Sielanka

Redakcja
Stacyjka, jak na końcu świata. Zapomniana przez ludzi i Boga. Wiedzie to niej asfaltowa wprawdzie, ale dziurawa droga bez poboczy, pomiędzy jakimiś kurnikami i działkowymi ogródkami, w których snują się bezpańskie koty. Wszystkie drzwi w dworcowym budyneczku pozamykane na cztery spusty. Ani żywego ducha. Nie ma kasy biletowej, rozkład jazdy nie istnieje. Przy wejściu na peron jest tylko kasownik do biletów, ale nie działa. Jedynym znakiem tego, że ktoś tu jednak pracuje, jest głos z megafonu, zapowiadający przyjazdy pociągów. Megafon włącza się średnio co kilkanaście minut, bo ruch tu panuje spory. W końcu to - wbrew pozorom - przystanek w nadmorskim miasteczku Santa Severa koło Rzymu, a nie w jakiejś polskiej, zapyziałej wsi.

Barbara Rotter-Stankiewicz: ZA MOICH CZASÓW

Powoli na peron przychodzą jednak ludzie. Dwoje Chińczyków (chyba), Wietnamka, która przez całe przedpołudnie masowała nad morzem plażowiczki, dwie Rosjanki, młody Niemiec z córeczką. Do tego ja. Jednym słowem - towarzystwo międzynarodowe, a nawet międzykontynentalne. Od Wietnamki dowiaduję się, że kasownik jest zawsze zepsuty, od Rosjanki, że w takiej sytuacji trzeba na bilecie wypisać samemu miejscowość i godzinę odjazdu pociągu. Podróże kształcą... Na kolejnej stacji wsiada grupa nastolatków, młoda kobieta (chyba Włoszka) i bardzo obfitych kształtów Murzynka z małym, może rocznym dzieckiem. "Ella Fitzgerald" przez całą drogę gada z Włoszką. Oczywiście po włosku. Na chwilę przerywają, bo Włoszka odbiera telefon i zaczyna rozmawiać po angielsku. Zbliża się jakaś stacja. Starszy pan, który jedzie z żoną na wczasy, pyta, czy mówię po angielsku. Niestety... Natychmiast jednak odzywa się inna jadąca pociągiem kobieta i cierpliwie odpowiada Amerykaninowi na pytania. Ja mam okazję zrewanżować się Rosjankom już w Rzymie - wysiadły i nie wiedzą, w którą stronę się obrócić. Tym razem ja wiem.

Sielanka. Świat bez barier, w którym zwykli ludzie jakoś zawsze się ze sobą potrafią dogadać. Byle im politycy nie przeszkadzali.

Nikt się nikomu ani niczemu nie dziwi. I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno za czarnoskórymi studentami oglądano się w Polsce na ulicy. Teraz nie tylko we Włoszech, ale i u nas Murzyn (nie widzę w tym określeniu nic pejoratywnego) nie budzi już sensacji. Bez emocji podchodzimy też do Chińczyków czy Wietnamczyków, Amerykanie nam nie straszni i może dojdzie nawet do tego, że zaczniemy bez uprzedzeń traktować wszystkie inne nacje, oceniając konkretnych ludzi, a nie wypominając nikomu obcojęzycznych prababek czy dziadków "innowierców". Taką mam przynajmniej nadzieję.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie