Ryszard Schnepf: Polska nie wstała z kolan. Zamiast...

Ryszard Schnepf: Polska nie wstała z kolan. Zamiast zarządzać wspólnym dobrem, bronimy partykularnych interesów, które nie służą Polakom

Zdjęcie autora materiału
Zbigniew Bartuś

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Ryszard Schnepf: Polska nie wstała z kolan. Zamiast zarządzać wspólnym dobrem, bronimy partykularnych interesów, które nie służą Polakom

©U.S. Department of Agriculture/CC BY 2.0

- Poza wąską grupa ludzi w Polsce świat nie uważa, że polska polityka zagraniczna była wcześniej „na kolanach”. Zajmowaliśmy bardzo solidną pozycję jednego z sześciu krajów UE, które decydowały o tym, w jakim kierunku Unia się rozwija. Byliśmy członkiem niezwykle ważnej grupy ds. ochrony granic, członkiem Schengen, a zarazem krajem, który dawał innym przykład. Polska miała – mówię to, niestety, w czasie przeszłym – wielki sztandar „Solidarności”, który mogła rozwijać także przed krajami, przed którymi zadanie transformacji dopiero stoi. Dziś zmieniamy historię. Można odnieść wrażenie, że pokazując światu sukces polskiej „Solidarności”, Lecha Wałęsy i wszystkich 10 mln członków tego wielkiego ruchu społecznego, byliśmy w błędzie. Nie uczestniczymy w tworzeniu koncepcji, jak dalej zmieniać i rozwijać Unię. Zamiast zarządzać wspólnym dobrem, bronimy jakichś partykularnych interesów – i to interesów, które nie służą Polakom. Nie chcę nawet mówić, kto się z tego cieszy - mówi dr Ryszard Schnepf, dyplomata, historyk, iberysta i urzędnik państwowy, były ambasador Polski w USA, Hiszpanii i krajach Ameryki Środkowej.
Ryszard Schnepf: Polska nie wstała z kolan. Zamiast zarządzać wspólnym dobrem, bronimy partykularnych interesów, które nie służą Polakom

©U.S. Department of Agriculture/CC BY 2.0

Kto decyduje o tym, na jakich zasadach działają polskie firmy? Co najmniej połowa obowiązujących w Unii Europejskiej, a więc i w Polsce, przepisów gospodarczych ma swoje źródło w unijnych dyrektywach lub rozporządzeniach. Wbrew powszechnej dziś narracji, nie są to paragrafy wymyślone i przeforsowane w ciemnych gabinetach unijnych komisarzy, lecz mozolnie tworzone i negocjowane, a następnie głosowane na forum Europarlamentu oraz w Radzie Unii Europejskiej, czyli przez ministrów wszystkich państw członkowskich odpowiedzialnych za procedowane kwestie, np. gospodarki, finansów, edukacji, pracy, transportu i konkurencyjności.

W praktyce, z punktu widzenia interesów danego kraju, kluczowa jest umiejętność budowania ponadnarodowych koalicji wokół spraw ważnych dla swojego państwa i obywateli, w tym przedsiębiorców. Trzeba umieć tworzyć takie koalicje w Parlamencie Europejskim, a jednocześnie skutecznie przekonywać do swych racji ministrów reprezentujących poszczególne kraje. Jak bardzo jest to ważne, przekonaliśmy się w zeszłym tygodniu, gdy Rada UE zatwierdziła przegłosowane wcześniej przez Europarlament zmiany w dyrektywie o delegowaniu pracowników do innych krajów Unii.

Zmiany te są niekorzystne dla ponad 80 tys. polskich zarabiających za granicą na świadczeniu usług np. budowlanych i uderzają w ponad 400 tys. pracowników legalnie wykonujących te usługi. W tym arcyważnym dla naszej gospodarki głosowaniu Polskę poparły tylko Węgry. Reszta grupy Wyszehradzkiej była przeciwko nam, podobnie jak Hiszpania, której interes, jako państwa peryferyjnego, jest w kwestii delegowania zbieżny z naszym. Urzędnicy z Madrytu tłumaczyli, że popieranie Polski jest dziś „nieestetyczne”, politycznie ryzykowne, grozi izolacją i brakiem wpływu na inne ważne decyzje.

Jaki jest dziś realny wpływ Polski na własny los? – zapytaliśmy podczas XI Konferencji Krakowskiej dr Ryszarda Schnepfa, wytrawnego dyplomatę, byłego ambasadora RP w USA, Hiszpanii i Ameryce Środkowej.

- Polska wstała z kolan i może wreszcie decydować o swoim losie czy wręcz przeciwnie?

- Poza wąską grupa ludzi w Polsce świat nie uważa, że polska polityka zagraniczna była wcześniej „na kolanach”. Zajmowaliśmy bardzo solidną pozycję jednego z sześciu krajów UE, które decydowały o tym, w jakim kierunku Unia się rozwija. Byliśmy członkiem niezwykle ważnej grupy ds. ochrony granic, członkiem Schengen, a zarazem krajem, który dawał innym przykład. Polska miała – mówię to, niestety, w czasie przeszłym – wielki sztandar „Solidarności”, który mogła rozwijać także przed krajami, przed którymi zadanie transformacji dopiero stoi.

- Myśmy ten sztandar sami zwinęli?

- Zmieniamy historię. Można odnieść wrażenie, że pokazując światu sukces polskiej „Solidarności”, Lecha Wałęsy i wszystkich 10 mln członków tego wielkiego ruchu społecznego, byliśmy w błędzie.

- To osłabia naszą pozycję międzynarodową?


- Nie ma chyba bardziej nośnego hasła niż hasło „Solidarności”. Stało się ono symbolem polskiej polityki. Solidaryzowanie się z innymi, ze słabszymi… Dziś próbujemy realizować jakąś egzotyczną politykę własnej, rzekomo, suwerenności. Tymczasem myśmy od 1989 r. faktycznie decydowali o tym, jaki ma być los Polski. Gdzie chcemy przynależeć, a gdzie nie chcemy. Zerwaliśmy z Układem Warszawskim i RWPG, jesteśmy w Unii, w NATO. Zyskaliśmy przyjaciół na całym świecie. Nagle postanowiliśmy to zakwestionować.

- Mamy przyjaciół?

- Nawet tak ważny sojusznik jak Stany Zjednoczone, nie mówiąc już o europejskich partnerach, zaczyna powątpiewać, czy ścieżka obrana przez obecne władze w Warszawie służy globalnemu porozumieniu. Chodzi przecież o jakiś ład, o to, by było bezpieczniej generalnie. A my nie chcemy w tym uczestniczyć, odwracamy się plecami. Mówimy wyłącznie o naszych narodowych bolączkach. To, oczywiście, ważne, by pamiętać o naszych sprawach. Ale one nie są przeciwstawne wobec interesu UE czy USA.

- Opowieść o Unii stała się dziś niemal taka, jak niegdyś opowieść o Moskwie: że to jest zewnętrzny twór, który nam coś narzuca.

- Narracja oficjalnej propagandy jest wręcz taka, że dokonaliśmy czynu bohaterskiego przeciwstawiając się Unii w jakimś tam obszarze. Nie jest to zatem narracja pozytywna, że współpracujemy z innymi członkami wspólnoty, tylko że dobrze robimy, jeśli podważamy. A podważamy bez wątpienia jedność UE. Zaś propozycjami takimi, jak 2 mld dolarów za obecność wojsk USA w Polsce, podważamy jedność NATO. Przecież NATO jest zbiorem krajów, które wspólnie dbają o bezpieczeństwo dostrzegając zagrożenia dla wszystkich. Tymczasem my chcemy budować naszą pozycję obronną z wyłączeniem innych krajów, na własna rękę. To bardzo błędne pojmowanie własnego interesu narodowego.

- Mamy dziś wpływ na przyszłość Europy?

- W Unii wciąż dominuje myślenie wspólnotowe: że interes poszczególnych państw nie jest rozbieżny lecz właśnie wspólny. Promowanie postawy skrajnej jest wysyłaniem sygnału, że nasz, polski interes lokuje się poza wspólnotą. My nie uczestniczymy w tworzeniu koncepcji, jak dalej zmieniać i rozwijać Unię. My się skupiamy na tym, jak obronić decyzje rządu, np. w kwestii reformy sądownictwa czy mediów publicznych. Nasza rola jest teraz negatywna. Zamiast zarządzać wspólnym dobrem, bronimy jakichś partykularnych interesów – i to interesów, które nie służą Polakom. Nie chcę nawet mówić, kto się z tego cieszy.

- Ta strategia jest na dłuższą metę skuteczna?


- Ona jest realizowana w sposób niemądry i nieprofesjonalny. Niestety, dryfujemy na obrzeża, jesteśmy mniej brani pod uwagę jako kraj, który coś wnosi do wspólnej polityki, m.in. obronnej czy wspólnotowej. Jesteśmy postrzegani jako kraj egzotyczny, który się coraz mniej rozumie. I to nie tylko w Europie, ale i USA. Nie sposób tu nie wymienić ustawy o IPN, która przyniosła ogromne szkody nie dając w zamian nic. Bronić własnej godności można w różny sposób – i my to robiliśmy. Natomiast wywoływanie wojny o pamięć historyczną w taki sposób, bardzo jednostronny, jest czymś w cywilizowanej Europie, ale też w Stanach, nie do pomyślenia. Dotarło to, niestety, do bardzo szerokich kręgów społecznych.

- Do szarych Amerykanów?

- Tak. Odwiedzając uczniów w prowincjonalnej szkole w Memphis w stanie Tennessee otrzymałem na dzień dobry pytanie: dlaczego władze Polski robią wszystko, by utrudnić badania nad historią II wojny światowej i Holokaustem. W Stanach Zjednoczonych jest to element pamięci zbiorowej i takie rzeczy nie mieszczą się w głowie.

ZOBACZ KONIECZNIE:




Polub nas na Facebooku i bądź zawsze na bieżąco!


WIDEO: Poważny program - playlista 3 odcinków

Komentarze (20)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
co ty człowieku wygadujesz

czytelnik (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 5 / 1

czy myślisz, że Polacy to stado idiotów, które w to uwierzą?

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Każdy grosz się liczy

gość (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 9 / 1

Jako ambasador PObierał zasiłek na "niepracującą żonę", która w tym czasie miała świetną posadkę w TV!

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
KOD + Obywatele RP = członki byłe UB

Ort (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 8 / 1

Na zmianie najbardziej ucierpiały - wg Polaków - interesy pana Schnepfa i jemu POdobnych .

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Jak wstali

gosc (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1 / 7

Jak wstali jak na każdym zdjęciu klecza.

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Chamy i prostaki

Gosc (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1 / 9

Uczcie się ogłady w wypowiedziach, musicie na początek przestać używać oszczerstw i zionac jadem jako podstawowej formy konwersacji, na naukę nigdy nie jest za poźno.


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Ogłada?

dede (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 9

Człowieku, już właśnie brak słów o nieparlamentarnym wydźwięku jest tutaj ogładą. Czego bronisz? Coś się nie zgadza?

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
no nie mogę

dede (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 7 / 1

No gratulacje dla DzP. Niezłe macie "autorytety". Czy to nie jest ten gość co załatwił "dofinansowanie" dla niepracującej żony, mimo, że pracowała w TV (około 450 000 zeta)- jak ktoś ma wątpilwości...rozwiń całość

No gratulacje dla DzP. Niezłe macie "autorytety". Czy to nie jest ten gość co załatwił "dofinansowanie" dla niepracującej żony, mimo, że pracowała w TV (około 450 000 zeta)- jak ktoś ma wątpilwości szczegóły mozna znaleźć w Internetach. Nie żebym zazdrościł, chodzi o zasady.zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
RZYDO POlaCKIE ELYTY W TYNCZOWEJ LIBER TODZE

777 AUTO zryteBERETY LIBERanalNE (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 8 / 1

POlACKIE ELYTY TARGOWICY I KODa Z KOlaN NIGDY NIE WSTANOM BO ICH ANTENATEM i PReKURssOREM BIAŁY POLACKI POńSZCZYZNIA NY LIBER NEGER KALI

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
ambasador od siedmiu boleści

krak (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 11 / 1

Panie Schnepf, co Pan zrobiłeś dla Polski i Polaków będąc ambasadorem w USA. Podaj choć jedną sprawę załatwioną dla dobra Polski...

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Odwiedzając uczniów w prowincjonalnej szkole w Memphis w stanie Tennessee ...

Non-schnaps (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 10 / 1

Dobrze wiedzieć, że przeciętny "uczeń w Memphis" jest kształtowany przez mass-media na "lekcji" (czytaniu) treści "miłych, łatwych i przyjemnych". Treści, które mają być odebrane, rozumiane jako...rozwiń całość

Dobrze wiedzieć, że przeciętny "uczeń w Memphis" jest kształtowany przez mass-media na "lekcji" (czytaniu) treści "miłych, łatwych i przyjemnych". Treści, które mają być odebrane, rozumiane jako "unaceptable-nie do zaakceptowania" są podawane w zdaniach krótkich, zawierających dobrze rozumiane (w potocznej mowie, ang. current speech) pojęcia. Stąd "pamięć zbiorowa" jest projekcją o charakterze społecznym, i nie zwiera refleksji osobowej (podmiotu). Łatwo "szermować" takimi pojęciami, szczególnie gdy realizują się one pod presją akceptacji społecznej, nie zaś refleksji osobistej (osoby).zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
PRL bis to nie Polska!

podatnik (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 10 / 1

Panie Schnepf, Polski brak a PRL'owi bis nie przeszkadza to, że na kolanach ale nawet nie przeszkadza, ze od wczoraj ma stolicę w Tel Awiw'ie

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo