Sejm pełen ignorantów

Sejm pełen ignorantów

WŁODZIMIERZ KNAP

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Odwołany z fotela szefa komisji sprawiedliwości Ryszard Kalisz uważa się za niezwykle kompetentnego Fot. Bartek Syta

Odwołany z fotela szefa komisji sprawiedliwości Ryszard Kalisz uważa się za niezwykle kompetentnego Fot. Bartek Syta

- O moim odwołaniu decydowała wyłącznie polityka, a nie względy merytoryczne - tak Ryszard Kalisz tłumaczył usunięcie go z fotela przewodniczącego sejmowej komisji sprawiedliwości. - Przez 6 lat kierowania tą komisją nikt nie podważył moich kompetencji - chwalił się.
Odwołany z fotela szefa komisji sprawiedliwości Ryszard Kalisz uważa się za niezwykle kompetentnego Fot. Bartek Syta

Odwołany z fotela szefa komisji sprawiedliwości Ryszard Kalisz uważa się za niezwykle kompetentnego Fot. Bartek Syta

Odwołany z fotela szefa komisji sprawiedliwości Ryszard Kalisz uważa się za niezwykle kompetentnego Fot. Bartek Syta

POLITYKA. Eksperci są zgodni, że w Sejmie kompetentnych posłów, czyli takich, którzy potrafią wywiązać się z roli twórców rzetelnych ustaw, bo izba pełni rolę "fabryki prawa", jest nie więcej niż 20-40, czyli 420-440 bierze pieniądze za nic...

Kalisz w kwietniu został wyrzucony z SLD.
- Utraciliśmy do niego zaufanie - w ten sposób wniosek Sojuszu o jego odwołanie uzasadniał Dariusz Joński. Rzecznik SLD zachwalał przy tym swoją koleżankę klubową Stanisławę Prządkę, która została nową przewodniczącą komisji sprawiedliwości. Joński zapewniał, że jest ona co najmniej równie dobrze przygotowana pod względem merytorycznym jak Kalisz. Po ukończeniu studiów uczyła muzyki w szkole podstawowej. Potem przez 28 lat była związana z urzędem miasta Garwolin i bankiem w tym mieście. Konia z rzędem temu, kto wymieni osiągnięcia Stanisławy Prządki na niwie prawniczej.

Za odwołaniem Kalisza było 16 członków komisji, przeciwko 4. - Singiel polityczny nie może przewodniczyć komisji - skwitował Mariusz Błaszczak, szef klubu PiS. - Taki jest polski Sejm - ripostował Kalisz. Od wyrzucenia z SLD podkreśla, że absolutna większość posłów ma znikome kompetencje. O sobie samym ma świetną opinię: - Na prawie znam się bardzo dobrze.

O marnej jakości pracy posłów Polacy przekonują się od lat; często na własnej skórze, ponosząc koszty bubli prawnych. Eksperci są zgodni, że w Sejmie kompetentnych posłów, czyli przede wszystkim takich, którzy potrafią wywiązać się z roli twórców rzetelnych ustaw, bo izba pełni rolę "fabryki prawa", jest nie więcej niż 20-40.

Prof. Antoni Kamiński z PAN, przewodniczący stowarzyszenia "Obywatelska Polska", radzi nie łudzić się, że przy obecnej ordynacji wyborczej w Sejmie kiedykolwiek zasiadać będzie pokaźna grupa merytorycznych posłów. - Winien temu jest w dużej mierze mechanizm doboru kandydatów do Sejmu - twierdzi prof. Kamiński. Chodzi o to, że listy ustalają partyjni liderzy. Czołowe miejsca na nich "zaklepują" sobie aktywiści, czyli czołowi politycy danej formacji. - Regułą jest, że myślą oni niemal wyłącznie kategoriami dobra własnego, a następnie swoich stronnictw, a nie państwa - podkreśla prof. Kamiński.

Jak wyliczył dr Jarosław Flis z UJ, tylko wyjątkowo do Sejmu dostawali się kandydaci, którzy nie zostali wystawieni na czołowych miejscach list PO i PiS. W przypadku PSL i SLD miejsce przy Wiejskiej gwarantowało niemal wyłącznie bycie numerem jeden. - Skoro czołowe miejsca otrzymują partyjni aktywiści, często dotychczasowi posłowie, to prawdziwi fachowcy, szanujący siebie i swój profesjonalizm, m.in. prawnicy, ekonomiści, naukowcy czy przedsiębiorcy, zwykle nie chcą być rodzajem listka figowego na partyjnych listach wyborczych -mówi prof. Kamiński.

Zwraca uwagę, że realia są takie, iż zdecydowana większość obywateli w każdym społeczeństwie nie ma pojęcia, kto jest fachowcem z prawdziwego zdarzenia. - A takich ludzi, myślących, niezależnych, również finansowo, szefowie naszych stronnictw boją się bardziej niż ognia - dorzuca politolog z PAN.

- Niestety, rzeczywistość jest siermiężna. Wielu naszych polityków z reguły bełkocze, bo na niczym się nie zna i, co gorsza, nie chce poszerzać wiedzy - twierdzi prof. Antoni Dudek, politolog z UJ. - Normą jest, że posłowie nie mają pojęcia, nad czym debatują, co uchwalają. Prof. Dudek twierdzi, że polskich polityków cechuje "bicie piany". - Posłów rzetelnie przygotowanych do dyskusji nad jakimś problemem jest niewielu - ocenia. Zwraca uwagę, że nawet w największych partiach, czyli PO i PiS, trudno znaleźć znawców np. spraw obrony, polityki społecznej, zagranicznej czy służby zdrowia. - W stronnictwach powinno być po kilku posłów, którzy zajmują się konkretnymi dziedzinami i mają rzetelną wiedzę. Rzeczywistość jest taka, że partie mają co najwyżej dyżurnego posła, który wypowiada się na jakiś temat - mówi prof. Dudek.
1 »

Komentarze (5)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

obserwator wsoólnoty (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Miernoty pchają się do zarządów wspólnot mieszkaniowych. Budżety tam są spore, u nas prawie milion zł/rok. Współwłaściciele nie czytają ustawy o własności lokali, to łatwo się nimi manipuluje....rozwiń całość

Miernoty pchają się do zarządów wspólnot mieszkaniowych. Budżety tam są spore, u nas prawie milion zł/rok. Współwłaściciele nie czytają ustawy o własności lokali, to łatwo się nimi manipuluje. Zarząd notorycznie przekracza uprawnienia zwykłego zarządu. zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Jarek48 (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Sam potrafi być miernotą
Nie będę płakał po takim kaliszu.

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

krk (gość)

Zgłoś naruszenie treści

kolesiostwo i tyle!!!!!

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

pk (gość)

Zgłoś naruszenie treści

Niestety, miernoty zaludniają zarówno resorty, które piszą ustawy jak i Parlament, który później nad nimi głosuje. Nagminne jest tworzenie projektów rażąco niezgodnych z obowiązującymi przepisami o...rozwiń całość

Niestety, miernoty zaludniają zarówno resorty, które piszą ustawy jak i Parlament, który później nad nimi głosuje. Nagminne jest tworzenie projektów rażąco niezgodnych z obowiązującymi przepisami o tworzeniu prawa (np. Regulamin pracy Rady Ministrów), w których uzasadnienia są pisane stylem felietonowym a obowiązkowa (!) ocena skutków regulacji sprowadza się do jednej wziętej z sufitu tezy: "nie ma wpływu na nic". Nawet jak chodzi o ustaw skutkującą wydaniem 200 mln zł. A Sejm przyjmuje to na wiarę...zwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

aaa (gość)

Zgłoś naruszenie treści

akurat najgorsze są media które promują takie miernoty jak Kalisz za to że ujadają na przeciwników politycznych i potrafią przekrzyczeć każdego, widocznie w mediach polskich też taka mentalność...rozwiń całość

akurat najgorsze są media które promują takie miernoty jak Kalisz za to że ujadają na przeciwników politycznych i potrafią przekrzyczeć każdego, widocznie w mediach polskich też taka mentalność jest mile widziana. wiadomo za to co nie jest mile widziane u polityków - chęć usprawnienia państwa, kompetencja i prostolinijność. wydaje się że media nawet wmówiły części społeczeństwa że cwaniactwo i buractwo oraz pseudo-elokwencja polegająca na niezrozumiałym bełkocie zawierającym "mądre" słówka to takie fajne , swojskie cechy człowieka - polityk który chciałby coś zrobić nie dla siebie tylko dla kraju byłby jakiś dziwny i podejrzany... dopóki media takie będą nic się nie zmieni obawiam się. zwiń

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo