Rozmowa z Ewą Łączyńską-Widz. Mam swój sposób reklamowania...

Rozmowa z Ewą Łączyńską-Widz. Mam swój sposób reklamowania galerii BWA. Pytam przechodniów, jak do niej trafić

Łukasz Winczura

Gazeta Krakowska

Aktualizacja:

Gazeta Krakowska

Ewa Łączyńska-Widz największą batalię toczy o młodego człowieka, którego chce przekonać, że galeria sztuki to lepsze miejsce na randkę niż pójście na

Ewa Łączyńska-Widz największą batalię toczy o młodego człowieka, którego chce przekonać, że galeria sztuki to lepsze miejsce na randkę niż pójście na hamburgera ©Artur Gawle

Rozmawiamy z Ewą Łączyńską-Widz, dyrektorem Biura Wystaw Artystycznych w Tarnowie. Wspominamy Bogusława Wojtowicza, twórcę festiwalu sztuki Art-Fest i próbujemy znaleźć odpowiedź na pytanie, jakiej oferty kulturalnej oczekują tarnowianie.
Ewa Łączyńska-Widz największą batalię toczy o młodego człowieka, którego chce przekonać, że galeria sztuki to lepsze miejsce na randkę niż pójście na

Ewa Łączyńska-Widz największą batalię toczy o młodego człowieka, którego chce przekonać, że galeria sztuki to lepsze miejsce na randkę niż pójście na hamburgera ©Artur Gawle

Znała pani Bogusława Wojtowicza?

Tak, oczywiście. Przyjmował mnie do pracy.

To on wymyślił primaaprilisowy dowcip o tym, że Tarnów ma obraz Pabla Picassa i dzięki temu jedna z ulic zyskała patrona w osobie tego artysty?

Słyszałam coś. Ale nie było mnie jeszcze w Tarnowie.

Jakim był człowiekiem?

Wyjątkowym. I w sumie ta jego nagła śmierć...


Długo cierpiał.

Rzeczywiście, wcześniej ciężko chorował. Ale już mijało te magiczne pięć lat, które mogą dać jakiś spokój osobie nowotworowej.

Pierwszą walkę wygrał.

Drugiej już niestety nie. Ten drugi atak przyszedł, kiedy rozpoczynaliśmy prace nad kolejną edycją Art Festu.

Dziecka Bogusława Wojtowicza.

Bezapelacyjnie. On wymyślił całą formułę festiwalu, która jest taka wielowymiarowa, w którym różne rzeczy się dzieją.

Teraz każdy tak robi

Owszem, ale kiedy ten festiwal powstawał 15 lat temu, takiego myślenia jeszcze nie było. Nawet w skali kraju.

Byliśmy awangardą?

Tak. Pojawiała się u nas plejada znakomitych artystów. A to wszystko w sytuacji, gdy praktycznie nie było zaplecza. To był inny kulturalnie Tarnów. I ta osoba bez żadnego zaplecza wymyśla taki festiwal. Duże formy sceniczne, literackie, teatralne, zaprasza artystów z różnych dziedzin. I kiedy przygotowywaliśmy festiwal i okazało się, że pan dyrektor źle się czuje. Była wczesna jesień, nie myśleliśmy początkowo, że jest to nawrót choroby. Później się okazało, że zapadł w śpiączkę.

Niemal do końca prowadził was za rękę.

Tak. Ale zostaliśmy ze świadomością, że przejmujemy jego festiwal Art Fest, czyli coś wesołego, radosnego, nie zaś melancholijnego i smutnego. Z jednej strony cieszyliśmy się, że możemy zaprosić jakiegoś wybitnego artystę i wydarzenie kulturalne, zachęcać publiczność do tego, żeby się radowała, na swój sposób kontemplowała. Pamiętam, te kolejne koncerty, które się odbywały, a my z rękami na telefonach i taką świadomością, że może przyjść wiadomość, że to już koniec… To naprawdę było niezwykle smutne. Dla dojrzałych kulturowo tarnowian była to postać wyjątkowa.

A ile jest tych „dojrzałych kulturowo tarnowian”?

Myślę, że dużo. Mnie to fascynuje i zastanawia. Patrzę przez pryzmat tego miejsca. Widzę grupy fantastycznych ludzi, którzy przychodzą na koncerty muzyki klasycznej, na wieczory poetyckie, do nas. A o młodego widza trzeba walczyć. Stosować różne sztuczki, żeby się oderwał od telefonu czy komputera.

Przyciągać, szokując?

Akuratnie nie jestem zwolennikiem tego, żeby szok był elementem strategicznym.

A co jest?

Miks. Jest pewna część osób, która ma bardzo wyrafinowany gust i widać, że jak ściągamy jakąś wartościową rzecz, sprawiamy im wielką radość. Po wtóre, tarnowianie są bardzo dumni z sukcesów rodzimych artystów.

W epoce hejtu? To wprost niewiarygodne.

A jednak. Bardzo się tym interesują.

Kto oprócz Wilhelma Sasnala jest na topie?

Stała grupa artystów, jak państwo Pazerowie czy rodzina Martynowów. Ale odkąd powstał Instytut Sztuki przy PWSZ, objawiają się nowe talenty. W ogóle środowisko artystyczne bardzo się podbudowało. Myślę, że niedługo usłyszymy o Łukaszu Wojtanowskim. Łukasz jest bardzo oryginalnym artystą. Pracuje w bardzo rzadkiej technice, czyli batiku. Ciekawą postacią jest pochodzący z Tuchowa Krzysztof Maniak, który w swojej rodzinnej miejscowości tworzył obrazy filmowe, fotografie. I nagle okazuje się, że pojawia się na prestiżowej wystawie w Warszawie. Czasem komuś nieoczekiwanie może dopisać szczęście. Ale też temu szczęściu trzeba pomóc.

Podobają się pani ułożone przez Wilhelma Sasnala w mościckich chaszczach kręgi betonowe?

W XXI wieku sztuka ma różne formy. W innym materiale pracowali artyści baroku, w innym my.

Litości, kręgi betonowe?!

Nie możemy mówić artystom, że skoro najwspanialszy obraz namalował Leonardo, to oni też tak muszą robić. A co do Sasnala, byłam zaangażowana w ten projekt.

Ups. To przepraszam.

Nic się nie stało (śmiech). Ale skoro pracowałam przy projekcie, to nie jestem obiektywna. Bardzo się cieszę, że rzeźba Sasnala powstała w Tarnowie.

W Mościcach. On na to zwraca uwagę.

Rzeczywiście. Ale zgodzimy się, że Sasnal to uznana postać w sztuce światowej. Tworzy obrazy, kręci filmy. A tu stworzył coś wyjątkowego. I to u nas. Powinniśmy się z tego cieszyć, że nie zrobił tego w Nowym Jorku czy Dubaju. I ta oryginalna forma.

Wandalom trudniej zniszczyć, bo to beton.

To prawda. A przy okazji proszę zapytać Marcina Pałacha z Tarnowskiego Centrum Informacji, ile odebrał telefonów z różnych zakątków od ludzi chcących to oglądnąć.

Jak to jest, że nasze BWA jest bardziej znane w Warszawie, ujmowane w ogólnopolskich rankingach, a u siebie jakby mniej?

Zależy, kogo zapytać. O widza w Tarnowie stale musimy zabiegać. Mam też swój trick, jak reklamować naszą placówkę. Po prostu pytam przechodniów, jak dojść do BWA.

Zaczęliśmy od Art Festu , to i skończmy na nim. Pani faworyci tegorocznej edycji?

Na pewno koparyczny balet w hali produkcyjnej. Po drugie - zapalenie na bloku przy ul. Monte Cassino napisu „Sto lat” w związku z rocznicą niepodległości. I spotkanie autorskie z Weroniką Gogolą, laureatką Nagrody Conrada, nominowaną do Nagrody Nike.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo