Reforma jest niezbędna

Redakcja
Fot. archiwum
Fot. archiwum
Niemal cały zespół podpisał się pod pismem do prezydenta Jacka Majchrowskiego w prośbą o odwołanie Pana ze stanowiska dyrektora Capelli. O co chodzi w tym konflikcie?

Fot. archiwum

Rozmowa z JANEM TOMASZEM ADAMUSEM, dyrektorem Capelli Cracoviensis, o konflikcie z zespołem

- O odmawianie dyrektorowi Capelli, prawa do przeprowadzania zmian. Capella założona i przez wiele lat kierowana przez Stanisława Gałońskiego ulegała różnym zmianom. Obejmując stanowisko, zastałem CC składającą się z orkiestry - ani dużej, ani małej - 37 osób grających na współczesnych instrumentach, kwintetu dętego i zespołu śpiewaków nazywanych Madrygalistami. Uważam, że jako dyrektor mam prawo przemodelować zespoły. Tymczasem spotykam się z totalną niezgodą muzyków.

Może problem polega na tym, że nikt nie zna Pańskich planów.

- Finanse, a dokładnie zmniejszenie dotacji w tym roku, zmuszają mnie do planowania krótkoterminowego. Nie chcę przedstawiać zamierzeń, których nie zrealizuję.

Capella dostała 3 mln zł, o milion mniej niż w zeszłym roku.

- 4 mln zł wystarczają na utrzymanie zespołu. Na działalność trzeba już zdobywać pieniądze. Obcięcie budżetu prawie o jedną czwartą powoduje, że jeżeli nie przeprowadzę zmian, to we wrześniu skończą się pieniądze. Co mam zrobić, jeżeli nikogo nie mogę zwolnić?

Zespół uważa, że Pan nie chce z nim pracować.

- Moim założeniem jest, abym się nie pojawiał w Krakowie na plakacie częściej niż raz na miesiąc. To moja granica przyzwoitości. Jeżeli są trzy zespoły - orkiestra barokowa, współczesna i chór - to z każdym mogę występować cztery razy do roku.

Muzycy twierdzą, że orkiestra współczesna nie leży w centrum Pana zainteresowania?

- To nie jest prawda. Ponieważ muzyka jest dla mnie nie tylko pasją, zawodem, ale także rodzajem fizjologicznej potrzeby przeżywania, mam wielką ochotę na repertuar późnoklasyczny czy wręcz romantyczny - np. Schumann, Brahms. Planowałem wszystkie symfonie Schumanna z orkiestrą współczesną, ale nie mamy na to pieniędzy.

Dlaczego tygodniami orkiestra pozostaje bez zajęć. Powinna pracować cztery godziny dziennie.

- Możemy dyskutować, czy przepisy, które powstały po to, aby uregulować pracę w zespołach tego typu, są słuszne...

... niemniej są i obowiązują.

- Przed laty Capella przyjęła taki system pracy, bo ambicją pana Gałońskiego było stworzenie właśnie takiej instytucji.

Co w tym złego? To miejska orkiestra z rocznym budżetem, świadcząca regularne usługi dla miasta.

- Capella nie gra co tydzień, regularnie jak Filharmonia Krakowska.

Przecież Pan swymi licznymi koncertami w małych składach, często w sali prób, udowadnia, że można grać nawet więcej niż cztery razy w miesiącu.

- To jest możliwe, ale nie są to koncerty orkiestry, bo na takie nas nie stać. Capella stoi na rozdrożu. Aby wykorzystać potencjał muzyków na etatach, musielibyśmy grać jak Filharmonia Krakowska, tylko wtedy trzeba by Capellę mocno dofinansować. Wybrałem inne rozwiązanie, postanowiłem przemodelować instytucję. Capella Cracoviensis w marcu 2010 to są trzy formacje: orkiestra barokowa, współczesna i chór. Problem polega na tym, że ten stan rzeczy nie jest akceptowany, a formacji grającej na starych instrumentach nie traktuje się poważnie.
Pracownicy etatowi uważają, że formacja złożona z muzyków z różnych stron Polski nie jest Capellą Cracoviensis.

- Nieprawda, to jest także Capella Cracoviensis, tylko pracująca na innych zasadach.

Czy orkiestra barokowa musi być?

- Oczekiwaniem organizatora jest, aby Capella wracała do źródeł i grała dawniejszą muzykę. A wiadomo, że dzisiaj dawną muzykę gra się już niemal wyłącznie na dawnych instrumentach.

Organizatora? Czyli kogo?

- Prezydenta Majchrowskiego, pełnomocnika Filipa Berkowicza i dyrektora Stanisława Dziedzica.

Może zatem warto zbudować orkiestrę dawną z muzyków, jakich Pan ma na etacie?

- Teoretycznie jest to możliwe, ale wymaga czasu i pieniędzy. Czasu, by zainteresowani muzycy mogli się wyszkolić w dawnej technice gry. Pieniędzy zaś, bo etatowym muzykom - zgodnie z przepisami - muszę zakupić dawne instrumenty. Tym czasem na wolnym rynku istnieje olbrzymia grupa dobrych muzyków ze swoimi instrumentami historycznymi.

Muzycy twierdzą, że jest Pan koniem trojańskim Filipa Berkowicza, wprowadzonym do Capelli, by pod pozorem zmian rozwiązać zespół i zawłaszczyć dotację.

- O koniu trojańskim słyszałem, ale w odniesieniu do kogoś innego, w innej instytucji. Jak widać, to fraza służbowa. Tu wraca to samo pytanie - czy mam prawo jako dyrektor tej instytucji wprowadzać zmiany? Chyba mam.

Jakie widzi Pan rozwiązanie?

- Dzięki spotkaniom z władzami miasta zaczęliśmy rozmawiać. Być może decyzje, które niebawem podejmie prezydent, wskażą kierunek i czas reformowania. Bo jestem pewien, że reforma jest niezbędna.

Rozmawiała: Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie