Salon nobliwych podróżników

Redakcja
Fot. Anna Kaczmarz
Fot. Anna Kaczmarz
Instytucja salonów pojawiła się w Krakowie jeszcze w XIX wieku. Były to cykliczne spotkania osób z pewnych sfer, ludzi o podobnych zainteresowaniach, którzy chcieli rozmawiać o swoich pasjach, wyrażać swoje poglądy, uzasadniać wybory, ale także słuchać, co o muzyce, sztuce literaturze i o świecie mają do powiedzenia inni.

Fot. Anna Kaczmarz

STYL ŻYCIA. Poza towarzyskim, spotkania seniorów mają też charakter terapeutyczny

O miłą atmosferę spotkań dbała zwykle pani domu, w którym się spotykano. Najczęściej to ona, osobiście, podawała herbatę i ciasteczka; starała się też, by poruszane tematy zbytnio nie rozbudzały emocji.

- Nasze popielgrzymkowe spotkania, choć tradycję mają ledwie kilkuletnią, zasłużyły sobie przez ten czas na miano krakowskiego salonu. Nazwałabym go salonem seniorów podróżników - mówi pani Janina z Krakowa, osiemdziesięciolatka.

Uczestnicy pielgrzymek - wielu z nich jeździ na wyprawy organizowane przez dr Alicję Klich-Rączkę, geriatrę z Collegium Medicum UJ, co roku od kilku lat, polubiło się, niektórzy nawet zaprzyjaźnili. Mają różne wykształcenie, różne rzeczy w życiu robili i w różnej są kondycji zdrowotnej, ale łączy ich ciekawość świata oraz ludzi.

- Te spotkania pozwalają nam wszystkim wrócić do przeszłości, a więc powspominać wspólnie spędzony czas, ale też są pretekstem do dyskusji, gdzie można by pojechać następnym razem - mówi pani doktor.

Nikogo nie trzeba do przyjścia namawiać, choć to dla starszych osób bywa wyprawa, a nawet przedsięwzięcie logistyczne, w które muszą zaangażować wnuki lub dzieci. Trzeba przecież dojechać na czas, czasami z odległego osiedla, a nawet spoza Krakowa, no i przygotować się. Uczestnicy salonu seniorów podróżników przynoszą ze sobą płytki CD ze zdjęciami i filmami z pielgrzymki. Przegrywają je dla siebie nawzajem, wymieniają się nimi tak, aby każdy miał jak najwięcej utrwalonych wspomnień.

- Wcześniej, gdy mniej popularne były aparaty cyfrowe, każdy z nas robił odbitki dla wszystkich, którzy byli na jego zdjęciach - opowiada pani doktor.

Ale jest też inny zwyczaj charakteryzujący te popielgrzymkowe spotkania. Uczestnicy przynoszą ze sobą potrawy, które były tradycyjnymi daniami w kraju lub krajach odwiedzonych podczas wyjazdu, albo własne, popisowe kulinaria.

- Pamiętam, że po wizycie we Włoszech na stole królowało spaghetti, ktoś przyniósł nawet włoskie wino - wspomina doktor Klich-Rączka.

Ostatnie popielgrzymkowe spotkanie odbyło się w listopadzie ubiegłego roku. Tak się złożyło, że wypadło 11.

- Zupełnie spontanicznie przerodziło się ono w spotkanie patriotyczne - opowiada pani Janina. - Śpiewaliśmy pieśni, które każdy z nas pamiętał z młodości. Podobno słychać nas było nawet na ulicy. Dla mnie był to powód do wzruszenia. Myślę, że dla wielu z nas.

Poza towarzyskim - salony - spotkania seniorów - mają też charakter terapeutyczny. Podczas wspominania wspólnie przeżytych przygód oraz doznanych wrażeń doskonale ćwiczy się pamięć. Starsi ludzie, którzy często nie bardzo mają z kim dłużej porozmawiać, tu muszą znajdować słowa, które najlepiej oddadzą ich emocje, starać się dobierać właściwe argumenty i artykułować je w obecności wielu osób.

- Przed spotkaniem - opowiada pani Janina - jeszcze raz prześledziłam na mapie drogę, jaką pokonaliśmy, przejrzałam album ze zdjęciami - mam taki, bo wolę papierowe odbitki. Zaraz przypomniały mi się zdarzenia związane z miejscami, które odwiedziłam i ludzie, którzy mi tam towarzyszyli i pomagali. A przy okazji listopadowego spotkania rozmawialiśmy też o sprawach dziejących się obecnie w Polsce, wymienialiśmy opinie na temat zawartości gazet, przeczytanych książek, a nawet chwaliliśmy się ilością rozwiązanych krzyżówek. I snuliśmy plany. O kolejnym spotkaniu i o kolejnej pielgrzymce. A snucie planów w moim wieku to bardzo przyjemne zajęcie - dodaje.
Ludwik Dębicki, ongiś wpływowy publicysta "Czasu", bywalec najlepszych salonów poświęcał im wiele uwagi. Na początku XX wieku pisał: "Życie towarzyskie bywa środkiem politycznym dla łagodzenia sprzeczności, uśmierzania antagonizmów — salon jest wykwitem i potrzebą wyższej kultury. Złym dzisiejszych czasów znakiem jest upadek salonu i zanik towarzyskości".

Dziś, na początku XXI wieku, możemy powiedzieć, że są tacy krakowianie i takie krakowianki, które salonowe, domowe spotkania kultywują. Choć ich formy spełniają wymagania naszych czasów.

Majka Lisińska-Kozioł

Krakowianki 50+

O krakowskich salonach dyskutowały krakowianki (na zdjęciu) zaproszone przez Martę Patenę, wiceprzewodniczącą Rady Miasta Krakowa, w przeddzień Dnia Kobiet. Historię salonów m.in. Estreicherów, który uchodził za szkołę sztuki konwersacji, ale także tego, który działał w jej domu, przypomniała Maria Rydel, edytorka, pisarka i kustosz Muzeum "Rydlówka" w Bronowicach. Profesor UJ Marta Wyka, córka prof. Kazimierza Wyki, wspominała swój dom rodzinny, w którym bywali nie tylko intelektualiści i profesorowie. Natomiast znana klawesynistka Elżbieta Stefańska, córka wybitnej pianistki Haliny Czerny-Stefańskiej, opowiadała o muzycznym salonie artystycznym w jej rodzinnym domu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie