Sądecki minister

Redakcja
Andrzej Chronowski jest piątym, legitymującym się nowosądeckim rodowodem, ministrem rządu w XX wieku: po Bronisławie Pierackim (przed wojną), Stanisławie Skrzeszewskim i Bolesławie Faronie (zawiadywali oświatą w okresie PRL) oraz Józefie Oleksym. Wywodzi się z umiarkowanego nurtu RS AWS, dobrze o nim wypowiadają się przeciwnicy polityczni, np. poseł Kazimierz Sas z SLD, który nazywa nowego ministra "młodym, wykształconym, nie agresywnym politykiem".

 Jako wicemarszałek miał dzień pracy wypełniony od rana do wieczora spotkaniami z dyplomatami, ministrami, rozmowami z delegacjami zagranicznymi i samorządowymi. Prasa, telefony, obrady. Liczne wyjazdy zagraniczne, od Chin po Francję i Kanadę. Zabiegi o środki na zakup tomografu w Nowym Sączu czy budowę sali gimnastycznej przy szkole w rodzinnej gminie. Trudno przecież odprawiać krajanów z kwitkiem. Podobnie pośrednictwo w przekazaniu nieodpłatnego sprzętu komputerowego, choćby dla szkoły w Mogilnie czy Stróżach, gdzie pracują jeszcze jego nauczyciele.
 - Nie potrafię odmówić młodzieży wiejskiej, która ma trudniejszy start od rówieśników w mieście, gdzie komputer jest już normalną rzeczą.
 Akurat na Sądecczyźnie powołanie Andrzeja Chronowskiego w skład rządu nie jest specjalną niespodzianką.
 - Pierwsze sygnały pojawiły się już przed rokiem. Przyjaciele odradzali Andrzejowi: jako wicemarszałek Senatu masz w miarę spokojny żywot, podróżujesz po świecie, a gdy pójdziesz w ministry - to znajdziesz się w krzyżowym ogniu krytyki, nie tylko opozycji, ale i z własnych szeregów, bo sprawy związane ze skarbem państwa budzą kontrowersje w samym AWS - mówi Bogdan Gołyźniak, prawnik, prowadzący niegdyś biuro parlamentarne Chronowskiego w Nowym Sączu. Gołyźniak i Chronowski pochodzą z tej samej, grybowskiej gminy.
 Chronowski potwierdza: - Jako senator od początku zajmowałem się sprawami gospodarczymi i finansowymi (ostatnio np. likwidacją "kominów płacowych"). Pan premier już dawno poprosił, abym oddał się do jego dyspozycji. Teraz podjął decyzję. Tak widział ułożenie spraw Ministerstwa Skarbu. A ja idę tam po prostu do pracy...
 Skromny, jeździ z Paszyna do Sączu cinquecento, robi samodzielnie w osiedlowym markecie zakupy dla całej rodziny. Służbowo miał do dyspozycji senacką hondę accord z kierowcą. Ma pięcioro rodzeństwa: siostry Stanisława i Danuta pracują w banku, Irena w punkcie totolotka, brat Adam - w grybowskim Stolbudzie, a Włodzimierz jest funkcjonariuszem Straży Granicznej. Rodzice Wanda i Zbigniew Chronowscy mieszkają w Krużlowej, skąd obecny minister jako młody chłopak chodził często piechotą (5 km) do LO im. Artura Grottgera w Grybowie.
 Chronowski nie traktował swej marszałkowskiej posady jako czegoś nadzwyczajnego. Reprezentował i współadministrował Kancelarią Senatu. Nie rezygnował też z normalnej pracy senatora: zgłaszania poprawek, inicjatyw legislacyjnych. Nie był leniem w komisjach, głośna stała się jego inicjatywa w sprawie zapobieżenia rejestracji samochodów osobowych przerabianych na towarowe.
 Po poniedziałkowej decyzji premiera o powołaniu go na stanowisko ministra skarbu, Chronowski stał się nieuchwytny dla dziennikarzy. Nigdy zresztą nie pchał się do mediów, telewizji. Wolał działać kameralnie, za pomocą osobistych kontaktów, które zapewniały mu duży wpływ m.in. na politykę kadrową.
 Chronowski szybko odkrył, że możliwości wicemarszałka Senatu są rzeczywiście większe niż szeregowego senatora, który musi umawiać się z ministrem na spotkanie, czekać w kolejce. Zaczął obficie korzystać z popielatego telefonu alarmowego łączącego ze "wszystkimi świętymi" w państwie. Nie zawsze jednak jego interwencje, zwłaszcza jeśli chodzi o obronę zwalnianych z zakładów pracy ludzi, przynosiły pożądany skutek. Udawało się jednak wicemarszałkowi zorganizować specjalne, dodatkowe zamówienia z Ukrainy dla gorlickiego Glinika czy ściągnąć zaległe należności z PKP na wypłaty pracownicze w sądeckich ZNTK. W Gorlicach do dziś pamiętają jego walkę o przyłączenie ziemi gorlickiej (w pierwszej wersji ulokowanego w Rzeszowskiem) do województwa małopolskiego.
 Wierny NSZZ "Solidarność": - W moim biurze drzwi są zawsze otwarte, zwłaszcza dla członków komisji zakładowych. Zatrudniłem specjalnie dwóch prawników, aby nie odprawiać wyborców z kwitkiem.
 Urywając się z Warszawy szedł z młodzieżą sądecką - jako honorowy patron - w góry, m.in. szlakiem Rajdu Przyrodniczego Przebiśniegów w paśmie Radziejowej. Przed rokiem zaangażował się w program XVIII Ginsburskich Spotkań Młodzieży i V Dni Huculskich w Gładyszowie w Beskidzie Niskim.
  Tekst i fot.: JERZY LEŚNIAK

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie