Rój notatek

Redakcja
JAN PIETRZAK: Jak w kabarecie

   Trwa erupcja notatek na temat randki Wołodii, zwanego Ałganowem, z Janem, zwanym Kulczykiem. Z jednej strony postępowa Europa popiera bliskie kontakty między mężczyznami, a z drugiej robi aferę, kiedy dwaj przystojniacy potrzymają się za ręce i popatrzą sobie w oczy. Gdzie indziej wybuchają wulkany, u nas z byle powodu wybuchają afery. W Japonii trzęsie się ziemia, u nas trzęsie się Pałac Prezydencki. Nad Karaibami przelatują tajfuny, u nas lecą notatki.
   Wszyscy, którzy cokolwiek mieli wspólnego z wiedeńskim spotkaniem, uważają, że powinni zgłosić jakąś notatkę. Ponieważ owi "wszyscy" to agenci służb specjalnych, notatki są oczywiście ściśle tajne, łamane przez poufne. Za sprawą osmozy przenikają jednak do jawnego życia. Wzbudzają popłoch i sensację, następnie są dementowane. Po czym pojawiają się inne notatki, które rzucają nowe światło i nowe nazwiska na tapetę.
   Miejmy nadzieję, że sejmowa komisja ds. Orlenu spokojnie, bez emocji rozwikła następstwa zdarzeń i spraw oraz oddzieli kłamstwa od prawdy. Łatwe to nie będzie, bo zbyt wiele do ukrycia mają przeróżni udziałowcy Orlenu, których istnienia możemy się domyślać.
   Tymczasem po sąsiedzku, kolega Ałganowa ze szkoły KGB, prezydent Putin, też Wołodia (po Leninie), odwiedził w tym tygodniu prezydenta Kuczmę Leonida (po Breżniewie). Wpadł do Kijowa, by podtrzymać na duchu przyjaciela, zmuszonego oddać władzę nad Ukrainą w inne ręce. Ukraina to nie Orlen, tu Ałganow nie wystarczy. Męska przyjaźń niejedno ma imię. Dla kijowskich przyjaciół nie jest obojętne, komu oddaje się władzę nad tym pięknym krajem. Jakiemuś schorowanemu Juszczence czy zdrowemu chłopu Janukowyczowi. Putin wpadł przypilnować, by choroba Juszczenki nie rozszerzyła się na większość elektoratu.
   Korzystając z sympatycznej okazji, do dwójki przyjaciół dołączył białoruski wódz, Łukaszenko. Odświeżony, po bezwzględnie wygranych wyborach, ma umocnić w ukraińskim społeczeństwie przekonanie, że Zachód do niczego nie jest Wschodowi potrzebny. Gdyby panowie znali stary polski przebój "Trzej przyjaciele z boiska...", mogliby sobie teraz odśpiewać: "...skrzydłowy, bramkarz i łącznik, żyć bez siebie nie mogą, dziarscy i nierozłączni...".
   Nasz dziarski prezydent Kwaśniewski, odtrącony przez wschodni triumwirat, udręczony przez pełzający przewrót w Warszawie, wyrwał się do króla Belgów, by w luksusach królewskiego dworu zebrać myśli przed spotkaniem z komisją Gruszki. Do czego to podobne, by jakiś chłop Gruszka wzywał bywalca europejskich salonów na przesłuchanie? Oj, bieda, bieda z tą wolnością i demokracją... Aż się prosi o garść właściwych notatek, które uporządkują sytuację. Tylko kto je napisze?
[email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie