Saga z trzech domów

Redakcja
Cetnarski nie odchodził ze stanowiska z goryczą. Na pożegnanie otrzymał od miasta honorowe obywatelstwo. Okazały dyplom przechowuje do dziś jego prawnuczka.

Waldemar Bałda

Waldemar Bałda

Cetnarski nie odchodził ze stanowiska z goryczą. Na pożegnanie otrzymał od miasta honorowe obywatelstwo. Okazały dyplom przechowuje do dziś jego prawnuczka.

   Parcela ciągnie się długim pasem w górę zbocza, w poprzek którego biegnie ulica Konopnickiej. Kiedyś jednolita, w całości należała do właściciela i budowniczego efektownej willi z wieżyczką, wznoszącej się w pewnym oddaleniu od jezdni i chodnika: do Stanisława Cetnarskiego. Syna rodu mieszczańskiego, kontynuatora rodu mieszczańskiego. Z krwi i kości łańcuckiego mieszczanina.
   Skąd wzięli się Cetnarscy w Łańcucie - nie wie nikt. Tradycja rodzinna twierdzi, że byli obecni w mieście przynajmniej od początku XVII stulecia - zaś o pierwszym znanym z profesji jej przedstawicielu wspomina wzmianka, zawarta w dokumentach zamkowych: ów "Cetnarski Mayster", zatrudniony na stałe przez Izabellę Lubomirską, sławną Księżną Marszałkową, jako główny wykonawca projektów zaangażowanego do przebudowy rezydencji wybitnego architekta Christiana Piotra Aignera, "utrzymywany ma być, chyba żeby nieuskuteczniał przepisów JPana Aignera y opponował się exekucyi należytej Abrysów iego".
   "Mayster" snadź uskuteczniał dobrze i nie oponował nadmiernie, bo budownictwo stało się rodzinną specjalnością Centarskich, a ich pozycja w rodzinnym mieście - mocna. Potomkowie jego doszli do najwyższych godności, jakie społeczność mogła powierzyć współobywatelom: bracia Jan i Stanisław piastowali stanowiska burmistrzów.
   Starszy, Jan, urodzony 12 sierpnia 1834 r., w młodości był majstrem murarskim, z braku zajęcia na miejscu angażującym grupy rzemieślników i wędrującym z nimi pieszo m.in. do Warszawy, uczestnikiem powstania styczniowego, potem prowadził handel hurtowy solą i cukrem - ale największy szacunek zdobył sobie jako przedsiębiorca budowlany, wykorzystujący hossę, która pojawiła się w ślad za wprowadzeniem autonomii Galicji. Pozycja zawodowa, jaką zdobył, stała się w dużej mierze powodem, dla którego najpierw obdarzono go mandatem rajcy, a w 1880 r. - wybrano burmistrzem.
   Jako burmistrz Cetnarski dobrze zasłużył się Łańcutowi. Ściśle współpracował z wybitnym społecznikiem, posłem do Sejmu Krajowego Bolesławem Żardeckim; wspólnie działali na rzecz rozwoju miasta, podniesienia poziomu jego życia kulturalnego i oświaty. Podczas długiej kadencji Jana Cetnarskiego powstała straż ogniowa, Biblioteka Publiczna Stowarzyszenia Oświaty "Mrówka", gniazdo Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół", Stowarzyszenie Mieszczan "Gwiazda", kasa zaliczkowa i oszczędnościowa, gimnazjum (zrazu prywatne, miejskie, następnie upaństwowione) - ale i budowano chodniki, kanalizację, instalowano oświetlenie uliczne. Burmistrz wielokrotnie podróżował do Lwowa i Wiednia w poszukiwaniu funduszy na inwestycje - i najczęściej wracał z pełnymi rękami. Okres jego przewodniczenia magistratowi zapisany jest w dziejach Łańcuta jako nadzwyczaj owocny.
   Pośród sukcesów było jednak i niepowodzenie, bolesne: w 1913 r. radni sprzeciwili się opinii burmistrza, który orędował za remontem wiekowego ratusza, i przeforsowali rozbiórkę budowli, nieodpowiadającej ich ambicjom. Rok później wybuchła wojna; zgromadzone na budowę nowego ratusza materiały rozkradziono i nigdy już nikt nie wrócił do tej sprawy... Rozgoryczony odrzuceniem jego koncepcji Jan Cetnarski złożył w 1914 r. rezygnację z urzędu - a w 1915, 5 listopada, zmarł. Poniewczasie oddano mu sprawiedliwość: ulica Browarna, przy której mieszkał, otrzymała jego imię...
   Sukcesję po bracie przejął Stanisław Cetnarski, urodzony 13 kwietnia 1859 r. właściciel dobrze prosperującego Koncesjonowanego Przedsiębiorstwa Budowlanego Robót Wodnych i Lądowych oraz wytwórni wyrobów betonowych, będącej czymś w rodzaju hurtowni, w której oferowano wszystko, co niezbędne do budowy: od surowców po gotowe elementy. Stanisław kształcił się w młodości na kursach budowlanych we Lwowie, podobno praktykował też w firmie J. Lasockiego w Warszawie. Na łańcuckim gruncie był powszechnie cenionym znawcą architektury, utalentowanym projektantem i budowniczym szkół, kościołów, domów mieszkalnych i urzędów. Jak ocenia Teresa Bagińska-Żurawska, współautorka tomu "Łańcut. Zarys rozwoju przestrzennego od powstania do współczesności" (Łańcut 1999): obiekty, wykonane przez Stanisława Cetnarskiego "utrzymane są w charakterze eklektycznego budownictwa, opartego na formach wywodzących się ze stylów o antycznym rodowodzie. Są one wykonane na wysokim poziomie warsztatowym".
   Ale nie tylko realizacje architektoniczne przyniosły mu uznanie: za barwne i trwałe kafle posadzkowe otrzymał złoty medal na wystawie w Pradze, natomiast jego projekty budowlane uhonorowano w 1910 r. medalem na wystawie krajowej we Lwowie.
   Jako burmistrz - władający Łańcutem w trudnych latach wojny światowej, odradzania się niepodległości i kryzysów gospodarczych - także nie zawodził. Z powodzeniem kontynuował przedsięwzięcia, zainicjowane przez brata: organizował porządkowanie przestrzeni miejskiej, regulację ulic, zakładanie chodników, rozbudowę infrastruktury cywilizacyjnej. Funkcję sprawował do 1927 r. całkowicie honorowo. Jak zapisał Zbigniew Pelc, autor przepięknej książki "Mój Łańcut" (Łańcut 1997), był to burmistrz "ostatni mieszczański, niepłatny; następni byli płatnymi urzędnikami".
   Stanisław Cetnarski nie odchodził ze stanowiska z goryczą. Na pożegnanie otrzymał od miasta honorowe obywatelstwo. Okazały dyplom przechowuje do dziś jego prawnuczka Anna Wiśniewska, córka jedynej córki burmistrza, która została przy nim w Łańcucie. Pięknie iluminowany, starannie oprawiony dokument głosi: "Dyplom obywatelstwa honorowego. Wielmożnemu Panu Stanisławowi Cetnarskiemu długoletniemu członkowi Rady miejskiej i Burmistrzowi miasta w Łańcucie. Rada gminna miasta Łańcuta na posiedzeniu odbytem w dniu 24 lutego 1927 roku jednomyślnie powzięła uchwałę - nadała swemu Burmistrzowi i współobywatelowi Obywatelstwo Honorowe w uznaniu jego wieloletniej gorliwej i skutecznej pracy, oraz licznych i cennych zasług położonych około rozwoju i podniesienia tutejszego miasta. Ten dyplom wydaje Reprezentacja miasta jako skromny dowód pamięci. Łańcut w maju 1927. Getzel Drucker, asesor, Jan Pelc, zastępca burmistrza".
   Honorowy obywatel, zasłużony członek Stowarzyszenia Mieszczan "Gwiazda", mieszkał w tym czasie w willi, którą sam zaprojektował i zbudował, przy ul. Ogrodowej (dziś: Konopnickiej); przeniósł się tam już po pierwszej wojnie z rodowej siedziby przy Browarnej. Jak zapamiętała rodzina - nadchodził wtedy kres zasobności finansowej; zdaniem jednej z córek Stanisława, Stanisławy Szpunarowej - z tego powodu dom nie był już tak wypieszczony jak inne, wcześniejsze.
   Tam, na Ogrodowej, wychowały się wszystkie dzieci burmistrza, cała siódemka, jakiej dochował się z dwiema żonami: Zofia, Stefania, Józef, Bogumiła, Maria, Kazimiera, Stanisława. Koleje ich losów to dobra ilustracja dziejów rodu mieszczańskiego.
   Najstarsza, Zofia, wyszła za mąż za Zygmunta Jamrógiewicza, dyrektora banku we Lwowie. Miała dwóch synów: Zbigniewa i Witolda. Mąż zmarł w czasie okupacji, ona wróciła do Łańcuta, potem mieszkała u Witolda, w Warszawie, jednak zazwyczaj trzy czwarte roku spędzała w Łańcucie - w domu ojca, w którym zachowała mieszkanie.
   Stefania została żoną zawodowego oficera Stanisława Nowotnego. Wojnę spędziła w Warszawie, po powstaniu zatrzymała się w Krakowie, a następnie osiadła w Chorzowie Batorym, gdzie jej syn Adolf, absolwent AGH, jeniec niemieckich oflagów, pracował w hucie.
   Jedyny syn burmistrza, Józef, urzędnik bankowy z Bielska-Białej, wziął ślub z Wandą Sas-Witwicką, miał córkę Marię, zwaną w domu Lalką, farmaceutkę zamężną z wieloletnim członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Włodzimierzem Reczkiem, i syna Antoniego, ordynatora w Szpitalu im. dr Anki w Krakowie. Na Antonim skończyło się nazwisko.
   Bogumiła została żoną Zenona Szusta, notariusza z zawodu i historyka z zamiłowania: jest on autorem cenionej pracy "Średniowiecze Łańcuta". Przed wojną mieszkali w Wąbrzeźnie (tam Stanisław Cetnarski wydał w 1937 r. swoją książkę zatytułowaną "Miasto Łańcut z dziejów i własnych wspomnień"), po wojnie - w Zabrzu i Katowicach. Mieli troje dzieci: Adę, Stanisława i jeszcze jednego syna, zmarłego w niemowlęctwie. Stanisław zginął w czasie wojny w płonącej stodole pod Kuryłówką, Ada mieszka w Katowicach, jej córka zaś - w Danii.
   Maria wyszła za Stefana Chrzanowskiego, leśnika, zatrudnionego przed wojną na Huculszczyźnie, m.in. w Rafajłowej i Poździmierzu. W 1939 r. uniknęli najgorszego, gdyż w porę ostrzegła ich służąca Małanka - brat Stefana nie miał tego szczęścia i wraz z żoną, będącą w dziewiątym miesiącu ciąży, został zamordowany przez Ukraińców... Chrzanowscy uciekli w porę do Łańcuta, spędzili tam całą wojnę, a potem mieszkali w Szczecinku i Wrocławiu. Mieli dwie córki: Annę - historyczkę sztuki i Krystynę - absolwentkę Akademii Rolniczej.
   Najmłodsza, Stanisława Szpunarowa, była żoną lekarza z krakowskiej rodziny o łańcuckim rodowodzie. Przed wojną małżonkowie mieszkali w Rybniku, we wrześniu uciekli do Łańcuta, a stamtąd - do Lwowa, gdzie zatrzymali ich Rosjanie. Na zachodni brzeg Sanu wrócili dopiero w 1941 r. Dr Szpunar pracował w szpitalu w Leżajsku, często wyjeżdżał na pomoc partyzantom. W latach sześćdziesiątych osiedli w Krakowie, na Woli Justowskiej.
   Przedostatnią córką Stanisława była Kazimiera - jedyna, która przeżyła wszystkie swoje lata w Łańcucie; choć trzeba wiedzieć, że wszystkie dzieci burmistrza wciąż wracały do rodzinnego gniazda. Do gniazda, w którym umarli rodzice: ojciec przeżył 87 lat, odszedł 18 kwietnia 1947 r.
   Kazimiera zamieszkała we własnym domu, zbudowanym dla niej przez ojca w 1930 r., nieco powyżej willi z wieżyczką. Wyszła za mąż za swego profesora gimnazjalnego, Tadeusza Tumidajskiego rodem z Jarosławia. Jako absolwent Uniwersytetu Wiedeńskiego uczył on w gimnazjum języka niemieckiego. Miał za sobą burzliwą przeszłość oficera armii austriackiej, kombatanta I wojny światowej, jeńca rosyjskiego, oficera rezerwy Wojska Polskiego. Ciężka rana, jakiej doznał w trakcie walk, pozostawiła trwały uszczerbek na zdrowiu. Jak zapisał Zbigniew Pelc - był to nauczyciel "spokojny, łagodny, sympatyczny, niezłośliwy, wyrozumiały, a czasem jakby zamyślony". Niestety, echa wojny odezwały się prędzej, niż ktokolwiek mógł pomyśleć: w 1935 r. 46-letni zaledwie Tadeusz Tumidajski zmarł.
   Zostawił po sobie dwie córki: Irmę i Zofię. Jego wnuczka Anna, córka Irmy, wspomina, że tak naprawdę - Zofia miała być Romą, ale nadaniu drugiemu dziecku oryginalnego imienia sprzeciwił się ksiądz. Ochrzcił po swojemu... Irma złożyła maturę na tajnych kompletach u chroniących się w Łańcucie dobrych, lwowskich profesorów, potem podjęła studia ekonomiczne w Krakowie, ale nie ukończyła ich - wróciła do domu, opiekować się matką. Rozpoczęła potem pracę w Narodowym Banku Polskim w Łańcucie, wyszła za mąż za Stanisława Wiśniewskiego, też bankowca, tyle że zatrudnionego w Rzeszowie, urodziła dwie córki. Aleksandra mieszka dziś w Warszawie, Anna w Krakowie.
   Zofia - po mężu Bieniasz - skończyła Akademię Handlową i pracowała w Banku Rolnym w Łańcucie. Z dwóch jej synów Tadeusz osiadł w Rzeszowie, Piotr z kolei, właściciel szkoły jazdy, nie wyobraża sobie, by mógł opuścić Łańcut. Na podwórzu domu babci postawił własną willę - i zapowiada, że jego syn Kamil będzie następnym, który zamieszka na ziemi prapradziadka Cetnarskiego. Miejsce na jeszcze jeden dom jest...
   Miejsce jest, ale ciągłość narastania tych rodzinnych siedzib nie została zachowana. W 1961 r. burmistrzowski dom, dom, od którego zaczęła się obecność Cetnarskich na zboczu Ogrodowej/Konopnickiej, a w którym już wcześniej pojawili się lokatorzy, został sprzedany (mieszkanie na piętrze zachowała jedynie do śmierci Zofia Jamrógiewiczowa), potem zaś - sukcesywnie doprowadzany do ruiny. Skończyło się to dopiero niedawno, gdy poważnie zdewastowaną budowlę kupił - i starannie restauruje - przedsiębiorca z Rzeszowa; niestety, obcy. Dom, w którym wyrosło liczne pokolenie Cetnarskich, definitywnie przeszedł w cudze ręce.
   W niemal całkowicie odnowionej willi nie będzie już z pewnością aury, tej wyczuwalnej jeszcze w domu Kazimiery Tumidajskiej i Irmy Wiśniewskiej dobrej aury ambitnego mieszczaństwa z pierwszej połowy XX stulecia (choć wywodzącej się z najlepszych tradycji XIX-wiecznej inteligencji galicyjskiej): przywiązującego jednakową wagę do manier, jak i do wykształcenia, ceniącego na równi inteligencję wrodzoną z nabytą, dbającego o wykształcenie formalne (każde dziecko burmistrza Stanisława - z wyjątkiem jednej córki - legitymowało się maturą) i domowe (wszyscy brali lekcje języków, gry na instrumentach muzycznych).
   Ale coś jednak pozostanie. Po długowiecznym rodzie burmistrzowskim - poza Marią, zmarłą przedwcześnie na gruźlicę, wszyscy z Cetnarskich dożywali 90-100 lat, Zofia doszła nawet do 102. urodzin - zostaną wspomnienia, zapisy, ślady, przede wszystkim zaś: dobra pamięć. A to przecież niemało...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie