MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Ruchoma tożsamość

Łukasz Gazur
Przechodząc przez ten magazyn zbiorów, śledząc kolejne sekcje - „#muzeum”, „#geografia”, „#język”, „#obywatele”, „#obyczaj”, „#sztuka współczesna” - odkrywamy ciekawe linkowania pomiędzy poszczególnymi eksponatami, bardzo nieortodoksyjne odczytania znaczeń. To istny masyw kolekcjonerski, celowy natłok, odwołujący się do pierwszej ekspozycji w Sukiennicach - czyli pierwszej siedziby Muzeum Narodowego w Krakowie
Przechodząc przez ten magazyn zbiorów, śledząc kolejne sekcje - „#muzeum”, „#geografia”, „#język”, „#obywatele”, „#obyczaj”, „#sztuka współczesna” - odkrywamy ciekawe linkowania pomiędzy poszczególnymi eksponatami, bardzo nieortodoksyjne odczytania znaczeń. To istny masyw kolekcjonerski, celowy natłok, odwołujący się do pierwszej ekspozycji w Sukiennicach - czyli pierwszej siedziby Muzeum Narodowego w Krakowie fot. Andrzej Banaś
Wystawa „#dziedzictwo” w Gmachu Głównym Muzeum Narodowego w Krakowie.

Przegląd zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie stał się punktem wyjścia do poszukiwania wspólnego mianownika dla polskiego społeczeństwa. Dr hab. Andrzej Szczerski, wicedyrektor placówki, celowo odwołuje się do legendarnej już wystawy „Polaków portret własny”, kuratorowanej przez Marka Rostworowskiego. Stąd kilka oczek puszczonych do widzów, którzy tamten pokaz znają lub pamiętają.

Pojawia się choćby „Obraz Polaka 1979” Leszka Sobockiego, przedstawiający papieża Jana Pawła II. To przed tym dziełem ludzie stawiali kwiaty na wystawie. Pojawia się też idea selfie, robienia sobie samemu zdjęć z pomocą smartfona. To odwołanie do lustra, jakie znajdowało się na końcu zdania, jakim była wystawa „Polaków portret własny”. Każdy mógł się przejrzeć.

Choć to może to porównanie wystaw jest nieco na wyrost, bo tamten pokaz wydawał się widzom propozycją antysystemową, to jednak trudno odmówić „#dziedzictwu” rozmachu. Przechodząc przez ten magazyn zbiorów, śledząc kolejne sekcje - „#muzeum”, „#geografia”, „#język”, „#obywatele”, „#obyczaj”, „#sztuka współczesna” - odkrywamy ciekawe linkowania pomiędzy poszczególnymi eksponatami, bardzo nieortodoksyjne odczytania znaczeń. To istny masyw kolekcjonerski, celowy natłok.

Wystarczy wskazać mapę przedrozbiorowej Polski, utkaną przez Filipinę Pełczyńską. Wyhaftowała ją z... własnych włosów. Brzmi jak sztuka współczesna, prawda? Tymczasem miał to być wyraz osobistego przywiązania, taki pukiel włosów, który oddawać ma znaczenie i pamięć o Ojczyźnie. Zresztą całą tę wystawę można czytać trochę jak opowieść o oporze przez pamięć. Symboliczne wydają się tu tablice mnemotechniczne Antoniego Jaźwińskiego, które pozwalały zapamiętywać ogromną liczbę informacji, a karierę zrobiły w edukacji m.in. we Francji, Rosji, USA.

To, co uważam, za niezwykle udaną propozycję na tej wystawie, to podkreślenie „tożsamości w ruchu”. Pewnej niestałości i dynamiki tego pojęcia. Stąd choćby wskazanie Polaków, działających daleko od ziem nad Wisłą, wpisujących „polskość” w inne tradycje narodowe.

Obok Malinowskiego, Strzleckiego i Domeyki znalazło się także miejsce dla Phillipe’a Patka, twórcy najdroższych i najbardziej luksusowych zegarków świata, albo Janiny Dłuskiej, projektującej okładki francuskiego „Vouge’a”. Polska może być luksusem. Ale jest i ciekawe sprzężenie zwrotne, które każe pokazywać jako obywateli Hucułów, Żydów, Tatarów. W tym kontekście warto wymienić portret autorstwa Olgi Boznańskiej.

Malarka polskich arystokratów tym razem przedstawia... anonimową Cygankę. Ale to wyzywające i pewne siebie spojrzenie postaci, jej tajemniczy w półskręt, który oznaczać może zasłanianie sekretów, każe widzieć w niej etniczną dumę i siłę kobiecości w jednym. W dzisiejszych czasach pojawianie się w kategorii „#obywatele” tego portretu jest szczególnie wymownym gestem.

A jest i Władysław Strzemiński i jedyny znajdujący się w Polsce obraz z cyklu „Moim przyjaciołom Żydom”. Wszystkie pozostałe dzieła tej serii artysta podarował do Instytutu Yad Vashem. A pomiędzy nimi cała masa polskich osobowości, portretowanych przez najwybitniejszych malarzy - Witkacy, Gottlieb, Wyczółkowski, Malczewski, Michałowski. Brak może polskiego fenomenu, czyli tzw. portretów trumiennych, ale jest ich XX-wieczna wersja, stworzona przez Leszka Sobockiego.

To, co mniej mi się podoba, to brak „krytycznego oka” i „trudnego dziedzictwa”, które mogłoby jeszcze bardziej urozmaicić tę wystawę. Dr hab. Andrzej Szczerski nie ukrywa jednak, że wolał pewien afirmatywny typ opowieści. Trudno. Nie zmienia to faktu, że wystawa jest frapującą wyprawą w głąb magazynów muzealnych i polskiej tożsamości.

WIDEO: Co Ty wiesz o Krakowie? - odcinek 7

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski