Rodzicielski protest

Redakcja
Rok szkolny w gminie Pałecznica rozpoczęła msza święta w tutejszym kościele parafialnym. Po jej zakończeniu na przykościelnym parkingu pozostała grupa rodziców i uczniów z Winiar. Po krótkiej rozmowie z wójtem Marcinem Gawłem postanowili, że wspólnie z dziećmi nie pójdą rozpoczynać roku szkolnego do oddalonej o kilkanaście metrów szkoły w Pałecznicy. - My naszych dzieci do Pałecznicy nie damy, a dyrektor z Ibramowic powiedział, że ich nie przyjmie. Wracamy do Winiar - zadecydowali i w ten sposób rozpoczął się strajk szkolny, będący zwieńczeniem konfliktu, jaki rozpoczął się jeszcze w lutym.

- Do Pałecznicy dzieci nie damy - mówią rodzice z Winiar

 W szkole podstawowej w Pałecznicy miało wczoraj rozpocząć nowy rok szkolny 120 uczniów. Ale rozpoczęło około 90. Rodzice uczniów klas IV-VI z Winiar nie zgadzają się na zmniejszenie stopnia organizacyjnego tutejszej szkoły na trzyklasowy i posyłanie dzieci do oddalonej o 4 kilometry Pałecznicy.
 To właśnie wtedy Rada Gminy w Pałecznicy zadecydowała, że od 1 września 2000 roku w szkole w Winiarach będą się uczyć dzieci z klas I-III i gimnazjaliści. Uczniowie z klas IV-VI będą natomiast dojeżdżać do Pałecznicy, gdzie pozostawiono podstawówkę sześcioklasową. Główne argumenty przemawiające za takim rozwiązaniem były dwa. Po pierwsze w Winiarach, w klasach IV-VI uczy się zaledwie 28 uczniów. Argument drugi, ściśle związany z pierwszym, był taki, że tak małą ilość dzieci bardziej się gminie opłaca dowozić do Pałecznicy, niż zatrudniać dla nich nauczycieli w Winiarach.
 Tłumaczenie to nie przekonało rodziców z Winiar. Ci twierdzą bowiem, że nie pozwolą na to, by przenosić uczniów ze szkoły nowej (szkoła w Winiarach to "tysiąclatka") do stuletniego budynku szkolnego w Pałecznicy. Po decyzji radnych zaczęli więc protestować przeciwko niej. W Winiarach był kurator Jerzy Lackowski, który decyzję radnych zaopiniował pozytywnie. Uchwałę utrzymał w mocy również Wydział Prawny Urzędu Wojewódzkiego, którego pracownicy nie doszukali się w niej uchybień formalnych.
 Gdy uczniowie z Winiar pojechali wczoraj do swojej dotychczasowej szkoły, w Pałecznicy ich koledzy rozpoczynali rok szkolny. W Winiarach doszło natomiast do spotkania rodziców z wójtem. Następnie wszyscy udali się do szkoły w Pałecznicy.
 - Tu chodzi o bezpieczeństwo dzieci. Czy ktoś nam może przedstawić dokumenty, zaświadczające że po przyjęciu dodatkowych uczniów budynkowi nie grozi katastrofa budowlana? - pytała wczoraj Lucyna Nowakowska z Winiar. W odpowiedzi usłyszała, że takiego niebezpieczeństwa nie należy się obawiać, ponieważ niedawno eksperci budowlani stwierdzili, że do szkoły można dobudować kolejną kondygnację. - Gdy 10 lat temu zaczynałam tutaj pracę, w szkole było 170 uczniów. Teraz jest ich tylko 120. Dlatego nie widzę żadnego zagrożenia - uważa Elżbieta Pędziwiatr, dyrektor szkoły w Pałecznicy.
 Mimo to trudno ukryć, że szkoła w Pałecznicy rzeczywiście odbiega znacznie od współczesnych standardów. - Co te dzieci będą robić na przerwach? Tu nie ma nawet korytarza. Mamy przecież XXI wiek! Dzieci będą musiały siedzieć w klasach. Tymczasem one są przyzwyczajone do tego, że w Winiarach miały dużo miejsca i swobody. Co będą robić gdy będą czekać na autobus? Gdzie się wtedy podzieją? Zresztą autobus nawet nie ma gdzie podjechać. My bronimy swoich dzieci. Jeżeli tamta szkoła byłaby duża, bezpieczna, nie miałabym nic przeciwko przeniesieniu dziecka. Ale przenosić dzieci z lepszych warunków do gorszych? - mówi Anna Mzyk. Gdy zapytaliśmy jednego z uczniów, dlaczego nie chce się uczyć w Pałecznicy, odparł: - W kurniku uczyć się nie będę...
 Kontrargumentem samorządu i dyrekcji szkoły w Pałecznicy jest to, że choć szkoła jest rzeczywiście wiekowa i dzieci skazane są na przebywanie w klasach podczas przerw, to jednak ostatnio zrobiono dużo, by budynek był jak najlepiej przygotowany na przyjęcie uczniów.
- Gdy zaczynałam tu pracować, w każdej klasie były piece kaflowe. Teraz mamy centralne ogrzewanie. Klasy są przestronne, sanitariaty dopiero niedawno wyłożono płytkami, znajdują się nawet w lepszym stanie niż te w Winiarach. Tymczasem niektórzy opowiadają, że u nas dzieci muszą się załatwiać na polu - mówi Zofia Małkuch, woźna w szkole w Pałecznicy od 14 lat.
 - Przez 10 lat nie zdarzał się w naszej szkole ani jeden wypadek. Wiadomo, że wszyscy chcielibyśmy mieć pałace. Zapominamy przy tym, że w szkole nie liczą się tylko warunki, ale również wychowanie. Do szkoły przychodzimy po wiedzę
- dodaje Elżbieta Pędziwiatr.
 Jej próby przekonania rodziców, że choć w Pałecznicy warunki są na pewno gorsze niż w Winiarach, ale za to w szkole panuje znakomita atmosfera i młodzież uzyskuje bardzo dobre wyniki nauczania, nie powiodły się. Nie przekonała ich również obietnica, że już w listopadzie ma być oddana do użytku nowa sala gimnastyczna dla uczniów z Pałecznicy. - Klasy są czyste, zadbane, to prawda. Do pani dyrektor ani do nauczycieli nie mamy żadnych zastrzeżeń, ale taka zmiana warunków jest dla nas nie do przyjęcia - mówią. - Ale przecież w poniedziałek dzieci muszą gdzieś iść do szkoły. - Wcale nie muszą...

ALEKSANDER GĄCIARZ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie