Rosjanie w USA pytają: Czy Władimir Putin ma haki na Donalda...

Rosjanie w USA pytają: Czy Władimir Putin ma haki na Donalda Trumpa?

Toby Harnden

Polska

Aktualizacja:

Polska

Rosjanie w USA pytają: Czy Władimir Putin ma haki na Donalda Trumpa?

©BRENDAN SMIALOWSKI/AFP/EAST NEWS

Przez Waszyngton przelewa się fala oburzenia związana ze szczytem w Helsinkach. Tymczasem rosyjscy emigranci w San Francisco zadają sobie jedno wielkie pytanie, czy Moskwa ma materiały kompromitujące amerykańskiego prezydenta.
Rosjanie w USA pytają: Czy Władimir Putin ma haki na Donalda Trumpa?

©BRENDAN SMIALOWSKI/AFP/EAST NEWS

Siedzę z Alexem Mireckim w jego pełnym rosyjskich potraw sklepie. Jest tu tradycyjny kwas chlebowy, pierogi pielmieni i czekolada „Czerwony Październik”. Właściciel opowiada mi o długiej podróży, jaką przebył - od byłego Związku Radzieckiego do Ameryki Donalda Trumpa.

Ten żydowski emigrant opuścił Sankt Petersburg - wówczas jeszcze Leningrad - w 1987 roku i przez Włochy oraz Niemcy dotarł do USA. W latach 90. otrzymał amerykańskie obywatelstwo. Trumpa uważa za „zagrożenie dla Ameryki”, a jego rosyjskiego odpowiednika Władimira Putina - znał go jeszcze jego ojciec - za gangstera.

Znajdujemy się w samym sercu dzielnicy „Mała Rosja” w San Francisco. Mieszka tu nawet 80 tys. osób pochodzących z byłego Związku Radzieckiego. Sklep Mireckiego nazywa się „Europa Plus” - to nazwa jednej z moskiewskich stacji radiowych nadających muzykę pop - i stanowi miejsce spotkań lokalnej społeczności. Rozmowy często polegają na wymianie najnowszych plotek i toczą się po rosyjsku.

Wieszak na prasę zapełniają rosyjskojęzyczne gazety. Na okładce jednej z nich widzimy podejrzanie wyglądającego Trumpa i nagłówek - „Gry szpiegowskie wokół Białego Domu”. Artykuł opisuje nadzwyczaj przyjazne spotkanie przywódców Rosji i USA w Helsinkach.

- Dziś jeśli kojarzysz się z Rosją, masz kłopot - mówi 56-letni Mirecki. - Moi sąsiedzi męczą mnie o to, gdzie zaparkowałem swojego vana - ma na drzwiach napis „Rosyjskie towary” - a rosyjski konsulat robi mi trudności, gdy chcę lecieć do kraju. Kilka lat temu jakiś gość krzyknął na mnie: „Jeb..y Rosjanin”.

Podobnie jak i cała Ameryka, rodzina mojego rozmówcy ma podzielone zdania na temat Trumpa. - Jesteśmy kompletnie podzieleni. Mój młodszy syn to rozsądny i zadowolony z życia facet. Pracował dla różnych organizacji niedochodowych, a obecnie prowadzi wypożyczalnię rowerów. Stuprocentowy liberał z San Francisco! Starszy przerwał studia i cały dzień siedzi w Internecie czytając wszystkie te bzdury. Twardy i zagorzały zwolennik Trumpa. Chodzi na wiece i jak może wspiera jego działania. Problem w tym, że pierwszy w ogóle nie rozmawia z drugim - narzeka Mirecki.

W sklepie ma podobną sytuację. - Zatrudniam imigrantów z Ukrainy, Mołdawii, Armenii i Rosji. Nie rozmawiamy o polityce - zbyt wiele kontrowersji!

Wychodzimy na Geary Boulevard i docieramy do przedmieścia Richmond, gdzie znajduje się rosyjska cerkiew prawosławna pod wezwaniem Świętej Dziewicy Pocieszycielki Strapionych. Wierni modlą się tu przed grobowcem świętego Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego Jana Maksymowicza. Miejscowi wpadają czasem do piekarni „Cinderella” i często zaglądają do rosyjskiej „Renaisannce Restaurant” czy „Red Tavern” serwującej barszcz i bakłażany przyrządzane według przepisu kuchni odeskiej.

Właśnie skończyła się msza. Przed cerkwią spotykam 59-letnią Alionę Krassowską. Jest dumna ze swojego rosyjskiego dziedzictwa i tradycji, ale obawia się, że Trump siedzi w kieszeni u Putina. - Putin to KGB. Wiem, coś o tym, bo moi rodacy cierpieli pod rządami takich jak on łobuzów. W czasie zimnej wojny już było całkiem fatalnie - wszyscy podchodzili do Rosjan podejrzliwie. Teraz w wiadomościach wciąż słychać - Rosja to, Rosja tamto. Jestem Rosjanką, a ktoś, kto ogląda telewizję, od razu pewnie myśli, że w takim razie muszę być też prostytutką, złodziejką i agentką - skarży się Krassowska.

Dla wielu Amerykanów rosyjskiego pochodzenia taka sytuacja stanowi bardzo niemiłe zaskoczenie. - Pewnego dnia zadzwonili z wiadomości z kanału ABC7 - mówi Emil, etniczny Ormianin, który wyemigrował z Gruzji, a obecnie jest menedżerem „Red Tavern”. - Pytali, co sądzę o szczycie Trump-Putin. Odpowiedziałem, że jestem tu po to, aby rozwijać interes i dbać o zadowolenie naszych klientów. Moje polityczne opinie? Trzymam się od tego z daleka. Mam dwoje dzieci. Muszę zapewnić im utrzymanie i edukację. Muszę po prostu dobrze zarządzać tym miejscem. I to właśnie robię - mówi Emil.
1 »

Komentarze (1)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Haki

Babajaga (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Co się pytać, przecież to oczywista oczywistość.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo