Sacrum Profanum. Jaka będzie tegoroczna edycja?

Paweł Gzyl
Sacrum Profanum
Sacrum Profanum Andrzej Banaś
Krzysztof Pietraszewski, dyrektor artystyczny festiwalu Sacrum Profanum, opowiada nam o jego tegorocznej edycji

- Ubiegłoroczna edycja festiwalu Sacrum Profanum była pierwszą, której byłeś kuratorem artystycznym. Jakie wyciągnąłeś z niej wnioski, jakie wprowadziłeś w życie w obecnej?

- Zeszły rok był dla mnie pod wieloma względami nowym doświadczeniem, a dla festiwalu - nowym otwarciem. Udało się zakreślić jak najszersze spektrum muzyki współczesnej, które będzie prezentowane w kolejnych latach na Sacrum Profanum. Dość wnikliwie obserwowałem reakcje publiczności i krytyki na kolejne wydarzenia festiwalu - i starałem się wyciągnąć z tego wnioski. Bardzo mnie ucieszyło, że największy entuzjazm wywołały te koncerty, które najbardziej odbiegały od tego, co było na Sacrum Profanum wcześniej. Czyli bezkompromisowe i odważne występy zespołu Zeitkratzer oraz Jérôme’a Noetingera, Roberta Piotrowicza i Anny Zaradny. Sale były wypełnione po brzegi, a reakcje i dyskusje - burzliwe. Ten kierunek w stronę awangardy został też doceniony przez krytykę.

- To dlatego hasłem tegorocznej edycji jest: „Zapraszamy do strefy dyskomfortu”?

- To rodzaj prowokacji i wyzwanie rzucone tej publiczności, która do tej pory nie dotarła jeszcze na festiwal, nie ma o nim wyrobionej opinii albo uległa stereotypowym uprzedzeniom. Chcemy z tym walczyć - i zapraszamy ją na festiwal. Wbrew obiegowej opinii odbiór muzyki współczesnej wcale nie wymaga wcześniejszego przygotowania czy wiedzy. Można jej słuchać jak swej ulubionej - emocjonalnie i estetycznie. Można też oczywiście analizować krytycznie, ale tak samo można podchodzić do zwykłych piosenek pop. Warto więc spróbować - i przekonać się, jakie ta muzyka wywrze na nas wrażenie. Odczucia mogą być oczywiście różne, ale na pewno nikt nie wyjdzie z naszego koncertu obojętny.

- W zeszłym roku, kiedy rozmawialiśmy, zapowiadałeś że kolejna edycja Sacrum Profanum będzie zogniskowana wokół twórczości jednego kompozytora. Dlaczego zrezygnowałeś z tej formuły?

- Zweryfikowałem swoje zamierzenia obserwując to, co działo się podczas festiwalu. Zrozumiałem, że fokus na jednego kompozytora to za mało, bo żyjemy w takich czasach, kiedy należy pozostawiać publiczności większy wybór i swobodę, nie ograniczając jej aż tak programem festiwalu. Stąd tegoroczną edycję najlepiej opisuje tytuł jednego z utworów Jennifer Walshe, który zabrzmi w Krakowie: „Everything is Important”. Traktujemy bowiem wszystkie propozycje programowe na równi i mówimy o nich tak samo głośno. Media najbardziej zainteresował fakt, że na tegorocznej edycji Sacrum Profanum zabrzmią kompozycje dwóch „wykluczonych” artystów - Moondoga i Juliusa Eastmana - bo akurat ich biografie opowiadają ciekawe historie. Ale ja dorzuciłbym Alvina Luciera, Iancu Dumitrescu czy wspomnianą Jennifer Walshe, bo te postacie również niosą ze sobą ciekawe opowieści.

- Ważnym koncertem będzie „Drone”. Co Twoim zdaniem sprawia, że ta pozornie mało efektowna muzyka cieszy się obecnie tak dużym zainteresowaniem?

- Zależało mi na tym, aby w tak intensywnym programie jak w tym roku, znalazły się też momenty wytchnienia. I temu mają służyć koncerty „Drone” czy „Medytacje”. Uciekając od zgiełku miasta wyjeżdżamy na spokojną wieś, gdzie życie na chwilę spowalnia. W muzyce odpowiadają temu dziś takie estetyki, jak minimalizm czy ambient. Nakierowują one nasze zmysły na inne doświadczanie rzeczywistości. Jeśli muzyka jest spowolniona, nasza percepcja się wyostrza i wpadamy w trans, dzięki któremu zauważamy wcześniej niedostrzegane elementy i detale. To ciekawe doświadczenie - i chyba recepta na chaos, który panuje wokół nas.

- To właśnie w ramach „Drone” zagrają dwaj gitarzyści kojarzeni z muzyką alternatywną i metalową - Stephen O’Malley i Oren Ambarchi. To będą największe gwiazdy tegorocznego Sacrum Profanum?

- W świecie muzyki eksperymentalnej to rzeczywiście niekwestionowane gwiazdy. O’Malley jest postacią szczególnie ciekawą. Wcześniej grał drone metal na gitarze elektrycznej - a teraz składa hołd swemu idolowi - La Monte Youngowi - sprawdzając swe siły w muzyce pisanej na trzydziestoosobowy skład. Takich gwiazd jest na festiwalu więcej - choćby Murcof i Lubomyr Melnyk w estetyce ambientu. Mamy też znane nazwiska z kręgu polskiej muzyki - jak Tomasz Stańko czy Natalia Przybysz.

- No właśnie: koncert Tomasza Stańki na Sacrum Profanum może być wyjątkowym wydarzeniem. Skąd pomysł, aby go zaprosić?

Sacrum Profanum. Jaka będzie tegoroczna edycja?

- Mamy w tym roku 60. rocznicę działalności Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia. Tomasz Stańko zrealizował w nim wiele lat temu wraz z Tadeuszem Sudnikiem jedną kompozycję elektroakustyczną: „Serial I”. I nigdy wcześniej nie można było jej posłuchać na żywo. Wokół tego zbudowaliśmy z Tomaszem Stańko program całego koncertu, podczas którego wykonane będą też dwie inne kompozycje, powstałe w SEPR - „Nokturn” Eugeniusza Rudnika i „Samotność dźwięku” Tomasza Sikorskiego. Mimo upływu czasu nadal zaskakują one swym brzmieniem i fakturą. Do tych dwóch kompozycji Tomasz Stańko również zagra swoje improwizacje. Absolutnie jestem przekonany, że będzie to wyjątkowy koncert - bo pewnie nigdy więcej już tych utworów nie będzie można usłyszeć na żywo w takich wersjach.

- Festiwal w tym roku jest krótszy - ale na sześć jego dni przypada aż dwadzieścia koncertów. Nie sądzisz, że to za dużo na takiego słuchacza, o którym mówiłeś na wstępie, czyli odwiedzającego festiwal po raz pierwszy?

- Takiemu słuchaczowi pozostawiamy wybór - stąd wielość i różnorodność koncertów. Bo z pewnością nie zdecyduje się on na wzięcie udziału w całości. No, chyba że od razu na pierwszym koncercie połknie haczyk i zachwyci się słuchaną muzyką. Ta intensywność festiwalu to nie tylko jakaś metafora naszych czasów, ale również próba zrobienia z Sacrum Profanum doświadczenia porównywalnego do udziału w dużym, letnim festiwalu, gdzie co chwilę biega się pomiędzy różnymi scenami, aby zobaczyć kolejnych wykonawców. Zachęcamy, aby podejść do Sacrum Profanum właśnie na podobnej zasadzie - poodwiedzać różne miejsca w Krakowie i zobaczyć różnych wykonawców, często w ciągu jednego dnia. Stąd też zmieniła się polityka cenowa festiwalu. Bilety są bardziej przystępne, dzięki czemu, mam nadzieję, otwieramy się na nową publiczność.

- No właśnie: zmiany zainicjowane podczas ubiegłorocznej edycji festiwalu były w dużej mierze wywołane chęcią obniżenia przez miasto jego kosztów. Jak udało się to tym razem?

- Festiwal ma dokładnie taki sam budżet jak w zeszłym roku. Jego zamiana na trwający krócej, ale bardziej intensywny, była możliwa dzięki nieco innemu zagospodarowaniu tych samych pieniędzy. Decyzje programowe i inne rozłożenie akcentów na to pozwala bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Sytuacja finansowa festiwalu jest w każdym razie stabilna, dzięki wsparciu miasta i stałych partnerów. Cieszę się, że to wsparcie jest podtrzymywane z roku na rok, co umożliwia nam popularyzowanie nowej muzyki.

WIDEO: Czy gwiazdy słuchają polskiej muzyki?

Źródło: Dzień Dobry TVN, x-news

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie