Refleksje nawróconego

Redakcja
- Bohaterem Pana najnowszej książki jest wybitny pisarz religijny Vittorio Messori. Dlaczego jego życie ma być - jak głosi podtytuł - "dowodem wiary"?

Andrea Tornielli urodził się w 1964 r. Jest watykanistą dziennika "Il Giornale" odpowiedzialnym za blog, poświęcony sprawom religijnym. Wiele swoich książek napisał po to, by w nowym świetle ukazać takie osobowości z historii Kościoła, jak papieże Pius IX czy Pius XII. Najnowsza książka Tornielliego - wywiad-rzeka z Vittorio Messorim pt.: "Dlaczego wierzę" ukazała się nakładem Wydawnictwa św. Stanisława BM. Fot. Grażyna Starzak

Rozmowa z Andreą Torniellim, watykanistą dziennika "Il Giornale"

- Vittorio Messori urodził się i wychował w rodzinie laickiej. Studiował nauki polityczne. Był agnostykiem. W 1964 roku w sierpniu, mając 24 lata, gdy przebywał w domu, sam, zupełnie nagle i nieoczekiwanie doznaje daru wiary. Od tego czasu jest pewien, że wszystko to, co napisano w Ewangelii, jest prawdą. Chciałbym podkreślić, że dar wiary nie był, w jego przypadku, kresem jakiejś długiej drogi, ale właśnie takim nagłym, niespodziewanym darem. Messori próbuje pogłębić swoją wiarę, szukając odpowiedniej literatury, w której znajdzie jej historyczne i archeologiczne fundamenty. Okazuje się, że nie ma takiej publikacji. Postanawia sam napisać taką książkę. Wydane w 1976 roku "Opinie o Jezusie" stały się światowym bestsellerem. Messori jest również autorem wywiadów z dwoma papieżami. W 1985 roku przeprowadził wywiad z kard. Josephem Ratzingerem, a w 1994 roku opublikował w książkowej formie wywiad-rzekę z Janem Pawłem II pt: "Przekroczyć próg nadziei". Jednakże to nie pisarskie dokonania Messoriego spowodowały, iż stał się bohaterem mojej książki, lecz jego burzliwa i fascynująca "wędrówka nawróconego", dla którego nowością jest to, co dla chrześcijanina "od zawsze" może stać się przyzwyczajeniem.
- "Przecież to mógł być atak epilepsji", ironizuje Pan w rozmowie z Messorim, starając się nakłonić go do publicznej spowiedzi na temat nawrócenia. Jaka jest jego odpowiedź?
- Messori jest tak przekonany, że nie ma żadnego wytłumaczenia: fizykalnego, psychologicznego czy jakiegokolwiek innego dla tego, co się stało w jego życiu w 1964 roku w sierpniu, że w pewnym momencie mówi, iż nawet, gdyby ktoś przyłożył mu pistolet do głowy i kazał się zaprzeć wiary, mógłby odpowiedzieć słowami Marcina Lutra: "Tu stoję, nie mogę inaczej, pociągnij za cyngiel". To było nawrócenie w stylu św. Pawła. On nagle zrozumiał tajemnicę wiary, której w jego przypadku - tak twierdzi - nic nie może naruszyć.
- Jaki jest stosunek Messoriego do grzechów ludzi Kościoła, takich jak np. wykorzystywanie nieletnich?
- Messori kocha Kościół; wie, że przetrwa on do końca czasów. Te wszystkie historie, choć bolesne, nie naruszyły fundamentów jego wiary, bo on uważa je za antyświadectwo. Każdy chrześcijanin wie, że człowiek jest naznaczony grzechem pierworodnym, że wszyscy jesteśmy grzeszni, że grzesznicy są również wśród ludzi Kościoła. Gorszymy się ich grzechami, ale ludzi Kościoła potrzebujemy. Dzięki nim mamy dostęp do sakramentów. Przy ich pomocy staramy się dążyć do świętości. To jest większy dar niż ich wszystkie grzechy, nawet ciężkie.
- Jaki był stosunek Messoriego do Jana Pawła II? Wiadomo, że on również, podobnie jak inni watykaniści, krytykował papieża Polaka po spotkaniu ekumenicznym w Asyżu w 1986 roku...
- Messori żywił ogromny szacunek dla Jana Pawła II. Dał temu wyraz w książce pt: "Przekroczyć próg nadziei". Krytykował nie samą ideę ekumenizmu, lecz sposób, w jaki organizowano ekumeniczne spotkania religijne, m.in. to słynne spotkanie w Asyżu w 1986 roku. Tam, przed ołtarzami odbywały się pewne rytuały, które mogły razić nie tylko katolików. Organizując następne spotkania ekumeniczne Watykan był już bardziej ostrożny. Jan Paweł II, organizując słynne spotkanie międzyreligijne w Asyżu, wykazał się niesamowitą odwagą. To był znaczący, ponadczasowy gest. Po zamachach na World Trade Center i Pentagon 11 września 2001 roku cały świat przekonał się, jakim niebezpiecznym narzędziem może być religia w rękach nieodpowiedzialnych ludzi.
- Obecny papież jest krytykowany za odchodzenie od idei Soboru Watykańskiego II - za przywrócenie mszy w rycie trydenckim czy ostatnio wyciągnięcie ręki do lefebrystów. Jaka jest Pana opinia na ten temat?
- Jeśli chodzi o dialog z lefebrystami, to rozpoczął go Jan Paweł II, spotykając się w grudniu 1978 roku z abp. Lefebvre. Jan Paweł II wykonał też pierwszy krok do usunięcia piętna, jakie przylgnęło do tych, którzy promowali łacińską mszę. Tym krokiem był indult z 1984 zezwalający pod kilkoma warunkami na odprawianie starej liturgii i ustanowienie komisji Ecclesia Dei w 1988 roku. Benedykt XVI wielokrotnie wyjaśniał, że liberalizacja Mszału Trydenckiego absolutnie nie oznacza powrotu do przeszłości, a wyciągnięcie ręki do lefebrystów było aktem pojednania. Nie rozumiem ludzi krytykujących papieża za ten krok. Papież dokładnie wyjaśnił, wskazał w liście do biskupów, że to nie jest powrót do przeszłości, ale jakby pomoc w zrozumieniu bogactwa liturgii. Papież chce, aby wierni, chrześcijanie, zrozumieli, że msza to nie jest radosna twórczość kapłana. Liturgia ma im pomóc w zrozumieniu sensu Tajemnicy i poznaniu piękna tej Tajemnicy. W krajach mniej katolickich niż Włochy i Polska, bywa, że do mszy wprowadza się elementy, które naruszają sacrum.
- Jak Pan i Messori widzicie przyszłość Kościoła w dobie globalizacji i zeświecczenia, zwłaszcza narodów europejskich?
- Nauczyłem się od Messoriego pozytywnego spojrzenia na sekularyzację. W takich warunkach przyszło nam żyć i trzeba je zaakceptować. Nie należy traktować religii chrześcijańskiej jako murów obronnych, nie traktujmy wiary jako tarczy. Messori wie, chrześcijanin wie, że to Bóg trzyma wodze historii, i co prawda nie wszystko to, co się dzieje na świecie, jest po myśli Boga, ale na wszystko to, co się dzieje, Bóg zezwala. Być może obecnie nie rozumiemy kierunku, w jakim idzie świat, ale chrześcijanin musi ufać bożej opatrzności. Chrześcijanin musi pamiętać, że 2 tysiące lat temu apostołów było tylko 12, ale chrześcijaństwo umocniło się i okrzepło na całym świecie. Dzisiaj z pewnością sytuacja nie jest gorsza niż 2 tysiące lat temu.
- Czy i kiedy, Pana zdaniem, zostanie zniesiony celibat w Kościele?
- Celibat nie jest dogmatem wiary. Będąc człowiekiem żonatym, nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby mój proboszcz miał żonę. Rozumiem jednak racje, również teologiczne, za utrzymaniem celibatu, który powoduje, że kapłan jest całkowicie oddany Kościołowi i wiernym. Kwestię zniesienia celibatu podnosi się ostatnio często, zakładając, że gdyby wyświęcano ludzi żonatych, rozwiązalibyśmy problem braku powołań. To wydaje się być błędne mniemanie. Spójrzmy na Kościół anglikański. Tam mężczyźni żonaci są kapłanami, kobiety biskupami, ale kryzys w tamtejszym Kościele trwa cały czas. Osobiście uważam, że najważniejszą kwestią w Kościele katolickim nie jest zniesienie celibatu, ale to, aby dobrze kształcić kapłanów.
Rozmawiała Grażyna Starzak

Wideo

Dodaj ogłoszenie