Rockowy krzyk wolności

Redakcja
FILM. Juto trafi na ekrany kin film "Beats Of Freedom" - dokument opowiadający o roli, jaką odegrał w przemianach politycznych minionego wieku boom rockowy w Polsce lat 80.

Autorami obrazu są filmowiec Wojciech Słota i dziennikarz Leszek Gnoiński. Ponieważ realizowali go na zamówienie Instytutu Adama Mickiewicza, zajmującego się promocją polskiej kultury za granicą, został on nakręcony z myślą o zachodnim odbiorcy. Stąd jego narrator - Chris Salewicz, brytyjski dziennikarz polskiego pochodzenia, który przyjeżdża do ojczyzny swych przodków, aby dowiedzieć się, w jaki sposób muzyka rockowa przyczyniła się do obalenia komunizmu.

Choć film zaczyna się od sekwencji pokazujących występy The Rolling Stones w Warszawie i Czesława Niemena w Opolu pod koniec lat 60., szybko przenosimy się w czasie, aby dziesięć lat później być świadkami narodzin punkowego ruchu w Polsce. Twórcy filmu zgrabnie zestawiają dokumentalne sekwencje z gierkowskiej dekady ze zdjęciami młodych obszarpańców, którzy, chcąc naśladować swych angielskich kolegów, stali się... "wrogami socjalistycznej ojczyzny". I choć w filmie pojawiają się mainstreamowe zespoły w rodzaju Perfectu czy Maanamu, Słota i Gnoiński podążają dalej punkowym tropem - trafiając oczywiście do Jarocina. Bo rzeczywiście - choć niezgoda na komunistyczny system słyszalna była w tekstach wielu zespołów rockowych, to właśnie punkowcy i nowofalowcy artykułowali ją najwyraźniej.

Sporo w filmie poruszających scen, ale dwie są wyjątkowe. Pierwsza to występ Brygady Kryzys z utworem "Wojna". W zestawieniu ze zdjęciami pokazującymi wprowadzanie stanu wojennego w Polsce, niemal profetyczne słowa piosenki ("Wojna/Maszerują niewolnicy/Będą na was polować/Będą was zabijać"), robią wielkie wrażenie. Nic dziwnego, że Brygada mogła zarejestrować to nagranie w studiu dopiero w 1992 roku. I Dezerter - z piosenką "Nie ma nas". Na ekranie oglądamy fragment występu grupy na warszawskim festiwalu "Rób Rege", podczas którego rozrywa ona szarą kurtynę oddzielającą ją od widowni, śpiewając: "Chcę być kęsem, który zatruje ten organizm".

Choć zrozumiałe jest, że w 78-miutowym filmie nie da się pokazać wszystkiego, szkoda, że jego twórcy nie przedstawili ówczesnej sceny reggae, związanej z grupą Izrael. To skupionym wokół niej muzykom udało się wówczas stworzyć artystyczną komunę, funkcjonującą poza realiami socjalistycznej rzeczywistości. Co więcej - to z tekstów ich piosenek trafił do języka młodzieży termin "Babilon", oznaczający komunistyczny system. Warto było również pokazać Andrzeja Dziubka, który tworzył na Zachodzie i płytami zespołów De Press i Holy Toy zwracał uwagę tamtejszej opinii publicznej na sprawy Polski, mając opinię "antykomunistycznego partyzanta". Przesadzona wydaje się natomiast rola Marka Niedźwieckiego i jego "trójkowej" listy przebojów. O wiele większe znaczenie dla rockowego podziemia miały wtedy audycje Pawła Sito w Rozgłośni Harcerskiej.

Mimo nieuniknionej powierzchowności i braku pewnych wątków, "Beats Of Freedom" robi pozytywne wrażenie - dzięki bogatej dokumentacji zdjęciowej i filmowej tamtych czasów, ciekawym wypowiedziom muzyków, pomysłowo poprowadzonej narracji. Choć były już obrazy próbujące uchwycić fenomen Jarocina i rockowego undergroundu lat 80., ten ma wyjątkowy charakter - ze względu na wpisanie muzyki w szeroki kontekst historyczny, dystans do opisywanych wydarzeń i przekrojowy charakter.

PAWEŁ GZYL

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie