Rektor AGH: Mój sposób na uniwersytet klasy światowej

Materiał powstał we współpracy z Akademią Górniczo - Hutniczą
- Globalizacja wymaga jednoczenia uczelni i instytutów badawczych. Bez takiego procesu pozostaniemy rozdrobnieni na 400 szkół wyższych i kilkaset instytutów i tak będziemy postrzegani w świecie. A jeśli chcemy się liczyć w światowej nauce i edukacji, musimy być mocni – przekonuje prof. Jerzy Lis, nowy rektor Akademii Górniczo-Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie.

- Panie profesorze, polskie górnictwo węgla kamiennego – z którym wielu Polakom kojarzy się AGH - przeżywa koszmarne chwile, większość kopalń przynosi straty, bardziej opłaca się importować urobek z Kolumbii czy Australii. Z hutnictwem nie jest lepiej: koncern ArcelorMittal, do którego należy m.in. dawna Huta im. T. Sendzimira, a wcześniej Lenina, ogłosił właśnie likwidację wielkiego pieca i stalowni w Nowej Hucie, co oznacza koniec epoki. A ile jest górnictwa i hutnictwa w dzisiejszej Akademii Górniczo-Hutniczej i co, jak nie te tradycyjne kierunki, może być jej przyszłością?
- Zanim odpowiem na to pytanie, muszę wyznać, że AGH było w mojej rodzinie od zawsze, odkąd pamiętam. Mój ojciec w 1952 roku kończył wydział budownictwa AGH. I cała jego kariera była karierą budowlaną, więc dla mnie AGH w domu to nie było górnictwo i hutnictwo, lecz budownictwo. Myśmy z ojcem pielgrzymowali po wielkich budowach Rzeszowszczyzny – gdy stawiał Gamrat, potem Stomil w Dębicy, WSK Rzeszów. To są moje korzenie. Dwa lata później wydziały politechniczne przekształciły się w Politechnikę Krakowską i już AGH nie miało wtedy budownictwa ale ojciec nadal utrwalał we mnie przekonanie, że AGH jest najważniejszą w Polsce politechniką. Tato cieszy się, że obecnie budownictwo jest znowu w AGH.

- I w końcu pan też trafił do AGH. Ale znowu – nie do górnictwa i nie do hutnictwa.
- Cóż, potęga mediów! [śmiech]. Kiedy kończyłem rzeszowskie liceum im. St. Konarskiego, przeczytałem w gazecie wywiad z profesorem Romanem Pampuchem, który stał się potem moim opiekunem i promotorem. Mówił w tym pasjonującym dla mnie wywiadzie, że w Polsce otwiera się nowy fantastyczny kierunek studiów: inżynieria materiałowa, która jest podstawą technologii kosmicznych itd. I że jest nabór. To była wtedy elita technologii materiałowej. Tak mnie to zachwyciło, że… wylądowałem na wydziale Inżynierii Materiałowej i Ceramiki AGH, gdzie zresztą wkrótce poznałem żonę…

- Ceramiczkę.
- Fakt, też z grupy inżynierii materiałowej [śmiech]. Tyle, że ona poszła na ten wydział świadomie zajmować się szkłem. Bo była z Krosna…

- A pan chciał tworzyć całkiem nowe materiały, które zmienią świat.
- Tak. Znalazłem się w tej części AGH, która zajmowała się najnowocześniejszymi technologiami. Dość powiedzieć, że to był jeden z pierwszych takich kierunków w Europie. Jednocześnie podobne działania miały miejsce na Politechnice Warszawskiej i Śląskiej tak więc nowoczesne materiały stały się w tym czasie polską specjalnością. Inżynieria materiałowa jako nauka powstała w Stanach Zjednoczonych w latach siedemdziesiątych i pączkowała dopiero w Niemczech, we Francji, Anglii, a nasi profesorowie – Roman Pampuch, Edward Goerlich, Stanisław Mrowec ze szkoły prof. Jana Adama Bielańskiego…

- Pierwszego dziekana Wydziału Ceramicznego.
- Tak. To była klasa światowa. Z rozległymi kontaktami z czołówką nauki – i na Wschodzie, i na Zachodzie. Uruchomili w Polsce coś, co było hitem światowym. Niezwykle mnie to wciągnęło. Więc – wracając do pana pytania – tak dla mnie wyglądało AGH.

- Przypomnijmy jednak tym, którzy mogą nie pamiętać: to była era Edwarda Gierka, byłego górnika, dla którego brać górnicza i hutnicza stała się podstawą rządzenia i zarazem głównym źródłem dochodów państwa. Uruchomiona w 1954 roku, w roku Pana urodzin, Huta Lenina produkowała w 1978 r., gdy zaczynał pan studia, 6,5 mln ton stali rocznie - sześć razy więcej niż całe polskie hutnictwo przed wojną i tuż po wojnie. W roku pana urodzin polskie kopalnie wydobyły prawie 100 mln ton węgla kamiennego, a w 1979, kiedy pan był na pierwszym roku studiów, ustanowiły dziejowy rekord - ponad 200 mln ton, z czego 40 mln poszło na eksport, stanowiąc główne źródło bezcennych dolarów…
- Oczywiście, to był szczyt rozwoju przemysłu ciężkiego w Polsce, górnictwo i hutnictwo wiodły tu prym – zresztą Polska nie była tu odosobniona.

- Zalążkiem obecnej Unii Europejskiej była Europejska Wspólnota Węgla i Stali…
- Właśnie. Ale muszę stwierdzić, że już wtedy inżynieria materiałowa była obiektem żywego zainteresowania władz AGH – jako elitarny, a zarazem bardzo przyszłościowy kierunek. Mówimy tu o materiałach niezbędnych w elektronice, biotechnologii, medycynie, w technologiach wojskowych… Oczywiście, w codziennych realiach – a zwłaszcza przekazie medialnym - dominowały pióropusze, barbórki, dni hutnika itp. Ale równolegle z tą tradycją i – co ważne - mocną współpracą z ciężkim przemysłem, tworzyły się na AGH elektronika i informatyka, wtedy nazywana cybernetyką. Chyba jako jedyni w Polsce mieliśmy też kierunek kształcenia - fizyka jądrowa, z tak znanymi postaciami, jak prof. Jerzy W. Niewodniczański czy prof. Kazimierz Jeleń. Budowano Żarnowiec, a mój projekt inżynierski dotyczył paliwa dla elektrowni jądrowej…

- A czy wy, naukowcy – bądź co bądź, z bloku wschodniego – mieliście kontakt z czołowymi naukowcami na Zachodzie i ich dokonaniami?
- Na moim wydziale współpraca międzynarodowa była normą. Od zawsze. Profesorowie Pampuch, Mrowec, Goerlich, Grzymek to były nazwiska światowe. Długo przed tzw. otwarciem na świat dokonanym za czasów Gierka oni już mieli wszystkie naukowe drzwi pootwierane. Prof. Pampuch był prezesem Światowej Akademii Ceramiki, prof. Mrowec członkiem światowych towarzystw naukowych, inni także. Oprócz posiadania osiągnięć naukowych, nasi profesorowie mówili wieloma językami, w moim przypadku też nie było dyskusji – musiałem mówić po angielsku i rosyjsku, przyjmować gości, jeździć na zagraniczne konferencje i to od pierwszego roku studiów. Prof. Pampuch wprowadził mnie do światowych gremiów naukowych. Nie przez przypadek przez dwa lata pracowałem potem w State University of New York, w Buffalo, m.in. nad projektem pancerza do Abramsa.

- Podstawowego czołgu armii amerykańskiej.
- Tak. W międzynarodowym zespole naukowców opracowywaliśmy i wykonywaliśmy elementy ceramiczne do pancerzy, które były potem testowane na poligonie…

- To ciekawe, bo przeciętny człowiek, słysząc „ceramika”, myśli sobie o filiżance lub talerzu, ewentualnie flizach i muszli w łazience...
- No tak, ale inżynieria materiałowa to są także wyroby ceramiczne bez których nie wysłalibyśmy satelitów, ani tym bardziej lotów załogowych w kosmos, nie byłoby całej elektroniki, samochodów, samolotów itd. To jest dobry moment, by uświadomić sobie cały ciąg logiczny, będący podstawą istnienia AGH. Nasza uczelnia działa w ciągu materiałowym – od pozyskania surowca, czym zajmuje się górnictwo, poprzez jego wykorzystanie w produkcji przydatnych rzeczy i używanie przez każdego z nas, aż do utylizacji tego surowca. Mamy tu logiczny łańcuch współpracy nauki, przemysłu, edukacji…

- To wracam do pytania: ile jest dzisiaj górnictwa i hutnictwa na AGH?
- To zależy, jak my rozumiemy te hasła. Ja traktuję hutnictwo szeroko, jako technologie materiałowe, a górnictwo równie szeroko – jako technologie surowcowe. Jak łatwo się domyślić, technologie zmieniają się w czasie, ale nadal są i będą w przyszłości jednym z fundamentów AGH.

- Ale są trochę inne niż kiedyś.
- Owszem, zmieniają się akcenty, bo ewoluuje znaczenie i rola różnych surowców. Szeroko rozumiane górnictwo zawiera wszystko, co się wiąże z pozyskaniem i wykorzystaniem surowców, czyli jest podstawą naszej cywilizacji.

- Ona dotąd wymagała m.in. węgla. Ale w Unii, poza Polską oraz – na znacznie mniejszą skalę - Czechami, Niemcami, Wielką Brytanią i Hiszpanią - takiego górnictwa już właściwie nie ma.
- Tak. Ale pamiętajmy, po pierwsze, że wciąż mamy w Polsce energetykę opartą na węglu, którą wraz z górnictwem musimy przekształcić, a oprócz tego mamy wydobycie surowców metali, skał dla przemysłu materiałów budowlanych, ropy i gazu, wód geotermalnych i tak potężne firmy, jak KGHM – Polska Miedź, która się rozwija i będzie rozwijać. A po drugie: jeśli niebawem głównym surowcem energetycznym stanie się np. wodór, to też trzeba go będzie jakoś pozyskać. To samo dotyczy innych surowców.

- Czyli?
- Surowcem jest uran, surowcem jest woda, surowcem jest powietrze itd. Surowcem jest lit stosowany w bateriach smartfonów i aut elektrycznych. Bez tych rzadkich tzw. surowców krytycznych nie byłoby elektroniki i informatyki. Surowce musimy wydobywać i przetwarzać, a także oszczędzać i wtórnie wykorzystywać. I tu dotykamy ważnej tzw. gospodarki obiegu zamkniętego, którego częścią jest górnictwo. Tak rozumiane górnictwo było, jest i będzie podstawą gospodarki, stąd potrzeba kształcenia i badań w tym kierunku. AGH tak właśnie rozwija górnictwo.

- A hutnictwo?
- Obecnie możemy je rozumieć szeroko - jako wszystko, co jest związane z przetwórstwem surowców do materiałów. Także to, co ja reprezentuję, czyli ceramika, czasami nazywane jest hutnictwem skalnym. W ceramice topimy, spiekamy i wypalamy surowce mineralne. Tak rozumiane hutnictwo nadal się dynamicznie rozwija. Owszem, zaraz znikną wielkie piece - na świecie, nie tylko w Polsce. Ale mamy inne - mniej emisyjne i bardziej ekonomiczne - metody otrzymywania żelaza. Owszem, kończą się złoża cynku i ołowiu w okolicach Bukowna, ale ZGH Bolesław posiada kopalnie na Bałkanach, więc huta na zachodzie Małopolski będzie dalej działać w oparciu o przywożony surowiec. Musimy uzyskiwać pierwiastki ziem rzadkich, musimy uzyskiwać lit, węgiel – na grafen i inne materiały. Dziś w nomenklaturze dyscyplin naukowych nie ma już metalurgii – wszystko jest inżynierią materiałową, zwanym dawnej hutnictwem czy ceramiką…

- Czyli dawny elitarny kierunek stał się powszechny. Można rzec: pan, ceramik, znalazł się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu. A czy to odznacza odstawienie pióropuszy do gablot?
- Nie. My, oczywiście, zmieniamy akcenty w AGH , ale nie zrywamy z tradycją. Ona jest ważna. Proszę zobaczyć, jak w AGH z górnictwa powstała informatyka i cały obszar nauk IT. Kiedyś AGH to był jeden Wydział Górniczy, z niego wyodrębnił się Wydział Maszyn Górniczych i Hutniczych zajmujący się szukaniem najlepszych urządzeń dla kopalń: kolejki, maszyny do urobku, wyciągi itp. Kolejno wyodrębnił się Wydział Elektrotechniki Górniczej i Hutniczej zajmujący się „elektryczną” stroną przemysłu, który przekształcił się w Wydział Elektrotechniki, Automatyki i Elektroniki. Z niego wyrosła informatyka, elektronika i telekomunikacja. Za tym szła ewolucja badań, prac naukowych i kształcenia. AGH jest zatem drzewem, które wyrasta z jednego pnia - Wydziału Górniczego.

- Kierunek informatyka i bazy danych na AGH stał się prawdziwym hitem wśród absolwentów szkół średnich.
- Owszem, przyciąga mnóstwo chętnych. Większość kandydatów chcących u nas studiować wybiera właśnie informatykę… I to bardzo dobrze. Zarazem my pamiętamy, że ta informatyka wyszła z wydziału górniczego. I nie trzeba się tego wstydzić. Trzeba znać korzenie postępu naukowego.

- Ten postęp zaszedł na AGH tak daleko, że otwieracie Centrum Technologii Kosmicznych. Kiedy?
- Już. To będzie centrum badawcze koordynujące dydaktykę i naukę w tym obszarze i jednocześnie koordynujące współpracę w ramach European Space University for Earth and Humanity, czyli Europejskiego Uniwersytetu Kosmicznego dla Ziemi i Ludzkości (UNIVERSEH). To jest konsorcjum, a partnerami AGH są w nim: Uniwersytet w Tuluzie (Francja), Uniwersytet Luksemburski (Luksemburg), Uniwersytet Heinricha Heinego w Düsseldorfie (Niemcy) oraz Uniwersytet Techniczny w Luleå (Szwecja).

- Jaki jest cel?
- Będziemy kształcić, ale także prowadzić badania m.in. w zakresie telekomunikacji, klimatu czy zrównoważonego rozwoju sektora kosmicznego. Pracę będą się odbywać w obszarach związanych z inżynierią kosmiczną oraz biznesem około kosmicznym, naukami społecznymi, medycyną czy sztuką. W ramach tego przedsięwzięcia AGH ma szanse przyczynić się do rozwoju jednej z najbardziej przyszłościowych gałęzi przemysłu.

- I nie tylko AGH.
- Tak. Nawiązaliśmy już bliską współpracę z innymi polskimi uczelniami, z ośrodkami badawczymi, z Polską Agencją Kosmiczną i – oczywiście – biznesem: firmy w Polsce już teraz robią satelity, części, oprogramowanie wykorzystywane w kosmosie. W międzynarodowej radzie naukowej konsorcjum zasiądą z jednej strony znani Polonusi – absolwenci AGH, a z drugiej - profesorowie z NASA; tak się składa, że były prezydent Amerykańskiego Towarzystwa Ceramicznego jest dyrektorem centrum badań materiałowych NASA…

- I pan go zna.
- To jest mój bliski przyjaciel. Świat jest mały. A tworzenie CTK jest ważne także z tej przyczyny, że dzisiaj w nauce widzimy wyraźny trend na interdyscyplinarność. Ścisły podział na poszczególne dyscypliny – tu matematyka, tu fizyka, tam chemia – już się nie sprawdza. A technologia kosmiczna to jest coś, co łączy mnóstwo różnych dziedzin. Być może nawet wszystkie. I to bardzo dobrze. Chcę, by na AGH powstawały takie interdyscyplinarne centra zajmujące się różnymi obszarami, jak to będzie robić CTK, czy już istniejące Akademickie Centrum Materiałów i Nanotechnologii czy Centrum Energetyki.

- Jak AGH znalazło się w projekcie kosmicznym?
- A widzi pan – można rzec, że z jednej strony zdecydowała tu nasza renoma w świecie, a z drugiej strony – przypadek, a ściślej fakt, że uczeni, którzy zainicjowali ten projekt i szukali partnera w naszej części Europy, znają mnie i po prostu do mnie zadzwonili.

- Czyli jednak nie przypadek, tylko międzynarodowe kontakty. Zapoczątkowane w czasach węgla i stali i rozwijane później…
- Prawda, jak ważne są te nasze korzenie?! [śmiech]

- Można rzec: wczoraj węgiel, dzisiaj kosmos. Ale tradycja to także marka. Mówi się często, że AGH to jest powszechnie rozpoznawalny skrót, jak w Polsce PKO BP, czy w świecie BMW lub BP…
- Tak, AGH to jest bardzo silna marka i na pewno przy niej pozostaniemy.

- No, ale już od dłuższego czasu w waszej międzynarodowej nazwie nie ma górnictwa i hutnictwa. Brzmi ona: AGH University Of Science and Technology, AGH Uniwersytet Nauki i Technologii. Dlaczego?
- Bo ta nazwa bardziej określa nasz status. Przy okazji zeszłorocznego jubileuszu 100-lecia AGH, a także w trakcie ostatnich wyborów rektorskich zastanawiałem się nad koncepcją dalszego rozwoju naszej uczelni. Nazwałem model uczelni, jaką jest AGH, „uniwersytetem wartości”, czyli uniwersytetem badawczym w służbie społecznej, podążającym za cywilizacją, gospodarką, a czasem – gdzie się da - starającym się tę cywilizację i gospodarkę wyprzedzić. Jesteśmy pełnym uniwersytetem, bo mamy nauki inżynierskie, a także nauki ścisłe, ekonomiczne czy społeczne. Nasz pierwszy rektor, prof. Antoni Hoborski, był matematykiem…

- Jak czytamy w okolicznościowym folderze: „W 1908 r. uzyskał stopień doktora filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim u prof. S. Zaremby na podstawie rozprawy O całkowaniu równania różniczkowego vt = vxx + vyy (Prace Matematyczno-Fizyczne, t. 20, 1909)”.
- Właśnie! Więc pomimo tradycyjnej polskiej nazwy, jesteśmy de facto nowoczesnym uniwersytetem. Byliśmy nim zawsze, jesteśmy i chcemy dalej być.

- A tworzenie większego podmiotu, konsorcjum, z innymi uczelniami?
- Moją idée fixe jest organizowanie w Polsce federacji uczelni i instytutów badawczych PAN na wzór francuski. Chyba nie ma innej możliwości wejścia do elity światowej i awansu w prestiżowych rankingach.

- W tym – słynnym szanghajskim?
- Tak. W środowisku naukowym mamy dystans do rankingów, ale się z nimi liczymy. Oczywiście, mówimy tu o federacji na zasadach partnerskich, bez niszczenia odrębności, a z wszelkimi zaletami i korzyściami płynącymi ze współdziałania, koncentracji sił, zasobów, wyników badań, sieciowania.

- I co nam to da?
- Z przybliżonych symulacji wynika, że odpowiednio skonstruowana i wprowadzona do rankingów federacja z udziałem UJ, AGH i kilku innych krakowskich uczelni oraz instytutów badawczych pozwoliłaby na awans w rankingach, a także wzmocniłaby potencjał naukowy i dydaktyczny Krakowa.

- Stać nas na awans do pierwszej setki na świecie?
Dlaczego nie?! Globalizacja wymaga jednoczenia środowiska naukowego, uczelni i instytutów badawczych. Bez takiego procesu pozostaniemy rozdrobnieni na 400 szkół wyższych i kilkaset instytutów i tak będziemy postrzegani w świecie. A jeśli chcemy się liczyć w światowej nauce i edukacji, musimy być mocni.

Zbigniew Bartuś

Dodaj ogłoszenie