reklama

Sierpniowy przełom

RedakcjaZaktualizowano 
Rankiem 17 sierpnia 1989 r. Lech Wałęsa spotkał się z prezesem ZSL Romanem Malinowskim i poinformował go o swoich propozycjach obsady stanowiska premiera. Jak wspomina Malinowski, Wałęsa powiedział: "Mam trzech kandydatów: Geremek, Kuroń, Mazowiecki, kogo z nich widzi pan na tym stanowisku?". Odpowiedziałem, że z tych trzech kandydatur, nie umniejszając kwalifikacji żadnej, najlepsza jest Mazowieckiego. (...) Zaproponowałem, aby do prezydenta Jaruzelskiego iść już tylko z jedną kandydaturą - właśnie Mazowieckiego. Wałęsa na to: "A, wiedziałem, że Mazowiecki spodoba się panu najbardziej, dobrze, pójdziemy z jego tylko kandydaturą do prezydenta".

ANTONI DUDEK

   Tego samego dnia Wałęsa, Malinowski i Jóźwiak (ówczesny szef satelickiego wobec PZPR - Stronnictwa Demokratycznego - "DP") spotkali się w pałacyku w Łazienkach, gdzie nastąpiło formalne zawiązanie nowej koalicji, następnie zaś udali się do prezydenta Wojciecha Jaruzelskiego, aby powiadomić go oficjalnie o tym wydarzeniu i zgłosić kandydaturę Tadeusza Mazowieckiego na stanowisko prezesa Rady Ministrów.
   Jaruzelski, który wcześniej został poinformowany o zapadłych decyzjach przez Malinowskiego, nie stawiał oporu. Zgaszony i przygarbiony, jak go zapamiętał Malinowski, wysłuchał zapewnień Wałęsy, że w rządzie jest miejsce dla wszystkich reformatorskich sił w parlamencie, nie można nikogo dyskryminować, rugować, eliminować, rozumiemy sytuację geopolityczną.
   Jednak wedle relacji Wałęsy, przedstawionej tego samego dnia na posiedzeniu Prezydium OKP, podczas tego spotkania prezydent podtrzymywał w dalszym ciągu ideę wielkiej koalicji, co w praktyce oznaczało, że będzie walczył o jak największy udział PZPR w rządzie. Co ciekawe, wedle relacji Jaruzelskiego udzielonej Joannie Strzelczyk Wałęsa - mimo wcześniejszych ustaleń z Malinowskim - przedstawić miał mu 17 sierpnia trzy nazwiska kandydatów na premiera. Wymienił ich trzy, w takiej kolejności: Mazowiecki, Geremek, Kuroń. Ja od razu powiedziałem: Geremek, Kuroń - raczej nie. Mazowiecki - zgoda.
   Dwa dni później, 19 sierpnia, po serii kolejnych rozmów m.in. z Mazowieckim, Jaruzelski powierzył mu oficjalnie misję tworzenia rządu.
   Zaskakująca, na tle wcześniejszego, raczej dość wolnego tempa podejmowania przez Jaruzelskiego decyzji o strategicznym charakterze, jest szybkość, z jaką prezydent pogodził się z przejściem stanowiska premiera w ręce przedstawiciela "Solidarności". Wydaje się, że przesądziła o tym kalkulacja Jaruzelskiego, który postanowił ostatecznie zrezygnować z obrony hegemonicznej pozycji PZPR w systemie politycznym i przystąpić do realizacji dojrzewającego od dawna planu budowy wokół urzędu prezydenta nowego ośrodka władzy.
   W sytuacji gdy nie udało się przeforsować Kiszczaka na premiera, Jaruzelski słusznie uznał, że byłoby błędem tracić posiadany wciąż kapitał polityczny (w postaci kontroli nad armią i aparatem bezpieczeństwa), na rozbijanie świeżo utworzonej koalicji OKP-ZSL-SD. Bardziej racjonalne było jej zaakceptowanie i wytargowanie dla rozpadającej się w zawrotnym tempie PZPR możliwie szerokiego udziału w nowym rządzie. Decydująca w tej sprawie była prawdopodobnie rozmowa Jaruzelskiego z Wałęsą przeprowadzona 17 sierpnia.
   Niestety, jej przebieg jest znany jedynie z pośredniej relacji przekazanej następnego dnia przez Geremka ambasadorowi Davisowi. Wedle niej uzgodniono, że w nowym gabinecie siedem tek otrzyma "Solidarność", sześć ZSL, trzy SD, zaś PZPR pięć. Właśnie w tej ostatniej liczbie - poza innymi zobowiązaniami - tkwiła prawdopodobnie druga przyczyna szybkiej zgody Jaruzelskiego. Tym bardziej że jak komentował Davis - powszechnie sądziło się, że PZPR dostanie tylko dwa, może trzy ministerstwa. Zdaniem Geremka jeszcze nie zdecydowano, które ministerstwa oprócz Obrony Narodowej i Spraw Wewnętrznych przypadną PZPR. Musimy dać komunistom szansę przetrwania. Alternatywą byłaby sytuacja jak w Afganistanie - miał dodać Geremek. Pytany zaś przez ambasadora o przyczyny zmiany stanowiska opozycji w kwestii rządu stwierdził, najwyraźniej nie widząc sprzeczności w swych wywodach, że partia rozpada się o wiele szybciej niż ktokolwiek oczekiwał i jest coraz bardziej bezsilna.

O warunkach postawionych

przez Jaruzelskiego liderom nowej koalicji opowiadał też 31 sierpnia w rozmowie z sekretarzem KC SED Hermanem Axenem Józef Czyrek. Prezydent miał się zgodzić na Mazowieckiego pod trzema warunkami: 1) zachowania socjalistycznego porządku społecznego w Polsce; 2) utrzymania przyjaźni i sojuszu z ZSRR oraz członkostwa PRL w Układzie Warszawskim; 3) rząd musi się składać proporcjonalnie ze wszystkich reprezentowanych w Sejmie sił, czyli również z PZPR, dysponującą 38 proc. mandatów poselskich. Komentując zaś samą decyzję o powierzeniu działaczowi "Solidarności" misji tworzenia rządu, Czyrek ocenił, że zaważyła na tym katastrofalna sytuacja gospodarcza: Gdybyśmy byli w stanie szybko poprawić położenie gospodarcze, utrzymalibyśmy kierownictwo rządu przy użyciu wszelkich środków. Dodał też, że w istniejącym stanie nastrojów społecznych dalszy opór w tej sprawie doprowadziłby do sytuacji, w której PZPR zostałaby ostatecznie wyparta jako władza państwowa, co umożliwiłoby samodzielne rządy opozycji. Wybraliśmy mniejsze zło. Zdaniem Czyrka "większym złem" nie byłoby zatem wprowadzenie stanu wyjątkowego czy inna akcja tego rodzaju, ale szybka utrata przez PZPR jakiegokolwiek wpływu na aparat państwa.
   Nie jest jasne, kiedy o decyzji Jaruzelskiego dowiedział się Rakowski. W każdym razie kontrakcja kierownictwa PZPR, wyraźnie zaskoczonego tempem rozwoju wydarzeń i stanowiskiem prezydenta, ograniczyła się do słów. Pierwsze padły 17 sierpnia, podczas narady sekretarzy komitetów zakładowych PZPR z 208 najważniejszych przedsiębiorstw, w której uczestniczył Rakowski.
   Opozycja (...) posunęła się nawet do próby złamania ustaleń "okrągłego stołu" i przejęcia władzy. Takie postępowanie wywołuje oburzenie członków partii i jej sympatyków. Wyrażamy sprzeciw wobec konfrontacyjnych działań liderów opozycji i grup ich wspierających - głosiła przyjęta wówczas rezolucja. Następnego dnia odbyło się zebranie Biura Politycznego, które miało przygotować projekt uchwały zwołanego w trybie alarmowym na sobotę, 19 sierpnia, XIV Plenum Komitetu Centralnego.
   Rozpoczynając posiedzenie Rakowski ocenił, że powstanie koalicji jest naszą porażką, ale dającą pewne szanse obrony pozycji partii i rozwinięcia (w określonym czasie) ofensywy. Godząc się z perspektywą Mazowieckiego jako premiera dodawał, że partia uzyskuje pewną swobodę działania politycznego, ponieważ nie będzie już za wszystko odpowiadała. W podobnym duchu wypowiadał się Reykowski mówiąc, że przestaniemy być "tarczą strzelniczą" i wykorzystamy czas na wewnętrzne wzmocnienie.
   Inni członkowie kierownictwa interesowali się przede wszystkim liczbą resortów, jaką PZPR zdoła utrzymać w nowym rządzie oraz - jak to ujął Marek Król - wyhamowywaniem procesu pacyfikacji i usuwania naszych kadr. Sądząc po dość lakonicznym sprawozdaniu z obrad, nikt z zebranych nie rozważał możliwości zastosowania siły w celu przeciwstawienia się nowej koalicji. Tylko Marian Orzechowski napomknął enigmatycznie, że alternatywą dla jej uznania była sytuacja nadzwyczajna, a obecne rozwiązanie jest mniejszym złem. Florian Siwicki ograniczył się do stwierdzenia, że musi być gwarancja, że MON i MSW będą miały zapewnione odpowiednie warunki (w tym budżetowe).
   Podsumowując dyskusję Rakowski stwierdził, że nie możemy dać odpowiedzi, gdzie jest linia ustępstw oraz zaapelował, by wszystkie działania kierować na ratowanie partii. Wydaje się zaskakujące, że w zachowanym protokole z obrad brak jest jakiejkolwiek wzmianki na temat prezydenta i oczekiwań kierownictwa PZPR pod adresem człowieka, który jeszcze przed miesiącem kierował jego pracami.
   Znacznie ostrzejszy w tonie niż głosy w dyskusji był projekt oświadczenia Biura Politycznego, który na polecenie Rakowskiego rozesłano do I sekretarzy KW PZPR z komentarzem, że należy go traktować jako materiał orientacyjny, kierunkowy. Niestety, nie jest jasne, czy nastąpiło to przed czy też (co mniej prawdopodobne) już po omówionym posiedzeniu biura, na którym - sądząc na podstawie zachowanego sprawozdania - w ogóle nie rozmawiano na temat treści oświadczenia, którego język, jak celnie zauważył Andrzej Paczkowski, przypominał raczej okres stanu wojennego niż epokę pierestrojki.
   Oskarżano w nim uczestników nowej koalicji o zerwanie podpisanego przy "okrągłym stole" kontraktu politycznego i otwarcie drogi do gwałtownego przewrotu politycznego i ustrojowego w Polsce. Stwierdzano, że odsunięcie PZPR od władzy stanowi zagrożenie interesów Układu Warszawskiego oraz grozi destabilizacją w Europie i stosunkach Wschód-Zachód. _Straszono też perspektywą _wielkiej czystki, zapowiadanej pod hasłem walki z nomenklaturą, która dotknie setki tysięcy sprawnych organizatorów produkcji z legitymacjami PZPR. W zakończeniu wzywano do skupienia się wokół kierownictwa partii oraz zapewniano, że partia wszystkimi legalnymi środkami przeciwstawi się groźbie przewrotu politycznego, którego celem jest uniemożliwienie naprawy socjalizmu przez jego obalenie.
   Szkopuł tkwił jednak w tym, że legalnymi środkami nie można było zapobiec powstaniu koalicji OKP-ZSL-SD, a zastosować nielegalnych kierownictwo PZPR się nie odważyło. Wydaje się zresztą wątpliwe, by w istniejącej wówczas sytuacji taka operacja była w ogóle możliwa do przeprowadzenia. Tym bardziej że - jak wynika z raportu Davisa - Jaruzelski miał 18 sierpnia oświadczyć odwiedzającej go grupie amerykańskich kongresmenów, że w sprawie obsady stanowiska premiera ma zdecydowany pogląd i żadne stanowisko go nie zmieni.
   W zapewnienia prezydenta-generała wierzył też Geremek, mówiąc Davisowi, że partii brakuje siły, by narzucić alternatywne rozwiązanie (...), dopóki Jaruzelski ma kontrolę nad armią, horror na plenum jest bez znaczenia. Z tego też powodu cytowany projekt oświadczenia Biura Politycznego nie został wówczas opublikowany, obyło się też bez "horroru" na posiedzeniu Komitetu Centralnego. Stanowisko XIV Plenum w sprawie powołania nowego rządu i aktualnej sytuacji politycznej przyjęte 19 sierpnia było utrzymane w relatywnie łagodniejszym tonie. Oskarżano w nim wprawdzie OKP, ZSL i SD o złamanie umowy dotyczącej układu sił politycznych w strukturze Sejmu _oraz _wchodzenie na drogę konfrontacji z PZPR, ale równocześnie godzono się z powstaniem rządu Mazowieckiego, żądając jedynie, by partia miała w nim miejsce odpowiadające jej potencjałowi politycznemu i państwowemu.
   O tym, co to w praktyce oznacza, rozmawiano

na posiedzeniu

Biura Politycznego

22 sierpnia. Uznano wówczas, że PZPR musi otrzymać w nowym rządzie sześć tek ministerialnych, w tym MON, MSW i MSZ, a także maksymalny wpływ na kierowanie Komitetem ds. Radia i Telewizji oraz innymi urzędami centralnymi, takimi jak GUS i PAP. Negocjacje z nowym premierem miał w tej sprawie prowadzić w imieniu PZPR Leszek Miller i Marian Orzechowski.
   Mazowiecki wystąpił w Sejmie 24 sierpnia. W wygłoszonym wówczas przemówieniu za najważniejszy cel przyszłego rządu uznał przezwyciężenie kryzysu ekonomicznego poprzez powrót do gospodarki rynkowej oraz roli państwa zbliżonej do rozwiniętych gospodarczo krajów. Waldemar Kuczyński, autor ekonomicznej części tego przemówienia, wspomina, że Mazowiecki usunął z przytoczonego zdania sformułowanie o dążeniu do osiągnięcia przez polską gospodarkę struktury własności krajów wysoko rozwiniętych, co byłoby równoznaczne z zapowiedzią prywatyzacji.
   Ta z pozoru drobna korekta odsłania istotę polityki, jaką w następnych miesiącach starał się prowadzić Mazowiecki; polityki, której podstawową zasadą było unikanie generalnego konfliktu z PZPR i jej spadkobiercami. - Zepchnięcie PZPR do ścisłej opozycji i do ścisłej negacji byłoby pułapką dla nas i dla kraju - mówił kilka dni wcześniej na posiedzeniu OKP. - Nie ma na świecie opozycji, która dysponuje armią, służbą bezpieczeństwa - i pozostaje opozycją.

Po przemówieniu

Mazowieckiego

nastąpiło w Sejmie głosowanie nad powierzeniem mu funkcji premiera. Wzięło w nim udział 423 posłów, z których 378 poparło jego kandydaturę. Przeciwko było jedynie 4, a 41 wstrzymało się od głosowania. Wielka koalicja OKP-PZPR-ZSL-SD stała się, w świetle wyników tego głosowania, faktem.
   Błyskawiczny i pozbawiony w istocie rzeczy otwartego konfliktu bieg wydarzeń w Polsce nie byłby możliwy bez konsekwentnej postawy władz radzieckich. Jeszcze 11 sierpnia, a zatem tego samego dnia, gdy Browikow rozmawiał z Malinowskim i Jóźwiakiem, rzecznik radzieckiego MSZ Wadim Perfiliew powtórzył lipcową wypowiedź Zagładina, że kształt rządu stanowi wewnętrzną sprawę Polaków. 16 sierpnia indagowany przez dziennikarzy zastępca Perfiliewa Jurij Gremnickich ponownie stwierdził, że ZSRR nie zamierza ingerować w wewnętrzne sprawy Polski. Nie oznaczało to oczywiście braku zainteresowania Kremla biegiem wydarzeń nad Wisłą, co Perfiliew podkreślił w swoim oświadczeniu, mówiąc, że próby wykorzystania procesu formowania rządu do (...) zaszkodzenia zobowiązaniom sojuszniczym Polski, w tym w ramach Układu Warszawskiego (...), nie służyłyby interesom stabilizacji w Europie.
   Rosjanie po raz kolejny dali w ten sposób do zrozumienia, iż pozostanie Polski w Układzie Warszawskim i utrzymanie stabilności wewnętrznej państwa, w którym stacjonowało wówczas sześćdziesiąt tysięcy żołnierzy Armii Radzieckiej, jest dla nich ważniejsze niż ryzykowanie wielkiego, międzynarodowego kryzysu w imię obrony hegemonicznej pozycji PZPR w systemie politycznym. Dlatego Gorbaczow nie zgodził się, mimo trwających ponad tydzień zabiegów, na spotkanie z Rakowskim przed utworzeniem rządu Mazowieckiego, a 22 sierpnia - podczas rozmowy telefonicznej, której przebieg znamy jedynie z relacji I sekretarza KC PZPR - miał powiedzieć: Musicie budować nową partię, bo ze starymi nic nie zdziałacie.
   Cztery dni po tej rozmowie premiera Mazowieckiego odwiedził, jako pierwszy zagraniczny gość, szef KGB Władimir Kriuczkow. Wedle relacji samego premiera w trakcie tego spotkania (skądinąd fatalnego dla wizerunku Mazowieckiego) Kriuczkow usłyszał dwa przesłania - że będziemy państwem przyjaznym, a więc, że nie muszą mieć partii komunistycznej, która by im to gwarantowała, i że będziemy państwem suwerennym. Dokładnie tego oczekiwała Moskwa i dlatego w protokole z posiedzenia Biura Politycznego KC KPZR z końca września 1989 r. znalazł się zapis mówiący o konieczności współpracy ze wszystkimi konstruktywnymi siłami politycznymi w PRL, opowiadającymi się za (...) wypełnianiem sojuszniczych zobowiązań Polski w ramach Układu Warszawskiego _oraz polecenie, by ministerstwa i instytucje posiadające kontakty z Polską _wypełniały wszystkie zobowiązania i umowy (...), nie dopuszczając do obniżenia poziomu współpracy z PRL.
   W rzeczywistości jednak przynajmniej niektórzy członkowie radzieckiego kierownictwa zdawali sobie sprawę, że zmiany nad Wisłą mogą pójść jeszcze dalej. Na wrześniowym posiedzeniu Biura rozpatrywano bowiem memorandum o sytuacji w Polsce, którego autorami byli Eduard Szewardnadze (minister spraw zagranicznych), Aleksander Jakowlew (sekretarz KC KPZR), Dmitrij Jazow (minister obrony) i Władimir Kriuczkow. Za niemożliwe do wykluczenia uznawano w nim, że Polska zacznie ignorować wypełnianie w pełnym zakresie swoich obowiązków sojuszniczych. Prawdopodobnie jej uczestnictwo w Układzie Warszawskim nabierze formalnego charakteru.
   Spodziewano się też postawienia w przyszłości przez nowy polski rząd kwestii wystąpienia ze struktur wojskowych UW lub w ogóle z samego sojuszu, a także podjęcia sprawy pobytu wojsk radzieckich i kwestii historycznych (szczególnie sprawy Katynia). Mimo to autorzy zakładali, że ZSRR uda się zachować przyjacielskie, dobrosąsiedzkie stosunki z zachodnim sąsiadem z uwagi na: geopolityczne położenie Polski w Europie, tradycyjne więzi dwóch słowiańskich narodów, syndrom niemiecki u Polaków oraz zależność polskiej gospodarki od naszych nośników energii.
   Miejsce ideologicznej retoryki skrywającej dominację militarną, czym posługiwano się w kontaktach z Warszawą w okresie rządów PZPR, zająć miały zatem dwa narzędzia tradycyjnej dyplomacji: wygrywanie karty niemieckiej oraz broń ekonomiczna. Dzieje stosunków polsko-rosyjskich po 1989 r. wykazały, że na Kremlu szybko nauczono się skutecznie wykorzystywać zwłaszcza ten ostatni środek.
   Aprobata Moskwy dla objęcia stanowiska premiera przez reprezentanta solidarnościowej opozycji była szczególnie wyraźna na tle inicjatywy podjętej w tym czasie przez władze rumuńskie. O północy 19 sierpnia do siedziby MSZ w Bukareszcie wezwany został ambasador PRL Jerzy Woźniak, któremu sekretarz KC Rumuńskiej Partii Komunistycznej I. Stojan przekazał ustne oświadczenie. W imieniu kierownictwa RPK i osobiście Nicolae Ceausescu wyraził on sprzeciw wobec tworzenia rządu przez "Solidarność", uznając to za sprzeczne z naukową, rewolucyjną koncepcją budowy socjalizmu i służące najbardziej reakcyjnym kołom imperialistycznym.
   Stanowisko to, wraz z apelem o podjęcie wspólnych działań, przekazano równocześnie władzom pozostałych państw Układu Warszawskiego. Wezwanie Bukaresztu zostało zignorowane w Moskwie i innych stolicach, natomiast dwa dni później do Bukaresztu trafiła odpowiedź Biura Politycznego KC PZPR napisana przez Włodzimierza Natorfa.

Odrzucano w niej

rumuńskie zarzuty,

zapewniając równocześnie, że uczynimy wszystko, aby zachowana była również silna pozycja PZPR w tworzonym obecnie rządzie. Podkreślono też, że gwarantem ewolucyjnego charakteru socjalistycznych przemian jest urząd prezydenta, z jego szerokimi, znanymi prerogatywami konstytucyjnymi.
   Rumuńskie pogróżki trudno było traktować poważnie, ale mimo to Jaruzelski i kierownictwo PZPR postanowiło wykorzystać całą sprawę dla zmiękczenia strony opozycyjnej przed rozpoczynającymi się negocjacjami w sprawie składu rządu. Dlatego odstąpiono od stosowanej dotąd zasady utrzymywania w ścisłej tajemnicy spraw związanych z relacjami między PZPR a innymi partiami komunistycznymi. O rumuńskim oświadczeniu oraz odpowiedzi strony polskiej powiadomiono kierownictwo Kościoła i "Solidarności", co z kolei doprowadziło do szybkiego upublicznienia całego incydentu.
   Przekazaniu informacji towarzyszył charakterystyczny komentarz, który Józef Czyrek skierował do ks. Alojzego Orszulika: Podobnie jak Rumuni myślą inne kraje socjalistyczne z wyjątkiem kierownictwa ZSRR i Węgier. (...) musimy być także ostrożni z radzieckimi sojusznikami, ponieważ mogą nam ograniczyć pomoc gospodarczą. Od tego stwierdzenia Czyrek (formalnie występujący w tej rozmowie jako minister stanu w Kancelarii Prezydenta) przeszedł płynnie do określenia żądań PZPR w sprawie liczby resortów w nowym rządzie. Obejmowały one - poza MON, MSW i stanowiskiem wicepremiera dla Kiszczaka - również MSZ i Radiokomitet. - Mają one znaczenie z uwagi na położenie geopolityczne - argumentował Czyrek. Z kolei pozostawienie w rękach PZPR stanowiska szefa Urzędu Rady Ministrów uzasadniał koniecznością zdjęcia poczucia zagrożenia z nomenklatury, ponieważ inaczej będzie ona bojkotować prace rządu.
   Postulaty przedstawione przez Czyrka były aż nadto czytelne, a ich realizacja doprowadziłaby nieuchronnie do ubezwłasnowolnienia solidarnościowego szefa rządu.
   Prace nad składem nowego gabinetu Mazowiecki rozpoczął jeszcze przed formalnym powołaniem przez Sejm na stanowisko premiera. Prowadził je w redakcji "Tygodnika Solidarność", a jego najbliższe otoczenie tworzyli wówczas Jacek Ambroziak, Wojciech Arkuszewski, Jerzy Ciemniewski i Waldemar Kuczyński. Nie tylko przygotowywali oni publiczne wystąpienia premiera, ale także odegrali istotną rolę w wyszukiwaniu osób, które z ramienia "Solidarności" miały się znaleźć w nowym rządzie. Mazowiecki od początku wykluczał możliwość oddania PZPR Radiokomitetu oraz szefostwa URM.
   Natomiast w pierwszej fazie formowania swojego rządu skłonny był - jeśli wierzyć notatce ks. Orszulika z 22 sierpnia - zgodzić się, by MSZ otrzymał członek PZPR przy założeniu, że wiceministrem będzie ktoś z opozycji. W tym czasie dopuszczał też możliwość pozostawienia komunistom Ministerstwa Finansów, a kandydata na jego szefa upatrywał we Władysławie Bace. Powiedział też Orszulikowi, że Wałęsa nalega, by dla PZPR przeznaczyć jak najmniej tek.
   Informacje te potwierdza relacja Czyrka, wedle której podczas spotkania z Jaruzelskim 30 sierpnia Mazowiecki miał po początkowym oporze zasygnalizować zrozumienie dla dążeń PZPR do utrzymania MSZ oraz ponowić gotowość oddania tej partii resortu finansów. Jednak, jak powiedział Czyrek, przewidziany na to stanowisko towarzysz Baka jest przeciwny. Chcemy zatem stanowiska prezesa NBP. Wedle najbliższego w tym czasie współpracownika Jaruzelskiego, najostrzejszy konflikt dotyczy kierownictwa państwowych środków przekazu. W tej sprawie prezydent walczył jak lew.
   Ostatecznie, pod wpływem Wałęsy oraz parlamentarzystów z Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, Mazowiecki usztywnił swoje stanowisko w sprawie zakresu udziału PZPR w rządzie. Pewien wpływ miała też na to postawa posłów ZSL i SD, którzy - dowiedziawszy się podczas spotkania 23 sierpnia, że kandydat na premiera przewiduje dla PZPR poza MON i MSW jeszcze inne resorty - nie kryli swego rozczarowania. Jeden z posłów SD z województwa gdańskiego miał wręcz stwierdzić, że "Solidarność" najpierw proponuje trójstronną koalicję, a potem nie przestrzega przyjętych uzgodnień, co niczego dobrego nie wróży.
   Rozgoryczenie terenowych działaczy ZSL i SD faktycznym przekształceniem trójczłonowego sojuszu w wielką koalicję było tym większe, że, jak alarmowało MSW, po zawiązaniu koalicji między władzami centralnymi (...) odnotowano podejmowanie prób tworzenia terenowych struktur koalicyjnych w celu przejmowania władzy administracyjnej i eliminacji PZPR ze wszystkich sfer życia społeczno-politycznego. Deklaracje Mazowieckiego o tym, że PZPR będzie pełnoprawnym członkiem koalicji, zahamowały ten proces.

Rozmowy Mazowieckiego z przedstawicielami PZPR,

ZSL i SD

na temat składu rządu trwały dwa tygodnie. - Z MSZ nie rezygnujemy - informował 30 sierpnia na posiedzeniu Prezydium OKP Bronisław Geremek, dodając, że również w MSW i MON stanowiska podsekretarzy stanu powinien otrzymać ktoś cywilny. Do objęcia MSZ poza PZPR aspirowało również ZSL, które w sumie domagało się stanowiska wicepremiera oraz sześciu ministerstw i dwóch urzędów centralnych. Z kolei SD miało żądać wicepremiera, dwóch ministerstw oraz jednego urzędu centralnego.
   O szczegółach negocjacji Mazowieckiego z Rakowskim, Millerem i Orzechowskim nie wiadomo zbyt wiele, ale najistotniejsze znaczenie miało prawdopodobnie ich spotkanie 2 września. Tuż przed nim Rakowski groził, że PZPR zachowa MON oraz MSW i przejdzie do konstruktywnej opozycji, natomiast po rozmowie z premierem oświadczył, że jego propozycje odpowiadają znaczeniu politycznemu partii.
   W aktach KC PZPR zachowały się odręczne notatki (prawdopodobnie Andrzeja Gduli) z telekonferencji przeprowadzonej 7 września, na której informowano I sekretarzy KW i członków KC o przebiegu rozmów. Wynika z nich, że w przypadku MSZ rozpatrywano dwa warianty. W pierwszym ministrem miał pozostać Tadeusz Olechowski (szef dyplomacji w rządzie Rakowskiego), natomiast jego pierwszym zastępcą kandydat "Solidarności". Drugi wariant przewidywał, że ministrem zostanie kandydat niezależny Krzysztof Skubiszewski (członek Rady Konsultacyjnej przy przewodniczącym Rady Państwa), natomiast sekretarzem stanu - członek PZPR.
   - Mazowiecki stanowczo zaprotestował. Oświadczył, że zrezygnuje ze stanowiska, jeśli nie [przyjmiemy] wariantu drugiego - informował Marian Orzechowski. Ostatecznie zgodzono się na Skubiszewskiego, gdyż, jak stwierdził Miller, można w zamian wytargować jeszcze jeden resort oraz RTV. W przypadku Radiokomitetu negocjatorzy z PZPR byli się też skłonni zgodzić na niezależnego kandydata, natomiast Mazowiecki proponował im senatora Krzysztofa Kozłowskiego (redaktora "Tygodnika Powszechnego"). Wywołało to zdecydowany sprzeciw Rakowskiego, inspirowany przez Jerzego Urbana, który uważał Kozłowskiego za polityka twardego i skrajnego.
   Zdając sobie sprawę z katastrofalnego stanu finansów publicznych, reprezentanci PZPR najmniej determinacji okazali w walce o newralgiczny dla polityki gospodarczej resort finansów, godząc się na rekompensatę w postaci Ministerstwa Współpracy Gospodarczej z Zagranicą oraz obietnicy poparcia w Sejmie kandydatury Władysława Baki na prezesa NBP.
   Już w trakcie negocjacji w kierownictwie PZPR zastanawiano się w dalszym ciągu nad ewentualną rezygnacją z udziału w rządzie. Jak jednak wynika z informacji przedstawionej przez Millera na omawianej telekonferencji, ostatecznie 6 września Biuro Polityczne uznało, że nie można tego zrobić, bo inaczej Mazowiecki zrzeknie się misji i ciężar niepowodzenia spadnie na PZPR. Wówczas mógłby przyjść ktoś inny, bardziej radykalny. (...) Przejście do opozycji byłoby zgubne. Zaczęłoby się rugowanie członków PZPR ze stanowisk. Nie mielibyśmy wpływu na działalność rządu, a nasza krytyka byłaby niewiarygodna. Wypowiedź ta potwierdza, że kierownictwo PZPR z chwilą utraty wpływu na stanowisko premiera znalazło się w głębokiej defensywie i obawiało się antypezetpeerowskich czystek nie mniej niż Mazowiecki wybuchu niezadowolenia ze strony obrońców ancien régime z wojska i aparatu bezpieczeństwa. Ten paradoks wynikający z błędnej oceny planów oraz możliwości drugiej strony przesądził o kierunku rozwoju sytuacji w Polsce w końcu 1989 i pierwszych miesiącach 1990 r.
   Bardzo ostry konflikt rozpętał się także wokół obsady Ministerstwa Rolnictwa, do kontroli nad którym aspirowało ZSL oraz "Solidarność" Rolników Indywidualnych. Po długotrwałych negocjacjach resort rolnictwa przypadł członkowi ZSL, ale nie był nim forsowany początkowo przez tę partię Kazimierz Olesiak, sprawujący ten urząd w gabinecie Rakowskiego. Reprezentant rolniczej "Solidarności" otrzymał ostatecznie stanowisko ministra bez teki. W sumie na 24 członków rządu dwunastu wywodziło się z "Solidarności", czterech z ZSL, czterech z PZPR, trzech z SD, a jeden - szef dyplomacji Krzysztof Skubiszewski - traktowany był jako niezależny.

Do głosowania w Sejmie

nad powołaniem rządu

w powyższym składzie doszło 12 września. Uczestniczyło w nim 415 posłów, z których 402 głosowało za rządem, a 13 wstrzymało się od głosu. Głosów przeciwnych nie było. Tego samego dnia nowym prezesem NBP został wybrany 290 głosami (przy 44 przeciwnych i 83 wstrzymujących się) Władysław Baka. Na rzecznika rządu Mazowiecki powołał Małgorzatę Niezabitowską, natomiast 24 września mianował szefem Radiokomitetu Andrzeja Drawicza.
   Mimo zdobycia przez Jaruzelskiego urzędu prezydenta oraz ugodowej postawy większości liderów "Solidarności" czerwcowy wstrząs zaowocował sierpniowym przesileniem politycznym, z którego wyłonił się rząd Mazowieckiego. Powstanie tego rządu nie zakończyło procesu destrukcji komunistycznej dyktatury w Polsce, zamknęło natomiast jego najważniejszy etap. Godząc się z powstaniem nowego gabinetu, PZPR utraciła kontrolę nad większością aparatu państwowego, a sama weszła w fazę pięciomiesięcznej agonii. Bezpośrednią konsekwencją utworzenia nowego gabinetu było radykalne zmniejszenie się liczby protestów społecznych, których w sierpniu 1989 r. było więcej niż w całym poprzednim roku.
   Rząd Mazowieckiego posiada duży kredyt zaufania społecznego, czego odzwierciedleniem jest utrzymująca się niewielka liczba nastrojów niezadowolenia i konfliktów w zakładach pracy - oceniano w MSW pod koniec września 1989 r. Potwierdzały to w pełni pierwsze sondaże, z których wynikało, że sympatię dla nowego premiera deklarowało w połowie września blisko 85 proc. respondentów, zaś wobec jego rządu 70 proc. Widmo niekontrolowanego wybuchu społecznego, którego obawiali się zarówno oddający, jak i próbujący przejąć władzę nad Polską, zostało w ten sposób oddalone. Na porządku dziennym stawała teraz inna kwestia: czy kadra, wywodząca się z części dawnej opozycji skupionej w OKP i komitetach obywatelskich, którą Krzysztof Kozłowski szacował na dwa tysiące ludzi, będzie mogła w sposób realny przejąć kontrolę nad państwem, którego szkielet tworzyło kilkaset tysięcy członków PZPR.
ANTONI DUDEK
   Fragment książki "Reglamentowana rewolucja. Rozkład dyktatury komunistycznej w Polsce 1988-1990", która ukaże się w lutym nakładem wydawnictwa "Arcana".

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3