Sezon Kabaretowy 2010 rozpoczęty!

Redakcja
Fot. Anna Kaczmarz
Fot. Anna Kaczmarz
W zeszły weekend w Żyrardowie odbył się VI Festiwal Twórczości Kabaretowej zwany Zimową Akcją Kabaretową (w skrócie ZAKiem), który oficjalnie otworzył w Polsce sezon kabaretowy 2010.

Fot. Anna Kaczmarz

Udałam się tam nie tylko jako uczestniczka, ale też jako długoletnia i wierna wielbicielka tej formy widowiskowej, a co za tym idzie - ciekawska obserwatorka. W końcu otwarcie sezonu to sprawa – nawet jak na kabaret - poważna. Można podpatrzeć nowe trendy i przekonać się, co w najbliższym czasie będzie się na kabaretowej scenie „nosiło”. Wiadomo, że kabareciarze zdobywają na ZAKu pierwsze szlify przed zbliżającą się wielkimi krokami PAKĄ, która w sposób bardziej spektakularny (i medialny) zweryfikuje ich nowe programy.

Nawet średnio zainteresowani tematem wiedzą, że kabaret w Polsce ma się bardzo dobrze i już od ładnych paru lat honorowo pełni funkcję jednego z ulubionych widowisk scenicznych Polaków. Widać to w telewizji, widać na licznych przeglądach, festiwalach, galach biesiadnych i wszelkiego rodzaju kabaretonach, które, mimo skrajnie różnego poziomu, bez problemu przyciągają rzesze widzów.

Kabareciarze z najwyższej półki występują w telewizyjnych reklamach, udzielają wywiadów, są rozpoznawani na ulicy i gromadzą wokół siebie fanów. Nic więc dziwnego, że grupy kabaretowe mnożą się u nas jak grzyby po deszczu (na PAKĘ co roku zgłasza się około stu kabaretów!). Wielu wydaje się to łatwym i przyjemnym sposobem na zdobycie uznania i popularności. „Zrób kabaret, po prostu zrób kabaret. To takie proste, choć przecież takie stare…” – zachęca w dodatku legendarny Kabaret Potem, na którym wielu młodych i nieopierzonych kabareciarzy chciałoby się wzorować…

Praktyka pokazuje oczywiście, że to wcale nie jest takie proste. Sama kiedyś próbowałam, więc wiem. Publiczność ma duży wybór, może zatem pozwolić sobie na wybredność. Duży wybór zwiększa skalę porównawczą, w końcowym efekcie powinno więc być oryginalnie, profesjonalnie i oczywiście śmiesznie. Najlepiej bardzo śmiesznie.
Gusta odbiorców są oczywiście różne i często sama byłam uczestnikiem zażartych dyskusji, na temat tego, czy dany kabaret jest: a) bardzo fajny;  b) taki sobie; c) do niczego. Na polskiej scenie mamy kabareciarzy tradycjonalistów i kabareciarzy awangardzistów, mamy kabarety literackie i typowo „showmeńskie”, kabarety miłujące się w absurdzie i te zakochane w tematyce społecznej. Dla każdego coś dobrego.

Osobiście bardzo cenię profesjonalizm i oryginalność, śmieszność cenię chyba jednak przede wszystkim. Na tegorocznym ZAKu wystąpiła między innymi Kompania Grabi z programem z pewnością oryginalnym (powiedziałabym nawet eksperymentalnym) i profesjonalnie przygotowanym, ale – nie da się ukryć – zupełnie nieśmiesznym. Publiczność wyłączyła się po 10 minutach i nawet jeśli później pojawiły się jakieś pojedyńcze żarty, mało kto zwrócił już na nie uwagę. Jednym słowem – oryginalny eksperyment się nie powiódł.
Kabaret ma mnie bawić. Jeśli bawi mnie do łez, to już naprawdę rewelacja.

W sobotnim finale ZAKa do łez rozbawił mnie na przykład Kacper Ruciński, który jako jedyny z finalistów konkursu występował solo, mierząc się z trudną i dopiero raczkującą na polskiej scenie kabaretowej sztuką zwaną stand-up comedy (to a propos tegorocznych nowych trendów). W stand –upie liczy się przede wszystkim charyzma i dobry kontakt z publicznością, której uwagę należy mocno przykuć. Kacper przykuł i w dodatku naprawdę rozśmieszył. Podziwiam, bo do takiej roli trzeba mieć charakter. Publiczność na występie kabaretowym jest w najlepszym razie rozluźniona, częściej – rozochocona, a rozochocona publiczność posiadająca psychiczną przewagę nad występującym solo artystą może stanowić niemałe zagrożenie (przynajmniej dla samopoczucia tegoż). Tym razem zagrożenia nie było, było za to sporo śmiechu ze „stonek” w supermarketach, widzów siorbiących w kinie i problemach chomików uwięzionych w kółkach do biegania („Jak to się k** zatrzymuje?!”). Tematyka zatem prosta, oparta na codziennych obserwacjach, ale mocno przejaskrawionych i potraktowanych – można rzec – „po męsku”. W porównaniu do propozycji Kompanii Grabi program zapewne mało oryginalny, ale – jakby nie patrzeć – dużo śmieszniejszy. Jury (tę szacowną funkcję pełnili: Katarzyna Piasecka, Znany Wojtek Kamiński oraz Jarosław Cyba) tę cechę doceniło, przyznając Kacprowi drugie miejsce.

Pierwsze miejsce przypadło natomiast kabaretowi Noł Nejm z Rybnika, który zdobył dodatkowo nagrodę publiczności. Werdykt słuszny, bo obok Kacpra, ten właśnie kabaret rozbawił wszystkich najbardziej, tworząc na scenie mocno absurdalny, chwilami nawet groteskowy klimat. Skecze oparte były w większości na krótkich scenkach (prezentujących na przykład katastrofalną w skutkach podróż pociągiem PKP, który po raz pierwszy przybywa na stację punktualnie) i gagach przeplatanych kilkusekundowymi zapowiedziami w stylu radiowym. Przebojem okazała się być piosenka o paleniu marihuany śpiewana na melodię tradycyjnej pieśni „O mój rozmarynie”. Publiczność szalała i najwyraźniej nie miała nic przeciwko wizualizującym treść piosenki efektom dymnym, które pod koniec znacznie ograniczyły wszystkim możliwość widzenia… Pierwsze miejsce całkowicie zasłużone, bo w przypadku tego programu możemy mówić i o oryginalności i o profesjonalizmie i o śmieszności, co w sumie tworzy mocny zestaw i daje kabaretowi Noł Nejm spore szanse na królowanie w tym sezonie. W każdym razie – podobnie jak Kacper Ruciński – dobrze zaczęli.

Zimowa Akcja Kabaretowa pokazała zatem kilka interesujących kabaretowych nowalijek i dała mi mały przedsmak PAKI, której, swoją drogą, jestem w tym roku bardzo ciekawa. Zeszłoroczne Grand Prix (przypominam: otrzymał je kabaret Macież) dla wielu było bowiem znakiem postawienia raczej na oryginalność niż śmieszność i wywołało w środowisku pewne kontrowersje. Do dziś nie mam przekonania, czy słuszne, bo program Macieży mnie śmieszy, choć – faktycznie – raczej nie do łez.

W każdym razie już niebawem przekonamy się, na co PAKA postawi w tym roku i czy będzie to zbieżne z gustami publiczności, która w praktyce i tak jest najważniejszym głosem decydujący o tym, czy na dany kabaret zwyczajnie warto pójść.  

Aneta Stokes

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie