Rezerwat "Serca"

Redakcja
Udostępnij:
Po wydaniu w 1983 roku pierwszego albumu, łódzki Rezerwat (jak to zwykle bywa w takich razach) spijał na koncertach śmietankę, która pojawiła się w wyniku sukcesu jego długogrającego debiutu i powoli pracował nad nowymi repertuarem.

Wśród owoców owej pracy była też piosenka zatytułowana "Zaopiekuj się mną", która krótko po wydaniu na singlu stała się jednym z największych polskich przebojów całej ósmej dekady XX wieku. Dodam: w pełni słusznie! Idący za ciosem zespół w następnych miesiącach wylansował kilka kolejnych (m.in. znakomite "Parasolki" i dynamiczny "Oh Lala"), a potem, po przejściu paru zmian personalnych (obok lidera, wokalisty oraz basisty Andrzeja Adamiaka, gitarzysty Wiktora Daraszkiewicza i grającego na instrumentach klawiszowych Zbigniewa Nikodemskiego pojawił się w grupie nowy perkusista - Gerard Klawe), w listopadzie 1986 r. zarejestrował swój drugi pełnowymiarowy krążek. Nadano mu tytuł "Serce".
Na "Serce" złożyło się 10 utworów (w edycji CD dodano jeszcze 3 bonusy), które składały się na 42 min całość. Już z samej matematyki wynikało, że większość z nich musi stanowić mniej więcej czterominutowe całości. To sugerowało, że tym razem Rezerwat postawił na krótkie piosenki. W dodatku wśród repertuaru publikacji odnaleźć można było tytuły niedawnych przebojów, a to dawało kolejny sygnał, że chodzi o longplay bliższy muzyce pop niż ambitnemu rockowi. A jeśli nawet ktoś jednak "zaryzykował" i np. w sklepie podzióbał sobie (posłuchał w małych fragmentach) wszystkie numery z płyty, to mógł umocnić się w przekonaniu, że przeważa na niej muzyka rozrywkowa. I w zasadzie miał rację. Tyle tylko, że o ogromnej wartości - o czym solennie zapewniam - każdego fragmentu albumu decyduje właśnie owa jego pozornie nadmierna melodyjność (głównie w partiach śpiewanych) i to, co zauważa się dopiero przy dogłębnym smakowaniu, wręcz rewelacyjne (bo piękne i pełne finezji) partie instrumentalne.
Ponieważ to, o czym napisałem, dotyczy dosłownie każdego tematu na krążku, więc zamiast w kółko powtarzać to samo, poprzestanę na stwierdzeniu, że Andrzej Adamiak, śpiewając na "Sercu", zrezygnował - i bardzo dobrze - z postpunkowej maniery wokalnej ("pod" Davida Byrne z Talking Hades czy Roberta Smitha z The Cure) oraz że wspaniale wypadli zarówno bardzo pomysłowy i perfekcyjny (czasami grający jak Robert Fripp) Daraszkiewicz oraz nieprzesadzający z elektroniką (stylowy, a nie noworomantyczny) Nikodemski. 10 razy wiwat!
Jerzy Skarżyński "Radio Kraków"

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie