencji udawało się co szóste referendum.

Ale wiele lat temu było jeszcze gorzej. To m.in. dlatego Sejm zmienił próg frekwencji, przy którym referendum jest ważne. Wcześniej do odwołania wójta czy radnych konieczna była obecność przy urnach co najmniej 30 proc. uprawnionych do głosowania. Obecnie w referendum udział musi wziąć co najmniej 60 proc. osób głosujących w ostatnich wyborach samorządowych.

Takie rozwiązanie miało zwiększyć skuteczność niezadowolonych. Poprawa była jednak niewielka. Paradoksalnie, w sprawie odwołania prezydent Warszawy obecny próg jest bardzo podobny do poprzedniego - wynosi 30 proc. W 2010 r. w wyborach samorządowych w stolicy brało udział ok. 650 tys. osób. Aby wybrana wówczas Hanna Gronkiewicz-Waltz została odwołana, do urn musi pójść co najmniej 390 tys. warszawiaków. Inicjatorzy referendum zapowiadają, że dzisiaj przyniosą do PKW ponad 200 tys. podpisów pod swoim wnioskiem. Gdyby nawet wszyscy, którzy złożyli podpis, za kilka tygodni zagłosowali, to i tak jest to o blisko 200 tys. za mało. Z drugiej strony pojawiają się sondaże, z których wynika, że w referendum w Warszawie chce wziąć udział ok. 40 proc. uprawnionych do głosowania.

O tak wysoką frekwencję będzie niezwykle trudno, ale ta 30-proc. wcale nie jest wykluczona.

Iść do urn czy nie

To dlatego premier Donald Tusk zaapelował do wszystkich zwolenników prezydent Warszawy, by w referendum nie uczestniczyli. - Chcesz zmienić Hannę Gronkiewicz-Waltz - idź na referendum. Chcesz, żeby była dalej prezydentem - nie idź na referendum - powiedział Donald Tusk. I wyraził nadzieję, że większość mieszkańców Warszawy zostanie w domach.

Oberwało się szefowi rządu za tę wypowiedź nie tylko od opozycji, ale i od większości dziennikarzy. "Jak partia, która ma w nazwie obywatelska, może namawiać do antydemokratycznych rozwiązań?" - pytali oburzeni. I przypominali, jak sam Donald Tusk kilka lat temu namawiał Polaków do głosowania w wyborach i referendach.

Tomasz Nałęcz, prezydencki minister, jako jeden z nielicznych bronił szefa PO. - Jak w średniowieczu rycerze zdawali sobie sprawę, że nie wygrają w otwartym polu, chowali się za mury. To było normalne i nikt nie mówił, że to niehonorowe. Premier zdaje sobie sprawę, że może przegrać w takiej otwartej walce, dlatego stosuje taktykę schowania się "za murem" - powiedział w TVN24 prof. Nałęcz.

Przyznał, że namawianie do zbojkotowania referendum trudno uznać za eleganckie, ale też nie można nazywać tego antydemokratycznym.

Wszyscy krytykujący premiera za apel o nieobecność przy urnach powinni również pamiętać o znacznie bliższej historii niż przywoływana przez prof. Nałęcza. Do tej pory w demokratycznej Polsce ani razu obrońcy kogoś, kto miał być odwołany w referendum, nie wygrali takiego głosowania. Musiałoby ich być więcej przy urnach niż tych niezadowolonych.

grzegorz.skowron@dziennik.krakow.pl

SAME PORAŻKI

Dołhobyczów (23 czerwca) - wójta nie odwołano, frekwencja wynosiła 8,68 proc. Głosowały 434 osoby, powinno 1127.

Goniądz (23 czerwca) - nie odwołano burmistrza, w referendum wzięło udział 1280 osób, powinno 1415.

Ślemień (23 czerwca) - referendum w sprawie odwołania wójta nieważne, frekwencja - tylko 6,46 proc.

Zawiercie (16 czerwca) - prezydent utrzymał stanowisko, do urn przyszło 3743 mieszkańców, powinno ich być prawie trzy razy więcej.

Koniecpol (9 czerwca) - do odwołania burmistrza i radnych zabrakło 512 głosów, 2127 głosujących to za mało.

Wodzisław Śląski (9 czerwca) - prezydent i radni zostają, frekwencja - niespełna 15 proc.

Niemodlin (2 czerwca) - radni i burmistrz utrzymali stanowiska, głosowało 2,1 tys. mieszkańców, powinno o 700 więcej.

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

s
staś

Pamiętajmy, że referendum to nie straszak a przywilej wyborców. Co do oceny kosztów to lepiej zablokować poprzez referendum radosną twórczość tak zwanej władzy niż przez długie lata ponosić konsekwencje spłacać efekty nieracjonalnych decyzji. Niestety Warszawa, Kraków i kilka innych polskich miast cierpi na kosztowny przerost ambicji polityków.

p
pytam

A co potem?

Z
Zbigi

Apelowanie o bojkot referentum, to wybitnie antydemokratyczny czyn, nawet zamach na demokrację. Można np. apelować o głosowanie przeciw odwołaniu, ale nie o absencję, tym bardziej, że w Polsce frekwencja wybrocza jest zwykle tak niska, że aż wstyd.

M
Mieszkaniec miasta

Inni też muszą się nakraść. Dajmy im taką możliwość.

M
Mieszkaniec miasta

Co za tchórz z tego Tuska! Swoją drogą dobrze byłoby, gdyby Machlojski ze swoimi postkomuszkami oraz cała platformerska żulia z krakowskiej Rady Miasta też spakowali manatki.

j
jomson

Brakuje jeszcze statystyk,ile naszej kasy poszło na te wszystkie referenda.Może to ruszyłoby oburzonych.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3