Rekord opieszałości nadzoru budowlanego

Rekord opieszałości nadzoru budowlanego

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Fot. THETA

Fot. THETA

KONTROWERSJE. Jedenaście lat zajmuje się nadzór budowlany drobną samowolą budowlaną w domu przy ul. Piotra Wysockiego. - Przestaję wierzyć, że urzędnicy kiedykolwiek wydadzą decyzję w tej sprawie - mówi Marta Wojtaszek.
Fot. THETA

Fot. THETA

Fot. THETA

Chodzi o zamurowanie wejścia do garażu przez współwłaściciela i wybudowanie pod domem piwnicy.

Według Marty Wojtaszek te oba remonty zostały wykonanie nielegalnie, a wykopanie dziury pod piwnicę doprowadziło do popękania ścian w jej domu.
- Sprawa jest drobna, ale stos pism, które mam na jej temat, jest całkiem pokaźny - mówi Marta Wojtaszek. Kiedy ostatnio odwiedziła powiatowy nadzór budowlany, nawet pracujące tam urzędniczki nie mogły uwierzyć, że sprawa tak długo się ciągnie. Tłumaczyły, że teraz zajmują się przede wszystkim bieżącymi sprawami, a zaległe odkładają na później.


Marta Wojtaszek interweniowała też w małopolskim nadzorze budowanym, gdzie poskarżyła się na przewlekłość postępowania. Wojewódzki inspektor uznał jej skargę za zasadną i wyznaczył dodatkowy termin na wyjaśnienie sprawy: 1 grudnia ubiegłego roku. - Termin już dawno minął i dalej nie ma żadnej odpowiedzi - mówi Marta Wojtaszek. W dziesiątą rocznicę skierowania sprawy do nadzoru budowlanego straciła nadzieję, że urzędowi uda się wydać decyzję. - Postanowiłam dochodzić swoich praw przed sądem. Kiedy sędzia zapytał, dlaczego dopiero po 10 latach, odpowiedziałam, że przez tyle lat wierzyłam, iż problem rozwiążą powołani do tego urzędnicy - opowiada Marta Wojtaszek.


Teoretycznie nadzór budowlany powinien wydać decyzję niezwłocznie, a w trudnych sprawach - po dwóch miesiącach. - To jednak tylko teoria, bo do urzędu wpływają tysiące spraw miesięcznie. Przy takiej liczbie zatrudnionych pracowników krakowski nadzór budowany nie jest w stanie sobie z nimi poradzić - mówi Janusz Żbik, małopolski inspektor nadzoru budowlanego. Według jego informacji powiatowy nadzór budowany w Krakowie ma 10 tys. zaległych spraw, czyli takich, które ciągną się przynajmniej od dwóch lat. W tym roku udało się przeznaczyć z budżetu państwa dodatkowe pół miliona złotych na funkcjonowanie nadzoru w Krakowie. - Mam deklarację, że dzięki temu uda się załatwić 500 zaległych spraw - mówi Janusz Żbik.


Problemy ze zbyt małą kadrą i za dużą liczbą spraw nadzór budowlany ma już od dawna. Potwierdziła to kontrola NIK w 2008 roku. Wykazała, że liczba prowadzonych postępowań z roku na rok się zwiększa. W 2007 roku na jednego pracownika przypadało prawie 600 spraw do załatwienia.


Od każdego postanowienia nadzoru można się odwołać, albo złożyć zażalenie. I wszyscy z tego korzystają, wpływając na przewlekłość postępowań. - Jeśli ktoś się nie odwołał, to znaczy, że przegapił termin - mówi Janusz Żbik.


Za niezałatwienie sprawy powiatowy nadzór nie ponosi żadnej kary. - Gdybym jeszcze stosował sankcje, to już nikt nie pracowałby w nadzorze budowlanym. To bardzo trudna praca, wymagająca wysokich kwalifikacji, a pensje są trzy razy niższe niż u dewelopera - mówi Janusz Żbik.


Zaległości ma też małopolski nadzór budowlany. W ubiegłym roku ich liczbę udało się zmniejszyć do... tysiąca. - Planujemy, że na koniec tego roku liczba zaległych spraw wyniesie zero - mówi Janusz Żbik.


Agnieszka Maj


amaj@dziennik.krakow.pl

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo