Sadownicy sami szukają zbytu

Barbara Ciryt
Sadownicy szukają rynku zbytu na jabłka lub robią z nich soki
Sadownicy szukają rynku zbytu na jabłka lub robią z nich soki Barbara Ciryt
Rolnictwo. Producenci owoców i warzyw mieli szansę skorzystania z drugiej edycji unijnego wsparcia w związku z zakazem sprzedaży produktów do Rosji. W powiecie krakowskim zainteresowanie taką pomocą jest niewielkie.

Rolnicy mogli swoje plony przekazać dla organizacji charytatywnych: szpitali, domów pomocy społecznej, domów dziecka, szkół, placówek Caritas, Banku Żywności. W zamian Unia Europejska obiecała rekompensaty. Jednak sadownicy nie wierzą w wyrównanie strat. W podkrakowskich gminach nie ma zainteresowania taką formą pomocy. Producenci warzyw też wahali się z decyzją. Wnioski na rekompensaty były przyjmowane tylko jeden dzień.

- Ludzie nie chcą się deklarować z oddawaniem jabłek, bo nie wiedzą, ile za nie dostaną. Wielkość dotacji poznają dopiero za kilka miesięcy, przy wypłacie - mówi Jarzy Chmiel, sadownik w Zagórzyc w gminie Michałowice.

Jak informuje Agencja Rynku Rolnego, przy wyliczaniu zapłaty za towar bierze się pod uwagę jego cenę, koszty transportu i sortowania. Jednak wysokość rekompensaty jest liczona w euro, które przy wypłacie będzie przeliczane na złotówki, ale według kursu euro na 30 czerwca bieżącego roku. Dlatego obecnie ostatecznej kwoty za kilogram owoców lub warzyw nikt nie podaje. Wśród rolników krążyły informacje, że mogą to być kwoty około 40 groszy za kilogram.

- Tymczasem nasze nakłady to około 50-60 groszy. Zbiór jednego kilograma jabłek to koszt 15 groszy, przechowywanie od jesieni do końca zimy - kolejne 30-50 groszy. Dlatego w naszym rejonie sadownicy, którzy mają niewielkie gospodarstwa, niechętnie korzystają z tych unijnych rekompensat, wolą na własną rękę organizować sobie zbyt na lokalnych rynkach - wylicza Jerzy Chmiel. Przyznaje, że koledzy z branży z innych rejonów województwa i kraju decydują się na tego typu rozwiązania, ale są to znacznie większe firmy sadownicze i ogrodnicze.

W drugiej edycji wsparcia dla producentów owoców i warzyw poszkodowanych przez rosyjskie embargo Agencja Rynku Rolnego przyjmowała wnioski od rolników tylko na przekazanie produktów organizacjom charytatywnym. Bogusław Wiśniewski, dyrektor Oddziału Terenowego AR w Krakowie informuje, że wpłynęło 44 wnioski z całej Małopolski.

Tym razem były one przyjmowane tylko przez jeden dzień, czyli 16 lutego, bo zostały wyczerpane - przyznane przez Unię Europejską - limity. W skali całego kraju było to 155,7 tysięcy ton owoców (jabłek i gruszek) oraz 18,6 tys. ton warzyw (marchwi, ogórków, pomidorów i papryki).

W pierwszej edycji były inne możliwości, bo obok wniosków na przekazanie plonów organizacjom charytatywnym, rolnicy mogli też deklarować zniszczenie upraw i ubieganie się o odszkodowanie. Wówczas w Małopolsce 500 rolników zdecydowało się na zniszczenie plonów, a 28 skorzystało z możliwości oddania produktów organizacjom charytatywnym.

W gminie Igołomia-Wawrzeńczyce producenci warzyw korzystali z unijnej pomocy głównie w pierwszej edycji. Na oddanie warzyw do placówek charytatywnych zdecydowało się niewielu rolników, natomiast więcej osób zadeklarowało zniszczenie plonów.

- Na decyzje miał wówczas wpływ fakt, że rozpoczął się zbiór białej kapusty. Producentów warzyw obawiali się, że nie znajdą rynków zbytu, nie będą mieli możliwości sprzedania towaru, wiec niszczyli uprawy i wnioskowali o rekompensaty - mówi Tomasz Buczek, pracownik ds. rolnictwa i ochrony środowiska w Urzędzie Gminy Igołomia-Wawrzeńczyce. Obok producentów kapusty z tego wsparcia skorzystało także kilku producentów marchwi.

Z gminy Igołomia-Wawrzeńczyce, uznawanej za zagłębie warzywne, sporo produktów jest wysyłanych za granice na wschodnie rynki. Przed ubiegłorocznym wprowadzeniem zakazu dostaw do Rosji do tego kraju wysyłano sporo warzyw z tej okolicy. Teraz trzeba szukać zbytu w innych miejscach.

Podkrakowscy producenci owoców i warzyw zaznaczają, że w ostatnich miesiącach wzrosła sprzedaż na rynkach lokalnych. - Udaje się uzyskać przynajmniej 1 zł za kg jabłek lub przerobić je na sok, który nieco łatwiej sprzedać - mówią sadownicy z Zagórzyc. Jednak niewielu zostało takich, którzy z uprawy jabłek, gruszek i śliwek się utrzymują.

- Niektórzy porzucają sady i wyjeżdżają np. do Anglii - mówi Jerzy Chmiel. - Z drzew, które przez rok lub dłużej nie będą pielęgnowane, przycinane, pryskane, nic nie będzie. Do takiego sadu nie będzie po co wracać. Szkoda energii na odtwarzanie, lepiej wykarczować i sadzić nowe drzewa - mówi sadownik.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie