Rolnicy nie chcą lasów?

Redakcja
Przez ostatnie dwa lata tylko dwóch rolników z powiatu olkuskiego zwróciło się do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa o przyznanie pomocy na zalesienie swoich gruntów. Zalesili niespełna dwa hektary. Tymczasem w samym powiecie olkuskim jest kilka tysięcy hektarów nieuprawianych pól, które można by zalesić.

Niewielu rolników decyduje się na zalesienie nieużytków. Fot. Jacek Sypień

POWIAT OLKUSKI. Rolnicy chcą zalesiać nieużytki, ale przeszkadza biurokracja

Dlaczego rolnicy nie chcą zalesiać nieużytków i jeszcze brać unijnych dopłat? Za to, że rolnik zalesi kawałek pola dostaje jednorazowo do 6260 zł za hektar. Potem przez pięć lat, rokrocznie dostaje do 1360 zł za ha tzw. premii pielęgnacyjnej, a przez 15 lat premię zalesieniową (1580 zł/ha na rok). Mimo to zainteresowanie jest znikome. - Sądzę, że wielu rolników chciałoby zalesić grunty, których i tak nie uprawiają, ale zniechęca ich biurokracja, jaka temu towarzyszy. Zanim dostaną dopłatę muszą pozałatwiać wszystko w urzędzie gminy, starostwie, nadleśnictwie i Agencji Restrukturyzacji. Sporządzić mapki, plan zalesienia i inne dokumenty. Przejście tej biurokratycznej drogi opłaca się jedynie, gdy ktoś zalesia kilka, czy kilkanaście hektarów, przy mniejszych areałach więcej wyda na załatwienie tych dopłat, niż potem dostanie - mówi pracownik jednego z urzędów. Inna sprawa, że wielu rolników, którzy chcą zalesiać pola, blokuje brak uchwalonych planów zagospodarowania przestrzennego przez gminy. Dopłatę na zalesienie można otrzymać tylko wtedy, gdy w planie zagospodarowania jest wyraźnie określone, że grunt jest przeznaczony na zalesienie. A co zrobić, jeśli gmina nie ma ważnego planu?

Paradoksalnie, część rolników, którzy chcą zalesić nieużytki, a nie chcą wydeptywać ścieżek po urzędach zwraca się do starostwa powiatowego, które, jak mówią przepisy, może pokryć "całkowite lub częściowe koszty zalesienia". W praktyce rolnicy dostają zwrot kosztów za zakupione sadzonki, albo dostają sadzonki zakupione przez starostwo. Choć nie dostają żadnych premii, czy dopłat, które oferuje ARiMR, mimo to są zainteresowani. Co prawda w ub. roku żaden z rolników w powiecie olkuskim nie skorzystał z takiej możliwości, ale w tym roku jest większe zainteresowanie. W minionych latach zalesiano w ten sposób nawet 40 hektarów rocznie.

W tym roku zmieniono nieco zasady przyznawania pomocy z ARiMR na zalesienia. Zwiększono maksymalną powierzchnię gruntów przeznaczonych do zalesienia z 20 do 100 ha. Ale taką zmianą, która bardziej zainteresuje rolników w powiecie olkuskim jest możliwość zalesiania gruntu nawet o pow. 10 arów (dotychczas 0,5 ha), jeśli dany grunt graniczy z lasem. Rolnicy mogą składać wnioski w ARiMR od 1 czerwca do końca lipca. Niestety unijny, finansowany z PROW 2007- 13 program "Zalesianie gruntów rolnych i zalesianie gruntów innych niż rolne" poniósł spektakularną klęskę. W 2008 roku tylko 53 rolników z całej Małopolski zwróciło się do ARiMR o pomoc w zalesianiu gruntów rolnych, rok później złożono 67 wniosków, a w ub. roku 59. Na całe województwo!

Tymczasem zalesianie nieużytków przez rolników mogłoby w perspektywie kilkunastu lat zmniejszyć problem braku drewna na rynku. Już teraz wielu tartakom grozi zamknięcie, bo Lasy Państwowe sprzedają sporo drewna zagranicznym kontrahentom poza aukcjami, w których muszą brać udział krajowi nabywcy. Ponieważ brakuje drewna dla krajowego przemysłu drzewnego, dlatego coraz więcej właścicieli tartaków sprowadza drewno z zagranicy, najczęściej ze Słowacji. A przecież mogliby je pozyskać z naszych lasów prywatnych.
Tyle, że nikt dokładnie nie wie, ile tych lasów jest. Według oficjalnych statystyk mamy w Polsce 1,6 mln ha lasów prywatnych. Leśnicy mówią, że faktycznie jest ich ponad 2 mln ha, bo w ostatnich latach wiele nieużytkowanych terenów rolnych porosło samosiejkami, czyli dokonała się naturalna sukcesja.

Jednak o ile lasy państwowe - to fabryki drewna, o tyle lasy prywatne raczej skromne manufaktury. Gospodarka w lasach państwowych przynosi 0,3 proc. PKB, a w lasach prywatnych, które stanowią 20 proc. wszystkich lasów w Polsce - zaledwie 0,02 proc. PKB. Z jednego hektara lasu państwowego można uzyskać 260 m sześć. drewna, a z prywatnego tylko 180 "kubików". Mimo to, zdaniem leśników, lasy prywatne mają rezerwę w postaci 3-4 mln m sześć. drewna rocznie. Można je wyciąć bez negatywnych skutków dla lasu, gdyż obecnie pozyskanie drewna w lasach prywatnych jest pięciokrotne mniejsze, niż w państwowych.

Jednak dużym problemem w prowadzeniu gospodarki w lasach prywatnych jest ich rozdrobnienie. Dla przykładu, w powiecie olkuskim jest 5332 ha lasów należących do osób fizycznych, ale w samej tylko gminie Olkusz jest 1320 ha lasów prywatnych, które mają 7300 właścicieli. Nadleśnictwo Sucha Beskidzka nadzoruje 13 tys. 300 ha lasów niepaństwowych, należących do 11 tys. 500 właścicieli, którzy mają łącznie 56 tys. działek leśnych. Leśnicy mówią, że wielu właścicieli lasów "chłopskich", szczególnie takich, którzy wyemigrowali do miast, wie, że mają las, ale nie wie, jak go znaleźć i nigdy w życiu w nim nie byli. - Pod zarządem jednego z naszych nadleśnictw jest prywatna działka leśna, która ma ponad 2 km długości i 2 metry szerokości. Mówienie o tym, że jej właściciel może na niej prowadzić gospodarkę leśną - jest fikcją - mówi Krzysztof Chojecki, rzecznik prasowy katowickiej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych.

Jacek Sypień

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie