Richard Guzmics - Węgier, który w Krakowie znalazł swój...

Richard Guzmics - Węgier, który w Krakowie znalazł swój drugi dom

Bartosz Karcz

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Richard Guzmics w Krakowie bardzo dobrze czuje się nie tylko na stadionie Wisły, ale również w Rynku Głównym, gdzie spędza sporo czasu.

Richard Guzmics w Krakowie bardzo dobrze czuje się nie tylko na stadionie Wisły, ale również w Rynku Głównym, gdzie spędza sporo czasu. ©fot. Andrzej Banaś

Sylwetka. Piłkarz Wisły szybko nauczył się języka, zwiedza Polskę i na razie nie myśli o tym, żeby spróbować swoich sił w silniejszej lidze.
Richard Guzmics w Krakowie bardzo dobrze czuje się nie tylko na stadionie Wisły, ale również w Rynku Głównym, gdzie spędza sporo czasu.

Richard Guzmics w Krakowie bardzo dobrze czuje się nie tylko na stadionie Wisły, ale również w Rynku Głównym, gdzie spędza sporo czasu. ©fot. Andrzej Banaś

Do Krakowa Richard Guzmics trafił ponad rok temu. Wcześniej, przez całą dotychczasową karierę, występował w klubie z rodzinnego Szombathely. Próbował swoich sił na testach w Anglii, w Blackburn Rovers, ale tam nie zdecydowano się zaproponować mu umowy. Wtedy pojawiła się oferta z Wisły, zaproszono Węgra na kilkudniowe testy. Ten na nie przystał, pokazał się z dobrej strony i w efekcie podpisano z nim kontrakt.
Jak szybko się okazało, „Biała Gwiazda” pozyskała bardzo dobrego środkowego obrońcę, jednego z najlepszych w ekstraklasie. Fachowca, ale nie tylko. Węgier okazał się również niezwykle sympatycznym, wesołym i otwartym człowiekiem.

Szybka nauka języka

Dla Richarda Guzmicsa przyjazd do Polski był czymś nowym. Grając przez całą karierę tylko na Węgrzech, nie musiał stykać się z takimi problemami jak inny język czy zwyczaje. Dzisiaj przyznaje, że przed transferem do Polski miał obawy i wcale nie były one małe.

- Kiedy podpisywałem kontrakt z Wisłą, nie wiedziałem do końca, czego się spodziewać - mówi 28-letni piłkarz. - Wszystko było dla mnie nowe. Z perspektywy roku, który tutaj spędziłem, mogę powiedzieć, że bardzo dobrze czuję się w Krakowie i w Polsce.

Guzmicsowi trzeba przyznać, że sam wiele zrobił, żeby aklimatyzacja przebiegała szybko. W wiślackiej szatni zaimponował nie tylko świetnymi warunkami fizycznymi i bardzo dobrą grą praktycznie od samego początku, ale również błyskawiczną nauką języka polskiego.

A to wcale nie jest rzecz naturalna, jak mogłoby się wydawać. Wiele jest przykładów piłkarzy, którzy nawet po kilku latach gry w Polsce, radzą sobie z naszym językiem słabo. Wielu jest również takich, którzy uważają, że znajomość języka angielskiego w zupełności wystarczy, żeby dobrze funkcjonować w szatni. Guzmics podszedł jednak do sprawy ambitnie i po trzech miesiącach był w stanie porozumiewać się w podstawowych kwestiach. Dzisiaj po polsku mówi już dość płynnie.

- Od początku to był mój podstawowy cel, żeby szybko nauczyć się języka polskiego - tłumaczy. - To nie była łatwa sprawa, bo polski jest dla Węgra bardzo trudny. To język zupełnie inny niż nasz. Nie miałem dużo takich typowych lekcji z nauczycielem. Uczyłem się w inny sposób. Starałem się szukać sytuacji, w których mógłbym poznać nowe słowa. Cały czas coraz więcej ich przybywało i przybywa. Do dzisiaj z każdym dniem mówię coraz lepiej po polsku - cieszy się i dodaje: - W szatni rozmawiam z chłopakami już tylko w polskim języku. Oni widzą, że cały czas chcę poprawiać swoją wymowę. Myślę, że szanują mnie za to, ale też pomagają, podpowiadają, jeśli jeszcze brakuje mi jakiegoś słowa.

Piłkarz, zapytany dlaczego aż tak bardzo chciał nauczyć się języka polskiego, skoro posługuje się również całkiem dobrze angielskim, odpowiada: - Podjąłem taką decyzję z szacunku dla Polaków. Skoro zdecydowałem się na grę w waszym kraju, to nie wyobrażam sobie, żebym nie poznał również języka. To ja jestem tutaj gościem i muszę się przystosować, a nie na odwrót. Nie chodzi nawet o to, jak funkcjonuję codziennie w klubie, ale o sytuacje poza nim. Kibice często piszą do mnie, czasami nawet zaczepiają. Dla mnie to jest bardzo fajna sprawa, że jak ktoś zapyta mnie o coś na ulicy po angielsku, mogę odpowiedzieć po polsku. Czasami widzę zdziwienie na twarzach kibiców, ale zaraz później pojawia się uśmiech i radość, że mogą ze mną porozmawiać po polsku. I to jest dla mnie duża satysfakcja, bo chcę dać coś kibicom od siebie nie tylko na boisku, ale również poza nim.

Zobaczyć jak najwięcej

Na nauce języka Guzmics nie poprzestał. Uznał, że skoro zdecydował się grać w Polsce, to jest to świetna okazja, żeby lepiej poznać nasz kraj. I dlatego wykorzystuje na to wolne chwile.

- Lubię poznawać nowe miejsca, a skoro tutaj teraz mieszkam, to normalne, że chcę wykorzystać ten czas jak najlepiej i zobaczyć jak najwięcej - tłumaczy.

Na razie piłkarz „Białej Gwiazdy” poznaje głównie Kraków i jego okolice. Zapytany, co już udało się mu zobaczyć, opowiada: - Szukam w internecie wiadomości, gdzie warto się wybrać. Zawsze coś ciekawego znajduję. Czasami ktoś podpowiada. Oczywiście, zwiedziłem już Stare Miasto, Kazimierz. Dużo słyszałem o wspólnej historii polsko-węgierskiej. Na Wawelu widziałem np. grób króla Stefana Batorego. Był Węgrem i jednym z największych polskich władców. Nasze narody od stuleci żyją w przyjaźni i spotkałem się z nią również tutaj w Polsce. Dostałem nawet od kibiców specjalną flagę, nawiązującą do tej przyjaźni.

Guzmics był też w Zakopanem, nad Morskim Okiem. - Bardzo spodobały mi się polskie góry. Jest jeszcze trochę miejsc, które chciałbym zobaczyć. Nie miałem okazji np. jeszcze wybrać się do kopalni soli w Wieliczce, a słyszałem, że warto tam pojechać. Czekam, aż będę miał trochę więcej wolnego czasu, bo wiem, że potrzeba dobrych kilku godzin, żeby ją zwiedzić, a jak mam jeden wolny dzień, to muszę też myśleć o odpoczynku, bo piłkarz musi dbać o regenerację sił. Chciałbym także pojechać nad polskie morze, bo na razie byłem tam tylko wtedy, gdy graliśmy z Lechią Gdańsk, ale nie było oczywiście czasu na zwiedzanie.

Wizyta w Auschwitz

Richard Guzmics przyznaje, że jedno miejsce, które miał okazję zobaczyć, zrobiło na nim szczególne wrażenie i skłoniło do poważniejszych przemyśleń.

Węgier wybrał się do byłego obozu koncentracyjnego Auschwitz, a o swoich wrażeniach mówi: - Chciałem tam pojechać, ale muszę przyznać, że to był dla mnie bardzo trudny wyjazd. Człowiek po tym, co tam zobaczy, zmienia podejście do życia, zaczyna pewne rzeczy rozumieć, patrzeć na nie z innej perspektywy. Ja np. po tym wyjeździe zrozumiałem, jak dobre mam życie. Moje problemy są niczym w porównaniu z tym, co spotkało tych ludzi.

Nie myśli o transferze

W ostatnim czasie Guzmics musiał odłożyć na bok turystyczne zainteresowania. Jego reprezentacja, tak jak nasza, walczyła w eliminacjach do mistrzostw Europy. Węgrzy byli bardzo blisko bezpośredniego awansu, ale ostatecznie ta sztuka im się nie udała, bo wyprzedzili ich piłkarze Irlandii Płn. i Rumunii. Guzmicsowi i kolegom pozostaje teraz gra w barażach, w których o paszporty do Francji powalczą z Norwegami. Mecze już wkrótce. Pierwszy 12 listopada w Oslo, rewanż trzy dni później w Budapeszcie.

W eliminacjach piłkarz Wisły grał w większości ostatnich meczów, a w zremisowanym 1:1 spotkaniu z Irlandią Płn. strzelił nawet bramkę, pierwszą w swojej reprezentacyjnej karierze. To sprawiło, że na Węgrzech zrobiło się o nim dość głośno. Sam jednak przyznaje, że miejscowi dziennikarze już wcześniej interesowali się tym, jak radzi sobie w naszym kraju.

- Pytali i pytają o to, jak żyje się w Polsce - opowiada. - Interesują się tym, jak gram w Wiśle. Piszą również o ważniejszych meczach - z Legią, derbach z Cracovią. Staram się robić dobrą reklamę Polsce!

Tę reklamę „Rysiek”, jak mówią o nim koledzy z Wisły, będzie robił jeszcze przez jakiś czas. Umowa z „Białą Gwiazdą” wiąże zawodnika do 30 czerwca 2017 roku, a Guzmicsowi tak podoba się w Polsce, że nie chce snuć planów o wyjeździe.

Gdyby Węgrzy ostatecznie awansowali na Euro 2016, a on pokazał się we Francji z dobrej strony, mógłby myśleć o transferze do mocniejszej ligi niż polska. Guzmics woli jednak koncentrować się na tym, co najbliżej, bo zapytany o ewentualny transfer, mówi: - Podchodzę do tego w taki sposób, że zawsze najważniejszy jest najbliższy mecz i nie ma sensu myśleć o tym, co będzie za pół roku. Ja przede wszystkim chcę grać jak najdłużej w piłkę, bo to sprawia mi ogromną przyjemność. Chciałbym grać bez kontuzji i na jak najlepszym poziomie. Nasz kapitan w Wiśle Arek Głowacki jest dla mnie w tym względzie wzorem i chciałbym w dobrej formie utrzymywać się tak długo jak on. Nie myślę teraz o jakiejkolwiek zmianie, bo jak pokazuje historia mojej kariery, ja nie lubię często zmieniać klubów. A w Wiśle i w Polsce naprawdę czuję się bardzo dobrze.

Czeka na gola w Wiśle
Węgierski wiślak urodził się 16 kwietnia 1987 roku w Szombathely. W drużynie Haladas z tego miasta rozegrał 249 meczów w ekstraklasie, w których strzelił osiem bramek. W Wiśle gra od sezonu 2014/2015. Do tej pory zaliczył 34 mecze. Nie udało mu się jeszcze strzelić ani jednej bramki, ale to nie tego przecież oczekują trenerzy od środkowego obrońcy. W reprezentacji Węgier Richard Guzmics rozegrał 10 meczów, w których zdobył jednego gola. Został już powołany na zbliżające się barażowe spotkania z Norwegią, których stawką będzie awans do Euro 2016. Piłkarze w szatni „Białej Gwiazdy” wołają na swojego węgierskiego kolegę „Rysiek” albo „Riczi”. Guzmics ma bardzo dobre warunki fizyczne, przy 190 cm wzrostu waży 88 kg.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo