Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Sebastian Kowalówka (Unia Oświęcim): Wielki szacunek do Cracovii, ale nie strach

Jerzy Zaborski
Jerzy Zaborski
Sebastian Kowalówka w ubiegłorocznym play-off pokazał się jako strzelec decydujących bramek dla Unii. Czy w tegorocznym będzie podobnie? Kibice wierzą, że tak...
Sebastian Kowalówka w ubiegłorocznym play-off pokazał się jako strzelec decydujących bramek dla Unii. Czy w tegorocznym będzie podobnie? Kibice wierzą, że tak... Fot. Jerzy Zaborski
Rozmowa z 31-letnim SEBASTIANEM KOWALÓWKĄ, doświadczonym napastnikiem Unii Oświęcim o rozpoczynającym się ćwierćfinale hokejowego play-off z Cracovią, aktualnym mistrzem Polski.

- Jakie nastroje towarzyszą Unii Oświęcim przed rozpoczynającym się ćwierćfinałem play-off z Cracovią?
- Pełna mobilizacja. Podchodzimy to rywala z wielkim szacunkiem, nie ze strachem, a to jest zasadnicza różnica. Skończyła się zabawa, czym była faza zasadnicza, a zaczyna się poważne granie, w którym nikt nie będzie oszczędzał kości. Nie wiem, skąd się wzięły opinie, że myślimy o wygraniu jednego, najwyżej dwóch meczów. W play-off wszystko może się przecież zdarzyć. Ważne jest pozytywne podejście do meczu. Gdybyśmy myśleli o wygraniu jednego spotkania, to nie byłoby sensu podejmowania rękawicy. Trzeba też odpowiednio się nastawić do walki. Nie wolno patrzeć w perspektywie całej rundy. W play-off najważniejsza jest tylko najbliższa bitwa. To ich wyniki złożą się na końcowy rezultat „wojny”, której stawką jest awans do strefy medalowej.

- Krakowianie są jednak zdecydowanym faworytem rywalizacji. To nie tylko wciąż aktualny mistrz Polski, wicelider po fazie zasadniczej, podczas gdy Unia wygrała grupę słabszą.
- Zgadzam się, że rywalizacja w tej parze będzie przypominała pojedynek Dawida z Goliatem, biorąc za wykładnik nie tylko skład personalny, ale także możliwości finansowe obu klubów. Jednak naszą siłą ma być przede wszystkim kolektyw i konsekwencja w realizacji założeń taktycznych.

- W Oświęcimiu mówi się o kompleksie Rafała Radziszewskiego, który swoimi udanymi interwencjami zazwyczaj doprowadzał zawodników Unii do rozpaczy.

- Coś na pewno uda się strzelić. Dla nas ważne jest, żeby umieć się obronić. Jak wchodziłem w dorosłe granie, to słyszałem od trenerów, że nie ma rewelacyjnych bramkarzy, a są tylko źle strzelający napastnicy. Można zatem „odkurzyć” to hasło nie dlatego, żeby pomniejszyć rolę krakowskiego bramkarza, bo jest doskonałym fachowcem, ale żeby dodać wiary naszym zawodnikom we własne możliwości.

- Cracovia przed zamknięciem okienka transferowego pozyskała kilku wartościowych graczy, potrafiących przechylić szalę na korzyść „Pasów”.

- Same „nazwiska” sprowadzonych pod Wawel zawodników przecież nie będą grały. Krakowianie też są tylko ludźmi, którym mogą się trafić błędy. W play-off nie chodzi o piękno, tylko umiejętność wykorzystania potknięć przeciwnika. To kolejna ważna zasada obowiązująca w play-off.

- Czy nie ma Pan obawy, że na początku play-off może Unii brakować kontaktu z mocnymi zespołami? Gra w grupie słabszej, gdzie spotkania były na znacznie słabszym poziomie mogła przecież odcisnąć na drużynie piętno...
- Trudno przewidzieć. Może na początku tak może być, ale wierzę, że z każdą minutą będzie lepiej. To dobrze, że w tym sezonie w ćwierćfinale gra się do czterech zwycięstw, a nie jak poprzednio do trzech, bo nawet dwie porażki nie stawiają w dramatycznym położeniu. Chociaż przed rokiem, przy rywalizacji do trzech zwycięstw, po dwóch porażkach w Nowym Targu, we własnej hali wyrównaliśmy stan rywalizacji i decydujące spotkanie pod Tarami przegraliśmy jedną bramką dość pechowo. To tylko pokazuje, że w play-off szybko można trafić w nieba do piekła i odwrotnie.

- Jednak w fazie zasadniczej Unii bardzo ciężko grało się na wyjazdach. Niby toczyła równorzędne boje, ale to rywale kontrolowali mecz. Mówiło się o tym, że niektórzy zawodnicy przegrywali już w szatni.

- Nie wiem, czy tak było. Jeśli ktoś miał podobne problemy, to play-off jest czasem, żeby to zmienić. Trzymajmy się tego, że play-off to zupełnie inna „bajka” od fazy zasadniczej i wtedy każdy zespół rzuca na szalę wszystko to, co ma najlepsze.

- Trzy lata temu grał Pan w Cracovii, która także będąc mistrzem Polski, przegrała w ćwierćfinale z Unią.
- Pamiętam doskonale tamtą rywalizację, bo Unia wygrała wszystkie mecze w Krakowie, a „Pasy” dwa razy były lepsze w Oświęcimiu. Unia na wyjeździe wywalczyła awans do półfinału. To było wielkie wydarzenie. Rozumiem podtekst pytania, czy możliwa jest powtórka takiego scenariusza. Wtedy Unia miała dużo mocniejszy skład od obecnego, więc trudno porównywać obie epoki. Jeśli przypominanie tamtego sezonu ma nam dodać wiary, niech kibice wyciągają różne talizmany. Zespół musi na lodzie mieć czystą głowę, zostawić serce na lodzie, żeby po ostatniej syrenie nie mieć sobie nic do zarzucenia.

********Ściągawka dla kibica************************
Przypomnijmy, że w ćwierćfinale walka będzie się toczyć do czterech zwycięstw. Pierwsze dwa mecze (21 i 22 lutego w Krakowie). Początek drugiego meczu zaplanowano na godz. 20.30, w związku z transmisją w TVP Sport.

Potem rywalizacja przenosi się do Oświęcimia (25 i 26 lutego). Gdyby półfinalista nie został wyłoniony w minimalnej liczbie spotkań, to kolejne mecze zostaną rozegrane: 1 marca (Kraków), 3 marca (Oświęcim) i ew. 5 marca (Kraków).

Sportowy24.pl w Małopolsce

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Sebastian Kowalówka (Unia Oświęcim): Wielki szacunek do Cracovii, ale nie strach - Gazeta Krakowska

Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski