Sądeczanie kontynuują zwycięską passę

DW
W piątek Michał Jonczyk odebrał z rąk prezydenta Nowego Sącza Ryszarda Nowaka koszulkę ze swym nazwiskiem. W niedzielę dobrą postawę w Lublinie podkreślił zdobyciem gola, dającego Sandecji prowadzenie. Fot. (DW)
W piątek Michał Jonczyk odebrał z rąk prezydenta Nowego Sącza Ryszarda Nowaka koszulkę ze swym nazwiskiem. W niedzielę dobrą postawę w Lublinie podkreślił zdobyciem gola, dającego Sandecji prowadzenie. Fot. (DW)
LUBLIN. Na zmrożonym boisku goście udzielili gospodarzom lekcji skutecznego futbolu

W piątek Michał Jonczyk odebrał z rąk prezydenta Nowego Sącza Ryszarda Nowaka koszulkę ze swym nazwiskiem. W niedzielę dobrą postawę w Lublinie podkreślił zdobyciem gola, dającego Sandecji prowadzenie. Fot. (DW)

MOTOR LUBLIN - SANDECJA N. SĄCZ 1-4 (0-3)

0-1 Jonczyk 13 0-2 Kmiecik 21 0-3 Urban 40 1-3 Białek 50 1-4 Bębenek 69

SĘDZIOWALI: Jacek Zygmunt oraz Dariusz Tomsia i Wojciech Bartnik (wszyscy z Jarosławia)

ŻÓŁTE KARTKI: Ptaszyński 43 (za faul na Gawęckim), Żmuda 70 (za faul na Niane) - Gawęcki 52 (za faul na Żmudzie), Frohlich 72 (za faul na Fundakowskim), Niane 74 (za faul na Białku)

CZERWONA KARTKA: Różalski 75 (za faul na Fundakowskim poza polem karnym).

WIDZÓW: 2000.

MOTOR (1-4-5-1)

LGieresz 5

Syroka 4

Maciejewski

(19 Lenart) 4

Ptaszyński 4

Wojdyga 3

Niemczyk 5

(74 Adamiec)

Popławski 4

Żmuda 4

Król 4

(46 Płaza) 3

Białek 6

Fundakowski 5

SANDECJA (1-4-1-4-1)

Różalski 0

Makuch 7

Frohlich 8

Jędrszczyk 7

Choruzi 6

Niane 7

Bębenek 8

(85 Janik)

Gawęcki 7

Urban 8

Jonczyk 7

(69 Hlousek)

Kmiecik 7

(76 Kozioł)

Do ostatniej chwili nie było wiadomo, czy spotkanie dojdzie do skutku. Nawrót zimy spowodował, że - zdaniem większości obserwatorów - boisko w Lublinie nie nadawało się do gry. Prawie zupełnie pozbawiona trawy murawa była zmrożona, śliska, co - w opinii trenera sądeczan Dariusza Wójtowicza - zwiększało ryzyko nabawienia się przez piłkarzy kontuzji. Bardziej optymistycznie podszedł do tego sędzia główny, który na godzinę przed planowym rozpoczęciem zadecydował: gramy!

Rywali dzieliła w tabeli znaczna różnica. Wspomniany Wójtowicz zdawał sobie jednak sprawę, że próbującym odzyskać równowagę lublinianom tylko zwycięstwo pozwoli na zachowanie cienia szansy na uniknięcie degradacji. Przestrzegał więc swych podopiecznych, że rywal od pierwszego gwizdka przystąpi do ataku, a jedynym remedium na to będzie maksymalna koncentracja, uważna gra w tyłach, opanowanie środkowej strefy i wykorzystywanie każdej okazji do wyprowadzania kontrataków. Jak się potem okazało, przyjezdni wywiązali się z trenerskich założeń w sposób wzorowy.

W wyjściowym składzie Sandecji zaskoczenie wywołała obecność Tidiane Niane. Wójtowicz najwyraźniej uznał, że ten potężnie zbudowany, za to niespecjalnie zwrotny defensywny pomocnik z Senegalu okaże się skuteczniejszy w bezkompromisowej walce z przeciwnikiem od Rafała Berlińskiego czy Marcina Stefanika. Szkoleniowiec miał nosa: Niane był wyróżniającą się postacią meczu. Na boisko nie wybiegł też dobrze prezentujący się w sparingach słowacki skrzydłowy Martin Hlousek, który przegrał rywalizację z młodym Michałem Jonczykiem.

Mecz rozpoczął się z kilkuminutowym opóźnieniem, przy głośnym dopingu 200-osobowej grupy kibiców z Nowego Sącza. Pierwszy strzał na bramkę oddał w 2 min 10-krotny reprezentant Słowacji Rudolf Urban, ale piłka poszybowała obok słupka. W rewanżu w idealnej sytuacji znalazł się Przemysław Żmuda, jednak jego uderzenie z 5 m cudem obronił leżący już na murawie Mariusz Różalski. W 6 min po minięciu Grzegorza Wojdygi z 16 m chybił Maciej Bębenek, następnie po zagraniu Urbana bez oczekiwanego efektu z przewrotki uderzał Michał Jonczyk.
Ten sam zawodnik nie pomylił się przy następnej próbie zaskoczenia Łukasza Gieresza, pokonując go strzałem z 16 m. Od tej chwili goście zaczęli uzyskiwać coraz wyraźniejszą przewagę. Przyniosła ona wkrótce efekt w postaci drugiego gola, zdobytego przez Grzegorza Kmiecika. Później strzały z bliskiej odległości Bębenka i Kmiecika zablokowali gospodarze, odpowiadając dwukrotnymi próbami Wojciecha Białka. W pierwszym przypadku udaną interwencją popisał się Różalski, w drugiej pomocnik Motoru nie trafił w światło bramki. W 31 min na przedpolu golkipera biało-czarnych powstało ogromne zamieszanie, które wyjaśnił ostatecznie Jano Frohlich, ekspediując piłkę w pole. Różalski nie dał się zaskoczyć również w 36 min Popławskiemu, strzelającemu z woleja z 15 m. W 40 min zapały miejscowych ostudził Urban, podwyższając prowadzenie przyjezdnych.

Początek drugiej polowy zdawał się wskazywać na to, że Sandecja ani myśli spuszczać z tonu. Goście kontynuowali ataki, bardzo szybko zostali jednak skarceni. W 50 min Białkowi udało się z rzutu wolnego trafić do ich bramki. Nie zniechęciło to gości, którzy w 54 min za sprawą podania Bębenka byli bliscy czwartej bramki. Znajdujący się w sytuacji sam na sam z Giereszem Kmiecik posłał jednak piłkę obok tzw. dalszego słupka. W 60 min mocno, acz niecelnie uderzał z 25 m Niane, na co zreplikował obronionym przez Różalskiego płaskim strzałem Dominik Płaza. Kolejny cios zadał gospodarzom Bębenek i wówczas stało się jasne, że punkty powędrują do Nowego Sącza. Nie mający nic do stracenia piłkarze trenera Bogusława Białka rzucili się jeszcze do rozpaczliwych ataków i trzeba przyznać, że w 70 min tylko cud uratował Sandecję przed stratą gola. Po strzale Płazy piłka odbiła się od słupka, po czym obrońcy gości wybili ją z linii bramkowej. W 76 min za nieprzepisowe zagranie poza polem karnym czerwoną kartkę zobaczył bramkarz gości Różalski. Boisko opuścił Kmiecik, którego zastąpił rezerwowy golkiper Marek Kozioł.

Chwilę później za niecenzuralne uwagi pod adresem arbitra na trybuny odesłany został trener Motoru. Kozioł bardzo szybko miał okazję do zademonstrowania swych umiejętności, bowiem w 84 min w kapitalnym stylu na poprzeczkę sparował piłkę po uderzeniu głową Fundakowskiego.

Wynik nie uległ już zmianie. Sądeczanie pokonali Motor jak najbardziej zasłużenie, przewyższając rywali w każdym elemencie gry. Kontynuują tym samym świetną passę: po raz ostatni przegrali w Łodzi z Widzewem 5 października. Od tego czasu stoczyli siedem meczów bez porażki, w tym 6 zwycięskich. Wczoraj po raz pierwszy zaprezentowali się w nowych koszulkach firmy Kelme. Najwyraźniej przyniosły one im szczęście.

DANIEL WEIMER

Jak padły bramki?

0-1 Po kolejnym ataku Sandecji na strzał z narożnika pola karnego zdecydował się Jonczyk. Uderzona lewą nogą piłka znalazła drogę do siatki Motoru.
0-2 Urban dośrodkował z rzutu rożnego. Lot futbolówki głową przedłużył Frohlich, a nadbiegający Kmiecik, również głową skierował ją do bramki.

0-3 W zamieszaniu pod bramką Motoru najwięcej przytomności umysłu zachował Urban, strzałem z kilku metrów podwyższając prowadzenie sądeczan.

1-3 Białek wykonywał rzut wolny z 28 m. Mocno uderzona piłka po rękawicach Różalskiego trafiła do siatki.

1-4 Bębenek w dziecinny sposób po raz kolejny ograł Wojdygę, przedarł się lewą strona boiska, aby precyzyjnie przymierzyć w tzw. dalszy róg.

Zdaniem trenerów

Bogusław Baniak, Motor:

- W pierwszej połowie Sandecja przetoczyła się po nas jak walec. Aż nadto widoczna była wówczas różnica w szybkości i sile. Oczywiście na korzyść sądeczan. Po zmianie stron wyglądało to już bardziej znośnie, chociaż i wówczas rywale byli lepsi. Przy stanie 1-4 mieliśmy idealną sytuację na zdobycie gola. Losów spotkania by on nie odmienił, ale może odbiór naszych kibiców byłby trochę inny. Porażkę w kompromitującym stylu biorę na siebie. Nie wiem, jakie będą moje dalsze losy. Chyba jednak zdecyduję się pozostać w Motorze, ponieważ zdążyłem zżyć się z jego zawodnikami.

Dariusz Wójtowicz, Sandecja:

- Trochę obawiałem się, że w zaprezentowaniu pełni możliwości przeszkodzi nam murawa. Ona nie była zła - ale wręcz tragiczna. Chłopaki mówili po meczu, że czuli się, jak gdyby biegali na zamarzniętym kraterze. Na szczęście zagrali z rozmachem, w pierwszej połowie demolując przeciwnika. Nie podeszli do meczu na zasadzie: - Co tam, mierzymy się z przedostatnim w tabeli zespołem, wystarczy wyjść na boisko, a punkty same się zdobędą. Zaimponowali mi koncentracją, konsekwencją, potwierdzając przy tym świetne przygotowanie motoryczne. Przy stanie 3-1 wkradła się w ich poczynania pewna nerwowość, ale kapitalna bramkowa akcja Maćka Bębenka przywróciła spokój. Sytuacja ponownie się skomplikowała, gdy z boiska został usunięty Mariusz Różalski, który wcześniej dwukrotnie wybronił w beznadziejnych sytuacjach. Na szczęście zastępujący go Marek Kozioł też popisał się świetną interwencją. Nie ukrywam, że zadowolony jestem zarówno z wyniku, jak i z postawy wszystkich bez wyjątku zawodników.

(DW)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie