Siła studenckiej solidarności

Redakcja
Przed bramą kamienicy, w której zamordowano Stanisława Pyjasa, zdjęcie operacyjne SB Fot. ze zbiorów IPN
Przed bramą kamienicy, w której zamordowano Stanisława Pyjasa, zdjęcie operacyjne SB Fot. ze zbiorów IPN
7 maja 1977 r. zamordowany został przez bezpiekę Stanisław Pyjas. Kilka dni później, 15 maja, jego przyjaciele powołali Studencki Komitet Solidarności.

Przed bramą kamienicy, w której zamordowano Stanisława Pyjasa, zdjęcie operacyjne SB Fot. ze zbiorów IPN

Krakowski Oddział IPN i "Dziennik Polski" przypominają

Mija trzydzieści pięć lat od tamtych wydarzeń, nadal jednak nie wyjaśniono wszystkich okoliczności śmierci krakowskiego studenta, a sprawcy mordu nie zostali ukarani. Nie docenia się też roli, jaką odegrał SKS w procesie wyzwalania się narodu spod władzy komunistów. Wciąż pozostaje on jedną z mniej znanych organizacji opozycyjnych.

Zjednoczeni w żałobie

Śmierć Stanisława Pyjasa uruchomiła lawinę, która nie tylko zmieniła życie wielu ludzi, ale także wpłynęła na bieg historii. Poruszeni tym tragicznym wydarzeniem członkowie powołanego kilka miesięcy wcześniej Komitetu Obrony Robotników w wydanym 9 maja "Oświadczeniu" podkreślali: "Okoliczności śmierci S. Pyjasa wymagają publicznego wyjaśnienia przez kompetentne organy władzy i pociągnięcia do odpowiedzialności sądowej winnych zbrodni bez względu na to, jakie zajmują stanowisko".

Głos zabrał także Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela, który przypomniał, że morderstwo studenta "poprzedziły szczególne okoliczności. Zamordowany był mianowicie jednym z sygnatariuszy masowych petycji do Sejmu PRL w sprawie powołania Nadzwyczajnej Komisji dla zbadania zajść czerwcowych w Radomiu i Ursusie - w związku z czym otrzymywał [...] anonimy z pogróżkami". Żądano, by "władze PRL zastosowały jak najbardziej energiczne środki celem wykrycia i ukarania sprawców morderstwa, a także podjęły działania uniemożliwiające powtarzanie się podobnych faktów w przyszłości".

Ze wsparciem do grodu Kraka przybyli z Warszawy członkowie KOR: Mirosław Chojecki, Antoni Macierewicz, Józef Śreniowski, a także współpracujący z komitetem: Paweł Bąkowski, Krzysztof Łazarski, Wojciech Malicki i Wojciech Onyszkiewicz. Przywieziony przez nich powielacz posłużył do odbijania klepsydr i ulotek informujących o tragicznych wydarzeniach 7 maja i wzywających do bojkotu juwenaliów organizowanych przez działający pod kontrolą PZPR Socjalistyczny Związek Studentów Polskich.

Pogrążeni w żałobie przyjaciele i znajomi Stanisława Pyjasa, którzy nie akceptowali kłamliwych informacji o jego śmierci, rozpowszechnianych przez bezpiekę w lokalnej prasie, obchodzili w tym czasie własne - "czarne juwenalia". Gromadzili się przy ul. Szewskiej 7, gdzie znaleziono zwłoki Pyjasa, składali kwiaty, palili żałobne znicze, odczytywali komunikaty. W niedzielę, 15 maja ulicami Krakowa przeszły dwa żałobne pochody. Jeden po mszy świętej, odprawianej o godz. 9.00 w kościele oo. Dominikanów, wyruszył na ul. Szewską, drugi, wielotysięczny marsz przeszedł wieczorem z ul. Szewskiej pod Wawel.

Niewielkiej grupie młodych ludzi udało się pociągnąć za sobą niemal cały Kraków. "W pasmanteriach wykupiliśmy czarne wstążki i rozdawaliśmy je ludziom, którzy zakładali te żałobne opaski na rękawy. To było niezwykłe doświadczenie, gdyż była nas garstka, a udało się zatrzymać całe miasto" - wspomina Małgorzata Gątkiewicz (obecnie Kotarba).
Na zakończenie wieczornej manifestacji odczytano oświadczenie o powołaniu Studenckiego Komitetu Solidarności.

Prekursorzy "Solidarności" z Krakowa

Krakowscy studenci jako pierwsi nadali sens zapomnianemu w PRL słowu "solidarność". Zapewne nie przypuszczali, że trzy lata później zrobi ono wielką karierę. Podpisami pod dokumentem założycielskim: Andrzej Balcerek, Joanna Barczyk, Liliana Batko, Wiesław Bek, Małgorzata Gątkiewicz, Elż-bieta Majewska, Lesław Maleszka, Józef Ruszar, Bogusław Sonik i Bronisław Wildstein stwierdzali, iż "Okoliczności śmierci Stanisława Pyjasa wymagają publicznego wyjaśnienia przez kompetentne organa władzy i pociągnięcia do odpowiedzialności sądowej winnych zbrodni bez względu na to, jakie zajmują stanowisko".

Powołanie jawnej, opozycyjnej wobec władzy organizacji studenckiej bezpośrednio po tym, jak młody człowiek zapłacił życiem za działalność na rzecz KOR, wymagało odwagi. Założyciele SKS stając po stronie prawdy pokonali barierę strachu. Doszli do wniosku, że w starciu z systemem jednostka jest bezsilna i aby skutecznie z nim walczyć należy się zjednoczyć, działać solidarnie.

Otuchy dodawały im słowa kardynała Karola Wojtyły, który 9 czerwca 1977 r. w kazaniu wygłoszonym podczas procesji Bożego Ciała mówił: "Muszę tutaj wrócić do wydarzeń z dnia 15 maja. [...] Trzeba jednak odczytać znaczenie choćby takiego faktu, że młodzież akademicka Krakowa, zebrawszy się wieczorem u stóp Wawelu, śpiewała: »Jeszcze Polska nie zginęła« [...]. Jeszcze śpiewała ta młodzież »Boże, coś Polskę« - to ma swoją wymowę. I swoją wymowę ma też fakt, że ta młodzież wybrała. Wybrała w tym dniu skupienie, ciszę, a nie hałas corocznych Juwenaliów. [...] To świadczy, że młodzi zdolni są myśleć także o sprawach zasadniczych, chociażby o wielkiej tajemnicy śmierci człowieka, która czasem spotyka już młodego. I że są również zdolni myśleć o sprawach zasadniczych, takich jak sprawiedliwość społeczna i pokój, jak prawa człowieka, jak prawa osoby ludzkiej, prawa Narodu, odpowiedzialność za wielkie dziedzictwo Narodu, naszego polskiego Narodu".

W ciągu trzyletniej działalności krakowski SKS podejmował wiele akcji o charakterze edukacyjnym, których celem było zapoznanie studentów z nieobecnymi w programach nauczania tematami z zakresu historii i literatury. Ponadto wydawał i kolportował bibułę, a także zbierał podpisy pod petycjami w obronie represjonowanych. Najgłośniejszą, skuteczną akcją krakowskiego komitetu był protest przeciwko istnieniu "resów", czyli zbiorów zastrzeżonych w Bibliotece Jagiellońskiej, obejmujących m.in. wydawnictwa emigracyjne, które mogły być udostępniane na specjalnych zasadach.

SKS nie pozostał bierny wobec wydarzeń, które rozgrywały się latem 1980 r. Jego członkowie wspomagali strajkujących robotników Wybrzeża, organizowali poligrafię w Stoczni Gdańskiej. Ewa Kulik z krakowskiego SKS niemal cały czas przebywała w warszawskim mieszkaniu Jacka Kuronia, gdzie odbierała telefony od dziennikarzy z całego świata i informowała o sytuacji w Polsce. Po podpisaniu porozumień sierpniowych działacze SKS, wykorzystując swoje opozycyjne doświadczenia, prowadzili punkty informacyjno-konsultacyjne dla tych, którzy chcieli zakładać związki zawodowe. Wspomagali też młodszych kolegów przy powołaniu i organizowaniu Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Gdy zrealizowali już swoje zadanie, we wrześniu 1980 r. zakończyli działalność SKS-u i wstąpili w szeregi "Solidarności".

Opluwani, wyszydzani, pogardzani

Młodzi ludzie, których jedyną siłą była jedność i solidarność, stanęli przeciwko władzy, która dysponowała arsenałem środków do zwalczania wrogów systemu.

Do ataków na krakowskich studentów wykorzystywano łamy prasy. Władysław Machejek w artykule "Ciszej nad tą trumną" zamieszczonym w "Życiu Literackim" pisał: "Hałas nad tragiczną trumną nie ustaje, albowiem nie zamilkła komenda z »Wolnej Europy« itp. Jakże ustanie, skoro nie chodzi im o kojenie żałoby. Za coś innego mają płacone... Przy tym powołują się na miłość do wolności i do Polski. Zimnowojenni podżegacze mają tyle wspólnego z miłością do nas, co syfilis z miłością. Dlatego nie do gangsterów należy apelować [...] żeby ciszej nad tą trumną... lecz do jątrzonych kolegów Stanisława Pyjasa, którzy - ze względu na przywilej wieku - poddają się słodkiej truciźnie".

Działacze SKS byli nieustannie inwigilowani przez bezpiekę. Na szczeblu MSW prowadzono przeciw nim sprawę operacyjnego rozpracowania o kryptonimie "Wasale". Krakowscy SKS-owcy rozpracowywani byli też w ramach spraw: "Alfa", "Niepoprawni", "Adam", "Beta", "Gama" i "Delta". Oprócz tego poszczególne osoby kontrolowane były w ramach kwestionariuszy ewidencyjnych. Chociaż w środowisku SKS byli aktywni agenci bezpieki - m.in. Leszek Maleszka (TW "Ketman"/"Return"/"Zbyszek"/"Tomek") i Henryk Karkosza (TW "Monika"), którzy "realizowali długofalowe plany dezintegracji i neutralizacji działalności opozycyjnej" to jednak tajnej policji nie udało się rozbić i zneutralizować tej grupy. Młodzi opozycjoniści nie dali się złamać ani zastraszyć, mimo że za swą działalność często płacili wysoką cenę. Byli szykanowani, zastraszani, za- trzymywani, aresztowani, ale trwali w oporze.

Bezpieka dołożyła wszelkich starań, by sprawcy mordu Pyjasa nie zostali wykryci i uniknęli kary. Niszczono dokumenty, likwidowano "niewygodnych" świadków. Latem 1977 r. w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach zginął student fizyki UJ Stanisław Pietraszko, który jako ostatni widział Pyjasa żywego.

Przez kilkadziesiąt lat członkowie SKS pozostali wierni temu, co zapisali w deklaracji założycielskiej. Niestrudzenie upominali się o prawdę o śmierci obu krakowskich studentów. Starali się nie dopuścić do tego, by wymazano ich ze świadomości społecznej. Pamięć trwa, a poznanie prawdy jest kwestią czasu. Historia bowiem zawsze upomni się o swoich bohaterów.

Cecylia Kuta

Cytaty w tekście pochodzą z książek: J. Szarek, Czarne juwenalia. Opowieść o Studenckim Komitecie Solidarności, Kraków 2007 oraz Czy ktoś przebije ten mur? Sprawa Stanisława Pyjasa, wstęp i oprac. F. Pyjas, A. Roliński, J. Szarek, wspomnienie o przyjacielu B. Wildstein, Kraków 2001.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie