Safari Ławrowa, czyli Rosja umacnia się na Czarnym Lądzie

Grzegorz Kuczyński
Grzegorz Kuczyński
Szef rosyjskiej dyplomacji odwiedził m.in. Ugandę
Szef rosyjskiej dyplomacji odwiedził m.in. Ugandę Twitter/@mfa_russia
Udostępnij:
Rosja szuka wsparcia lub co najmniej braku krytyki w różnych częściach świata. Choćby Afryce. Tam Moskwa w ostatnich latach znacznie zwiększyła swe wpływy. Teraz chce zebrać tego plony. Po to właśnie była podróż Siergieja Ławrowa.

Rosyjski minister spraw zagranicznych starał się przekonać kraje afrykańskie o potędze Rosji i konieczności jej wspierania na arenie międzynarodowej. Spotykał się z przywódcami państw, szefami dyplomacji, ale też z przedstawicielami organizacji wielostronnych, takich jak Liga Arabska czy Unia Afrykańska. Ogólny cel wizyty był jasny: pozyskanie wsparcia afrykańskich partnerów w czasie, gdy Zachód ogłosił bojkot Rosji z powodu jej agresji na Ukrainę.

Aktywne zaangażowanie Moskwy w Afryce nie jest jednak tylko reakcją na ostatnie wydarzenia. Trwa ono od dłuższego czasu i jest przejawem ogólnej strategii Kremla, mającej na celu przywrócenie Rosji statusu jednego z kilku zaledwie mocarstw prowadzących politykę w wymiarze globalnym. W ostatnich latach Rosja bardzo aktywnie prowadzi politykę zagraniczną w Afryce. Nie tylko rozwija kontakty z partnerami na wybrzeżu Morza Śródziemnego, gdzie tradycyjnym sojusznikiem jest Algieria, jeden z najważniejszych klientów rosyjskiego przemysłu obronnego. Coraz ściślejsza jest współpraca, głównie gospodarcza, ale są też wspólne ćwiczenia wojskowe, z Egiptem. W rozdartej wojną domową Libii Moskwa stara się grać z obiema stronami konfliktu, ale niedawno wsparła mocno, choćby wagnerowcami, generała Haftara. To, co jest nowe w afrykańskiej strategii Rosji w ostatnich latach to dążenie do odbudowy wpływów w subsaharyjskiej części kontynentu, utraconych w dużej mierze po upadku ZSRR. Stąd obecność w Republice Środkowoafrykańskiej, Mali, czy Sudanie.

Sudańskie złoto

Podczas podróży szefa rosyjskiej dyplomacji do Afryki ciekawy materiał opublikowała CNN. Z ustaleń dziennikarskiego śledztwa wynika, że Kreml w zmowie z wojskową juntą Sudanu potajemnie eksportuje wydobywane w tym kraju złoto. Proceder ten nadzorują wagnerowcy, których sponsor Jewgienij Prigożin już kilka lat temu uzyskał dostęp do sudańskich kopalni złota. Rosyjskie samoloty załadowane złotem (dla potrzeb celnych to… paczki herbatników) już kilkanaście razy opuściły lotnisko w Chartumie. W zamian za złoto Rosja udziela silnego wsparcia politycznego i wojskowego coraz mniej popularnej juncie, która brutalnie tłumi demokratyczne protesty. Złoto to nie jedyny interes Moskwy w Sudanie. Rosjanie dążą do założenia w tym kraju nad Morzem Czerwonym bazy wojskowej. Port Sudan jest jednym z najbardziej ruchliwych punktów żeglugowych na świecie; trzydzieści procent światowego ruchu kontenerowego przechodzi przez ten strategiczny punkt.

Obecność rosyjska w Sudanie przypomina, że Rosja od lat zabiega o dostęp do gospodarek afrykańskich, korzystając z braku obecności tam Zachodu, a także ze słabości i korupcji lokalnych władz, które chcą przedłużyć swoje rządy.

Rosja stara się uzyskać dostęp do zasobów Afryki i utrzymać swój udział w rynku. Wiodące rosyjskie firmy energetyczne - Gazprom, Łukoil i Rosatom - znane są ze swojej działalności inwestycyjnej i projektowej w Algierii, Egipcie, Ugandzie, Angoli i Nigerii. Rosjanie wydobywają platynę w Zimbabwe i diamenty w Angoli. W Sudanie i Republice Środkowoafrykańskiej złoto. Są zainteresowani złożami uranu w Namibii. Zainteresowanie niklem, kobaltem i uranem na Madagaskarze spowodowało wysłanie na wyspę politycznych doradców, którzy mieli pomóc w wyborach prezydenckich w 2018 roku kandydatowi, który w razie wygranej, dopuściłby Rosjan do surowców. Obecność wojskowa i duży wpływ na władze Sudanu i Republiki Środkowoafrykańskiej dają Rosji dostęp do złóż diamentów i złota w tych państwach. Kraje afrykańskie pozostają też znaczącym rynkiem zbytu dla rosyjskiej produkcji zbrojeniowej. Podobnie jak dla rosyjskiego zboża, które zajmuje kluczowe miejsce w strukturze importu rolnego Republiki Konga, Madagaskaru, Rwandy, Tanzanii, Sudanu czy Egiptu.

Ławrow i zboże

Właśnie zapewnienie, że zboże z Europy Wschodniej dotrze na Czarny Ląd, było jednym z głównych celów podróży Ławrowa, który w ciągu kilku dni (24-28 lipca) odwiedził Egipt, Etiopię, Ugandę i Demokratyczną Republikę Konga. - Potwierdziliśmy zobowiązanie rosyjskich eksporterów zboża do wypełnienia wszystkich swoich zobowiązań - mówił Ławrow 24 lipca na konferencji prasowej w Kairze z ministrem spraw zagranicznych Egiptu Samehem Shukrym. - Omówiliśmy konkretne parametry współpracy w tej dziedzinie, uzgodniliśmy dalsze kontakty między odpowiednimi ministerstwami i mamy wspólne zrozumienie przyczyn kryzysu zbożowego - powiedział Ławrow. Przekonywał afrykańskie kraje, że to Zachód jest winny międzynarodowego kryzysu żywnościowego, bo sprowokował wojnę wspierając Ukrainę.

Rosja chce wyprzeć Ukrainę z afrykańskich rynków. Blokując eksport ukraińskiego zboża nie tylko odbiera Kijowowi źródło dochodów, ale też eliminuje konkurenta. Rosyjska propaganda przedstawia Ukrainę jako niewiarygodnego partnera i "marionetkę" Zachodu. Ławrow nie przypadkiem odwiedził państwa, dla których problem żywnościowy jest wyjątkowo dotkliwy. Co ciekawe, nie przyniósł im żadnych nowych inicjatyw czy projektów. Motywem przewodnim wizyty była krytyka Ukrainy i Zachodu.

Afryka zajmuje ważne miejsce w globalnych planach Kremla. Moskwa chce zapewnić sobie poparcie państw afrykańskich na arenie międzynarodowej. Rosyjska polityka zagraniczna oparta jest na rewizjonizmie i rewanżyzmie i ma na celu zmianę globalnego układu sił. Krytykując USA i Europę, chce przedstawić się jako alternatywny ośrodek władzy - obrońcę interesów tzw. Południa, którego państwa są niezadowolone z dominacji cywilizacji zachodniej. Moskwa stara się obalić tezę o swojej izolacji na arenie międzynarodowej. Kolejne spotkania na wysokim szczeblu z kierownictwem innych państw i zapewnienie z ich strony korzystnego dla Rosji stanowiska w sprawie wydarzeń na Ukrainie temu celowi służą.

Afryka wobec wojny

Jak dotąd tylko jedno państwo afrykańskie, Erytrea, wyraziło otwarcie poparcie dla działań Rosji na Ukrainie. Podczas głosowania 2 marca nad rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ potępiającą agresję rosyjską przedstawiciele prawie połowy państw kontynentu wstrzymali się od głosu lub byli nieobecni. Jak wygląda stosunek Afryki do wojny Rosji z Ukrainą? Do konfliktu Zachodu z Rosją? Państwa, które zdołały zbudować stabilny system demokratyczny lub po prostu są tradycyjnie zorientowane na Zachód w swej polityce zagranicznej, wspierają Ukrainę. Wśród nich są Kenia, Tunezja, Czad (który kupował broń od Ukrainy), Liberia, Wybrzeże Kości Słoniowej (gdzie Ukraina ma pozytywny wizerunek dzięki operacjom sił pokojowych) oraz Dżibuti (niewielkie państwo, znane ze swojego strategicznego położenia, na którego terytorium znajduje się kilka zagranicznych baz wojskowych).

Obóz prorosyjski na Czarnym Lądzie jest liczniejszy. Choć zdecydowana większość jego członków oficjalnie zachowuje neutralność. Ośrodkiem projekcji rosyjskich wpływów w Afryce stała się Republika Środkowoafrykańska, gdzie rosyjski kontyngent od 2018 roku gwarantuje rządy prezydenta Touadery. Sudan też pozostaje tradycyjnym partnerem Rosji w regionie – nie zmieniło tego obalenie reżimu Omara Baszira, bo panująca dziś w Chartumie armia też polega na pomocy Moskwy. Rosjanie mogą liczyć też na kilka wojskowych reżimów, które pojawiły się w ostatnich latach w Sahelu i Afryce Zachodniej (Mali, Gwinea, Burkina Faso). Tradycyjnie też Rosja ma przyjaciół na południu Czarnego Lądu. W RPA, Angoli, Mozambiku i Zimbabwe kluczowe siły polityczne mają historię sięgającą walk wyzwoleńczych i mają długą historię współpracy z Moskwą.

Rosja zdaje sobie jednak sprawę, że nie może realnie pretendować do roli jedynego lidera w Afryce. Aktywne zaangażowanie Chin czyni te ambicje nieosiągalnymi. Moskwa nie może rywalizować z ogromnymi inwestycjami Pekinu. Z tego powodu stara się skupić na konkretnych elementach współpracy, licząc na współpracę w tandemie z Chinami. Jest to kwestia swoistego podziału obowiązków i przywilejów między tymi państwami, które tworzą opozycję wobec Zachodu. Podczas gdy chińska polityka wobec Afryki opiera się na ekspansji gospodarczej, Rosja skupia się na użyciu siły w celu promowania swoich wpływów.

Rosyjski „peacemaker”

Moskwa buduje w Afryce swój wizerunek eksportera bezpieczeństwa. Po doświadczeniach syryjskich, gdy interwencja Rosji pomogła przechylić szalę wojny domowej na rzecz reżimu Baszara el-Asada, Kreml wypada wiarygodnie, oferując różnym lokalnym afrykańskim reżimom wsparcie wojskowe – na ogół najemników z Kompanii Wagnera. Rosyjski sukces w Syrii zachęca różne krwawe i niedemokratyczne rządy w Afryce do współpracy z Moskwą. Autorytarny reżim Putina to dla nich naturalny partner. Rosjanie nie pytają o prawa człowieka czy wartości liberalne. Kluczowym narzędziem projekcji wpływów Rosji w Afryce od dawna pozostaje imperium biznesowo-wojskowe Jewgienija Prigożina, oligarchy bliskiego Putinowi. To on finansuje doradców politycznych i farmy trolli wspomagające konkretne reżimy afrykańskie, podobnie jak wagnerowców zapewniających pomoc fizyczną. Na liście krajów afrykańskich, gdzie w taki właśnie sposób angażuje się Rosja, są m.in. Libia, Sudan, Mozambik, Republika Środkowoafrykańska, Mali.

Popularność Rosji w wielu krajach afrykańskich wynika z kilku czynników, które na ogół się uzupełniają. Po pierwsze, na Czarnym Lądzie wciąż żywa jest pamięć ruchów narodowowyzwoleńczych i zrzucania kolonialnego jarzma. Tak się zaś składa, że było to wymierzone w Zachód, z Wielką Brytanią i Francją na czele. Zaś Sowieci wspierali te wszystkie ruchy, bo był to po prostu kolejny front zimnej wojny. Spora część elit z wielu afrykańskich krajów kształciła się w Związku Sowieckim, a potem w Rosji (choćby pułkownicy z junty wojskowej w Mali). Dziś Rosji łatwo przedstawiać się jako szczery przyjaciel, będący alternatywą dla fałszywych byłych kolonialistów. Po drugie, popularność Rosji (ale też Chin) na Czarnym Lądzie wynika ze specyfiki rozwoju państw afrykańskich. Brak stabilnych tradycji demokratycznych i mnożenie się reżimów autorytarnych sprzyja ekspansji rosyjskiej. Moskwa nie pyta lokalnych rządów o stan demokracji czy wolności słowa. Z punktu widzenia lokalnych dyktatur nie ma ryzyka, takiego jak w przypadku współpracy z Zachodem, gdy zachodnie media czy organizacje pozarządowe mogą zacząć krytykować jakiś zachodni rząd za współpracę z jakimś afrykańskim reżimem uciekającym się do przemocy wobec własnych obywateli, toczącym wojnę z sąsiadem czy – to reguła – tonącym w korupcji.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #1

Garmin

Garmin Venu Czarny (0100217313)

1 859,00 zł899,00 zł-52%
miejsce #2

Amazfit

Amazfit GTR 3 Czarny

1 118,39 zł569,00 zł-49%
miejsce #3

Huawei

Huawei Watch Fit Różowy

607,00 zł319,00 zł-47%
Materiały promocyjne partnera

Irański reżim zaczyna się chwiać

Materiał oryginalny: Safari Ławrowa, czyli Rosja umacnia się na Czarnym Lądzie - Portal i.pl

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie