Sensacje XXI wieku

Redakcja
- Temat tych obrad: "Biotechnologie i biomateriały 2000" nie jest może zbyt efektowny i pobudzający wyobraźnię, ale za to ma swoje konkretne "przełożenie" do praktyki medycznej, szpitalnej. Bo trzeba mieć świadomość, że różne czynniki środowiskowe, które dewastują nasze ciała, powodują, iż obecnie coraz większa grupa ludzi zaczyna odczuwać duży dyskomfort z powodu np. zużytych wcześniej niż reszta ciała, tętnic i żył, ścięgien, stawów biodrowych, kolanowych, fragmentów skóry. I tu jest miejsce dla techniki. Dzięki nowoczesnym biomateriałom, takim jak np. różnego typu polimery mleczanowe z hydroksyapatytem, możemy skutecznie uzupełniać ubytki kostne w ciele człowieka; możemy sztucznym, odpowiednio przygotowanym tworem zastępować fragmenty naczyń krwionośnych, "łatać" fragmenty poparzonej skóry itp.

Rozmowa z prof. RYSZARDEM TADEUSIEWICZEM

-Jakich sensacyjnych doniesień możemy się spodziewać po "okrągłym stole" naukowców i lekarzy, którzy obradować będą we wrześniu w Krakowie pod Pana protektoratem?
 Warunkiem jest, żeby organizm tego rodzaju sztuczny implant tolerował. Robimy wszystko, aby tak było, szukając nowych materiałów i tworząc je z pomocą rozwiniętej na naszej uczelni technologii materiałowej. To fascynująca dziedzina, w której inżynier uzupełnia dzieło Stwórcy, który dał nam metale, glinę, kamienie, tworzywa roślinne - i z tego do tej pory tworzyliśmy nasze wyroby. Jeśli jednak potrzebujemy tworzywa o niespotykanych własnościach - na przykład metalu, który dzięki włóknistej strukturze wewnętrznej będzie pod pewnymi względami przypominał łodygę trawy - to możemy to osiągnąć właśnie sięgając do inżynierii materiałowej. Technika ta może znacząco przyczynić się do rozwoju medycyny.
 - W krakowskiej konferencji wezmą udział m. in. przedstawiciele nauki o minerałach. W jaki sposób mineralodzy mogą być wykorzystani w medycynie?
 - Jeden z segmentów wrześniowego spotkania naukowego będzie dotyczył bardzo frapującej, a wciąż nie wykorzystanej dziedziny - mianowicie biomineralogii. W wyniku procesów, które toczą się w organizmie człowieka, w tkankach miękkich wytwarzają się przeróżne minerały. One pojawiają się w postaci np. dokuczliwych kamieni żółciowych czy nerkowych, ale z pewnymi formami mineralizacji mamy do czynienia również w obrębie serca, naczyń krwionośnych, w obrębie ścięgien, kości, stawów; często bolesne unieruchomienie, zmniejszenie ruchliwości stawów wiąże się właśnie z ich mineralizacją.
 Otóż, do tej pory na zjawiska biomineralogii zachodzące w ciele człowieka patrzyli głównie specjaliści z zakresu medycyny, czyli ci, którzy wiedzieli wszystko o tkance żywej, ale bardzo mało wiedzieli na temat minerałów jako takich. Tymczasem własności minerałów drastycznie odbiegają fizycznie i chemicznie od własności tkanek i substancji organicznych, a równocześnie okazuje się, że mając taką wiedzę o biomineralogii można dokładniej poznać zarówno proces tworzenia się różnych złogów mineralnych w organizmie, jak i prawidłowości, którym one podlegają. Dzięki temu możemy wypracować sposoby kontrolowania tego procesu, wpływania na jego przebieg, kontrolowania jego efektów.
 Biomineralogia - ten nowy rodzaj wiedzy - pozwala inaczej spojrzeć na występujące w naszym ciele związki nieorganiczne, czy to w postaci kryształów jakiejś soli, czy jakiegoś minerału, osiadającego np. na fragmentach serca. Wiedza z tej dziedziny może jednak także pomóc rozwiązać problem związany z tolerowaniem przez organizm obcego ciała, np. gwoździa, wprowadzonego do stawu po to, żeby ten staw naprawić. Problemem do rozwiązania wspólnie przez mineraloga, specjalistę od inżynierii materiałowej, chirurga przeprowadzającego takie zabiegi, jest dać odpowiedź na pytanie, jak to się dzieje, że organizm toleruje kryształ, który sam wytworzył, a który też jest w istocie tworem sztucznym, a nie toleruje gwoździa?
 - Panie Profesorze, z jakim biomateriałem, który może być wykorzystany dla ratowania życia i zdrowia człowieka, należy wiązać największe nadzieje?
 - W mojej opinii, wciąż niewyczerpane są możliwości zastosowania w medycynie związków węgla. Węgiel ma wiele bardzo korzystnych właściwości, między innymi dlatego, że może zostać całkowicie przyswojony przez organizmu człowieka. Gwóźdź, którym łączy się zrastającą kość, jeśli jest metalowy, prędzej czy później będzie musiał być wydobyty. Niezależnie od tego, czy zrobi się go ze stali tytanowej, czy innej. Jeżeli natomiast włożymy w to miejsce gwóźdź z węgla - a już możemy to zrobić - materiał ten zostanie w naturalny sposób "wchłonięty" przez organizm.
 Na naszej uczelni opracowujemy projekt takich urządzeń z węgla, oczywiście, węgla rozumianego nie dosłownie. Jest to specjalnie preparowany materiał o bardzo dużej wytrzymałości. W materiale tym kontroluje się nawet ułożenie atomów. Gwóźdź zrobiony z takiego materiału, stosowany w ortopedii, przez jakiś czas pomaga zrosnąć się kościom, a potem "rozkłada się" i problem przestanie istnieć. Oczywiście naukowcy mają mnóstwo problemów z włóknami węglowymi, choćby dlatego, że to jest niewdzięczny materiał do obróbki, a trzeba zapewnić tym włóknom odpowiednią wytrzymałość. A to oznacza, że przy pomocy odpowiedniej sztuki inżynierskiej trzeba nadrabiać niedoskonałość materiału.
 Naukowcy w wielu krajach świata przykładają bardzo dużą wagę do różnych form czystego pierwiastka węgla. Węgiel, odpowiednio uformowany, może być bardzo ciekawym materiałem przyszłości w biologii i medycynie. Nie bez kozery kilka lat temu Nagroda Nobla przypadła profesorowi jednego z brytyjskich uniwersytetów o nazwisku Kroto, naszemu rodakowi (ojciec noblisty nazywał się Krotoszyński, ale po latach pobytu na emigracji skrócił fonetykę swego nazwiska). Ten światowej sławy uczony, który niebawem zostanie doktorem honorowym AGH, otrzymał to prestiżowe wyróżnienie za odkrycie nowych form węgla, tzw. fulerenów. Są to obiekty o potencjalnie bardzo dużych możliwościach wykorzystania na gruncie techniki medycznej. Jeśli mówimy o inżynierii biomedycznej, warto wspomnieć, że z postępem w tej dziedzinie nie wiążą się dylematy natury etycznej, jakie np. rodzi współczesna transplantologia.
 - Skoro wspomniał Pan o problemach etycznych związanych z rozwojem transplantologii, proszę powiedzieć, jakie jest Pana zdanie na temat głośnej ostatnio sprawy zroślaków urodzonych w Wielkiej Brytanii?
 - Mój prywatny pogląd jest taki, że nie możemy problemów życia traktować wyłącznie w kategoriach ilościowych. Nie rozdzielając syjamskich bliźniąt, skazujemy je na dramatyczną wegetację, która urąga godności istoty ludzkiej, urąga standardom życia, jest sprzeczna z definicją człowieczeństwa. Mnie się wydaje, że lekarz, podejmując decyzję o rozdzieleniu, a tak naprawdę decyzję o zabiciu jednego z tych dzieci, postępuje słusznie. Alternatywą jest bowiem pewność, że bez rozdzielenia jedno i drugie wkrótce umrą! Biologia stawia przed nami problemy, które nie dają się, niestety, łatwo kategoryzować etycznie, ponieważ wykraczają poza prosty podział na dobro i zło. Jestem przekonany - i jest to mój prywatny pogląd - że gdyby można było wysłuchać opinii tych nieszczęsnych dzieci, to one chyba też opowiedziałyby się za tym, że zamiast trwającej całe życie gehenny, która i tak musiałaby się skończyć dramatycznie, lepszym rozwiązaniem jest darowanie jakiejś szansy jednemu ze zroślaków, kosztem drugiego.
 Natomiast jest droga do tego, by dramatycznych wyborów można było w przyszłości uniknąć - tą drogą jest postęp inżynierii biomedycznej. Ja ciągle wierzę w to, że kiedy jako inżynier pracuję nad nowymi technikami zastępowania żywych tkanek i narządów obiektami wytwarzanymi sztucznie, kiedy mogę się przyczynić do tego, żeby chociaż o ułamek milimetra przesunęła się granica między możliwym i niemożliwym w zakresie techniki medycznej - to tak samo ratuję zdrowie i życie ludzi, jak lekarz stojący przy łóżku pacjenta. Bo gdybyśmy już dziś potrafili wytwarzać sztuczne narządy, to uratowalibyśmy zarówno tych, którzy je utracili w wyniku wypadku, jak i takie właśnie nieszczęsne bliźnięta syjamskie.
 Myślę, że postęp w dziedzinie inżynierii biomedycznej może być jednym z najbardziej szlachetnych wkładów techniki w rozwój cywilizacji. A poza tym, jak już powiedziałem, uniknęlibyśmy dylematów natury etycznej, jakie rodzi współczesna transplantologia nie tylko w tak spektakularnych sprawach, jak problem zrośniętych bliźniąt.
 A wiadomo, że biologiczny przeszczep tym lepiej się udaje, w im lepszym stanie fizycznym jest organizm, z którego pobrano organ do przeszczepu. Wobec tego pojawia się bardzo trudny dylemat dla lekarza: jak długo ratować kogoś, kto może być potencjalnym dawcą serca, żeby nie zaniechać ratowania jego życia zbyt wcześnie. Z kolei przedłużanie tej desperackiej walki o życie potencjalnego dawcy obniża szansę potencjalnego biorcy. Raczej rzadko zdarza się, żeby między życiem a śmiercią była bardzo wyraźna linia. Najczęściej bywa tak, że umieranie jest procesem. Wobec tego w pewnym miejscu tego procesu lekarz musi powiedzieć "stop".
 To nie są decyzje jednoznaczne, a już na pewno niełatwe - moralnie i emocjonalnie. M.in. z tego powodu my - technicy, bezustannie podejmujemy wysiłki, które zmierzają do tego, aby tam, gdzie to możliwe, oferować medycynie produkt moralnie obojętny, bo właśnie techniczny. Wyprodukowanie sztucznej skóry, sztucznego stawu biodrowego czy zastawki serca, nie jest związane z niczyją krzywdą, niczyją stratą.
 Rozmawiała:

GRAŻYNA STARZAK

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie