Rehabilitacja to walka nie tylko o zdrowie, ale i życie

Rehabilitacja to walka nie tylko o zdrowie, ale i życie

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Dramat w domu państwa S. rozpoczął się w grudniu ubiegłego roku. W trakcie wykonywania codziennych prac domowych 72-letnia pani Joanna upadła i doznała bardzo poważnego złamania kości udowej. Lekarze szpitala w Proszowicach przeprowadzili operację natychmiast. Ale po powrocie do domu pani Joanna - dotąd w pełni sprawna - nie mogła już samodzielnie poruszać się i wymagała stałej opieki. Jej mąż, cierpiący na chorobę serca, sam wymagał wsparcia.

MEDYCYNA. Od półtora roku do dwóch lat - tyle czekamy na rehabilitację w małopolskich szpitalach. Dla Joanny S. oznacza to zagrożenie życia. Od miesięcy walczy o nie jej córka. Narodowy Fundusz Zdrowia uważa, że wszystko jest w porządku.

Ich córka od kilkunastu lat przebywała we Francji. - Nie miałam wyjścia: musiałam zrezygnować z pracy i zająć się walką o zdrowie i życie rodziców - mówi Krystyna S. Sądziła, że w kilkanaście tygodni upora się ze wszystkim i wróci do Paryża. Nie zdawała sobie sprawy, jak trudne stanęło przed nią wyzwanie.

U pani Joanny pojawiły się powikłania. Konieczna okazała się kolejna, bardzo skomplikowana i niebezpieczna operacja. Po przeprowadzonym w marcu zabiegu chirurdzy Szpitala im. S. Żeromskiego w Krakowie oświadczyli, że Joanna S. będzie chodzić i powróci do normalnego życia. Konieczne jest jednak wszczepienie endoprotezy, ale warunkiem tego zabiegu jest rehabilitacja, która wzmocni kość udową. Musi być przeprowadzona szybko, by niekorzystne zmiany nie utrwaliły się. - Byłam taka szczęśliwa - mówi pani Krystyna. Wówczas nie miała pojęcia, że droga do rehabilitacji to prawdziwa droga przez mękę.

Dlaczego?

Pomimo dramatycznie długich kolejek do rehabilitacji NFZ odwołał konkurs ofert z tego zakresu, pozbawiając pacjentów możliwości korzystania z nowoczesnych przychodni, chętnych do podpisania kontraktu z funduszem. "Dziennik Polski" pisał o tym 13 maja. Urzędnicy przekonywali, że potrzeby pacjentów w tym zakresie są na ten rok w pełni zabezpieczone i nie ma potrzeby ogłaszania konkursu...

Jak jest w rzeczywistości? Pani Krystyna dowiedziała się, że Szpital im. Rydygiera ma zaledwie kilka łóżek ortopedycznych i to wyłącznie dla swoich pacjentów, Krakowskie Centrum Rehabilitacji zaprosiło jej matkę za... blisko dwa lata, a Szpital im. Józefa Dietla za półtora roku! Pani Krystyna przeżyła szok. - Po prostu zgłupiałam. Nie wiedziałam, co robić - wspomina. Ostatecznie dobił ją internista, oznajmiając, że przedłużanie stanu bezruchu matki spowoduje zanik mięśni, pogłębienie się problemów z krążeniem i cukrzycą. Dał do zrozumienia, że w tej sytuacji życie pani Joanny jest zagrożone...

Rehabilitacja, czyli walka o życie



Pani Krystyna zdecydowała się na wizyty prywatne. Za każdą godzinę pracy rehabilitantów płaciła 40 zł.

Wkrótce jednak rozwiali jej nadzieje: oznajmili, że bez urządzeń, dostępnych w szpitalu, rehabilitacja nie ma sensu. Najważniejszy był tzw. pionizator.

Pani Krystyna nie poddała się i rozpoczęła poszukiwanie urządzenia. W końcu, po kilkunastu dniach zmagań, udało jej się pionizator wypożyczyć. Ale radość trwała krótko: rehabilitanci zgodnie orzekli, że jest przestarzały i zbyt wyeksploatowany.

Wkrótce okazało się, że jej oszczędności kończą się, a skromne emerytury rodziców ledwo wystarczają na ich podstawowe utrzymanie. Wpadła w depresję: nie dość, że porzuciła dobrą pracę, to zdało się to na nic, bo nie potrafi nic załatwić dla swoich rodziców!

W tym momencie los uśmiechnął się do niej: po kilku dniach natrafiła na dobrego psychologa, dzięki któremu zrozumiała, że to nie ona, lecz nasz system ochrony zdrowia "jest do niczego". I znów ruszyła do boju.
1 »

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo