Samowolne Podhale

Redakcja
Ilość postępowań jest wprost proporcjonalna do gęstości zaludnienia, nie pokazuje jednak rzeczywistej ilości samowoli. Wiele przypadków łamania prawa budowlanego nie wychodzi na jaw tylko dlatego, że nikt o nich nadzoru nie zawiadomił. - Dopóki sąsiedzi dobrze z sobą żyją i są tym samym pokoleniem - samowole nie są zgłaszane - mówi szefowa nadzoru. - Konflikty powstają najczęściej, gdy młodzi chcą coś rozbudować lub jeśli ktoś z zewnątrz kupi nieruchomość.

POWIAT NOWOTARSKI. 357 postępowań egzekucyjnych prowadzi Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Nowym Targu

Przedmiotem sąsiedzkich skarg są najczęściej: zbliżenie się do granicy albo wznoszenie czegoś na granicy, zacienienie, wypuszczenie okien na dom sąsiada, podejrzenie, że ktoś coś buduje bez pozwolenia. Sporo takich zawiadomień jest efektem niewiedzy, że np. dla niektórych obiektów do 25 metrów kwadratowych powierzchni zabudowy nie trzeba pozwoleń, ponieważ wystarczy zgłoszenie w starostwie, a wtedy sąsiedzi nie są powiadamiani. Średnio wpływa do nadzoru budowlanego kilkanaście takich skarg w tygodniu - najwięcej wiosną, kiedy zaczynają się budowy.

O przyczynach budowlanych samowoli, które w języku ustawodawczym są po prostu naruszeniem przepisów ustawy Prawo budowlane - można by długo, bo jest to temat-rzeka. Jedne tkwią w poprzednim ustroju i niejeden posesor pamięta, jak długo i z jakim trudem uzyskiwał pozwolenie na budowę. Inne - już dzisiejsze, to brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego w niektórych obszarach regionu i długi - ciągnący się nawet latami - proces uzyskiwania decyzji. A ludziom po prostu nie starcza cierpliwości. Jeśli mają lub nabyli kawałek gruntu z myślą o budowie - chcą to zrobić jak najszybciej. Inna sprawa, że w góralskiej naturze, tak przywiązanej do prywatnej własności, nie leży zbyt długie czekanie, aż urząd pozwoli.

- Rzadko się dziś zdarza taka śmiałość, że ktoś wybuduje duży obiekt całkiem bez pozwolenia - mówi Gabriela Guzik. - Samowole najczęściej dotyczą budynków gospodarczych, wiat, ogrodzeń. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przekazała nam "hurtem" kilkadziesiąt spraw dotyczących ustawionych samowolnie w pasie drogowym tablic reklamowych. Ponieważ postępowanie w przypadku tablic reklamowych jest tak samo czasochłonne, jak w przypadku obiektu gabarytowego - angażuje nas to mocno. Burmistrz Szczawnicy skierował do nadzoru sprawę budek handlowych, prowadziliśmy też postępowanie w przypadku podobnych obiektów przy Krzywej w Nowym Targu. Oczywiście samowola samowoli nie równa. Kiedy ludzie na własną rękę modyfikują sobie projekt - jest to odstępstwo od zapisów pozwolenia na budowę. Są odstępstwa możliwe do zalegalizowania, ale są też odstępstwa istotne. W tej sytuacji nadzór wdraża postępowanie naprawcze, które jest długotrwałe i wiąże się z zatwierdzaniem projektu zamiennego albo z koniecznością doprowadzenia obiektu do zgodności z pierwotnym pozwoleniem na budowę. W przypadku niewielkich samowoli inwestor kalkuluje sobie, co mu się bardziej opłaca. Jeśli wie, że sprawa może trafić do prokuratury i do sądu - często sam dokonuje rozbiórki.

Takich dobrowolnych rozbiórek było w obszarze Nowotarszczyzny 37 w 2003 r., 13 w 2004, 17 w 2005, 10 w 2006, 7 w 2007, 13 w 2008, 5 w 2009 roku.

Zmiana prawa budowlanego, jaka dokonała się w lipcu 2003 r., dała możliwość zalegalizowania samowoli pod warunkiem spełnienia określonych warunków technicznych lub istnienia możliwości dostosowania do nich. Legalizacja jest wszakże możliwa tylko w przypadku budynków, których lokalizacja i funkcja są zgodne z planem miejscowym. Natomiast budynku wzniesionego np. na terenie zalewowym, zalegalizować już nie można.

Legalizacji jest niewiele, bo małe obiekty inwestorzy przeważnie rozbierają. Drugi powód to koszt legalizacji. W przypadku budynku mieszkalnego wynosi on 50 tys. zł, dla garażu - 25 tys., ogrodzenia od strony drogi - 2,5 tys., dla muru oporowego - 125 tys., dla przyłącza do budynku - 5 tys. zł, ale już dla budynku handlowo-usługowego od 375 tys. zł wzwyż. Za przydomowy basen można przy legalizacji zapłacić 2,5 tys. zł. Zbudowanie bez pozwolenia sieci wodociągowej na obszarze np. jednej miejscowości - a taki przypadek też się zdarzył - to koszt największy, bo półmilionowy. Kwota zależy od długości sieci. Anna Szopińska

 

anna.szopinska@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie